poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 19

Odwróciłam głowę i zamarłam.
- Co ty tu do cholery robisz? - wykrzyczałam mu w twarz.
- Ee ee... jadę na koncert, a ty? - zapytał zdziwiony Kamil.
- Wracam do domu, a co mam niby robić co? - dość, że tu siedzi to jeszcze zadaje takie popieprzone pytania. Szczerze to najchętniej bym mu walnęła.
- Dobra nie denerwuj się tak. Myślałem, że miałaś wracać dopiero za parę dni.
- Tak, ale chciałam już być szybciej w domu. - nie chciałam powiedzieć mu całej prawdy.
- To przeze mnie prawda? - zapytał smutno.
- To, że jesteś sławny i masz fanów, nie znaczy, że cały świat kręci się wokół ciebie. - znowu nie wytrzymałam i zaczęłam się na niego drzeć. Na szczęśćcie byliśmy tu sami.
- Nie Nysia, to nie tak. Ja wiem, że zachowałem się jak dupek. Potraktowałem cię strasznie, jakbym chciał tylko od ciebie seksu. Ale uwierz mi wcale tak nie było.
- A niby jak!? Sam mi powiedziałeś, że to będzie taki układ, tobie się zachce, przelecisz mnie i zapomnisz, ale tak dla twojej wiadomości inni mają uczucia! Tylko ty jesteś takim pieprzonym egoistą!
- Przecież sama się zgodziłaś, czyli też tego chciałaś. To nie jest tylko moja wina. - że co? Jak on tak może mówić? Nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Co za cham. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Podkuliłam nogi pod siebie i płakałam patrząc przez okno. Nie wiem ile tak siedziałam, jednak po jakimś czasie poczułam jak oplatają mnie jego ramiona. Próbowałam się mu wyrwać, ale na marne. Po chwili szarpaniny, nie miałam już sił i po prostu się w niego wtuliłam. Płakałam jak jakaś opętana. Siedzieliśmy i kołysaliśmy się w rytm kropli uderzających o okno w wagonie. Dosłownie jakieś dziesięć minut temu naszły ciemne chmury i zaczęło lać.
- Nysia... Nysia przepraszam. Jestem ostatnim kretynem. Jak ja mogłem cię tak potraktować, przecież ty jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie. Uwierz mi, że nie pragnę niczego innego, tylko tego żebyś mi wybaczyła. Nysia ja... ja... ja po prostu chciałem mieć cię bliżej siebie, nie ważne w jaki sposób i w jakiej sytuacji. Pragnąłem cię, jak nikogo innego w całym moim życiu. Nie wiem jak to się stało, ale...  ale zakochałem się w tobie. - ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem.
- Kamil nie mów tak. To nie prawda, mówisz to tylko żeby mnie pocieszyć. Proszę przestań. - nie wierzyłam w jego słowa, bo to wszystko co powiedział przypominało mi raczej moje życie. To ja zgadzałam się na wszystko tylko po to by móc przez chwilę się do niego zbliżyć.
- Nyśka, musisz mi uwierzyć.
- Nie Kamil, ty mnie nie kochasz. - po tych słowach Kamil się wkurzył. Widziałam frustrację malującą się na jego twarzy. Wziął moją twarz w obie dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Natalio kocham cię! Nigdy nie kochałem nikogo tak jak ciebie. Nie wiem jak to się stało, że  w tak krótkim czasie pokochałem cie, ale stało się. Przepraszam. - te słowa zrobiły na mnie ogromne znaczenie i nie wiem co wpłynęło na mnie, ale dosłownie rzuciłam  się na niego. Zaczęłam go całować. Kamil na początku był zdezorientowany, jednak już po chwili odwzajemnił pocałunek ze zdwojoną siłą. W pewnym momencie nieco przeholowaliśmy i w tym momencie wszedł konduktor. Odskoczyliśmy od siebie i cali się zaczerwieniliśmy.
- To nie hotel. Proszę zachowywać się jak należy. - powiedział surowym tonem i zaczął wychodzić, jednak gdy miał zamknąć już drzwi przypomniał sobie po co tu przyszedł. Chyba nasz widok go trochę wytrącił z równowagi. - Proszę pokazać bilety do kontroli. - próbował być bardziej uprzejmym. Pokazaliśmy bilety, wszystko ok. Chociaż zdaje mi się, że miał nadzieję, że nas złapie na tym, że jedziemy na gapę. To się  biedak pomylił. Zaczęliśmy się śmiać. Chyba Kamil myślał o tym samym co ja.
- Kamil co teraz będzie?
- Nie wiem Nysia, ale wiem jedno, że chcę być przy tobie, być z tobą. - uśmiechnął się oszałamiająco.
- Skąd ja mogę być pewna, że teraz mówisz prawdę, skoro jeszcze parę dni temu przyjaźniłeś się ze mną tylko dla seksu? - nie wiem czy kiedykolwiek o tym zapomnę.
- Nyśka, to nie tak. Gdy pierwszy raz zostałaś u mnie na noc jak się upiliśmy i kochaliśmy się, ja... ja się właśnie wtedy w tobie zakochałem. Pokochałem każdą najmniejszą cząstkę ciebie. Już wcześniej nie rozumiałem dlaczego tak mnie do ciebie ciągnie, ale wtedy zrozumiałem jak jest na prawdę. Potem zachowałem się jak idiota i wyskoczyłem z tym głupim układem. Tak na prawdę po prostu chciałem być z tobą. Błagam uwierz mi. Mogę nawet paść na kolana. - mówiąc to nie czekał na odpowiedź, tylko uklęknął przede mną i zaczął  prosić. - Nysia, proszę wybacz mi. Proszę, nigdy nie zrobiłem większej głupoty. Wybaczysz mi? - zrobił duże oczy i uśmiechnął się słodko.
- Pewnie głupolu, ale wstań już i więcej tak nie rób. Nie lubię jak ktoś się tak zachowuje wobec mnie. Lepiej mnie przytul. - wstał uśmiechnięty i przytulił mnie o mało co mnie nie dusząc.  Dojechaliśmy do Gorzowa w miłej atmosferze. Przytulaliśmy się, całowaliśmy, jednak pamiętaliśmy, że jesteśmy w miejscu publicznym więc mieliśmy się na baczności. Ustaliliśmy, że na razie nie będziemy razem, po prostu będziemy się spotykać, rozmawiać, tak jakbyśmy byli przyjaciółmi. Znamy się dopiero zaledwie tydzień i musimy się lepiej poznać.
Wysiedliśmy z pociągu o 16:35.
- To co teraz? -zapytałam nie wiedząc jak to teraz zrobimy.
 - Hmmm jest już przed siedemnastą i za jakieś pół godziny mam próbę, więc muszę tam niedługo dotrzeć. Ty pewnie chciałabyś iść do domu. - powiedział smutno.
- Dobra to zróbmy tak: pójdziemy teraz do mnie, to tylko kawałek drogi stąd, a potem pójdziemy na tą twoją próbę. Może tak  być?

- No pewnie. To choć idziemy do ciebie. - już po jakimś czasie byliśmy u mnie szybko się przebrałam i poszliśmy na próbę. 

2 komentarze: