sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 18

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek, który wskazywał 8:30. Kamila obok mnie nie było. Tak w ogóle to zastanawiałam się czemu jestem w sypialni , skoro zasnęliśmy   w salonie. Z pewnością Kamil mnie tu przyniósł.  Właśnie Kamil, ten głupi palant. Traktuje mnie jak maszynę do zaspokajania potrzeb, a ja jestem tak głupia, że mu na to pozwalam. Jednak wolę to niż nic. Wzięłam z szafy koszulkę Kamila i jego bokserki. Niestety nie miałam przy sobie swoich ubrań, a przecież nie będę biegać po domu na go. Poszłam do kuchni, jednak tam Kamila też nie było. No cóż, pewnie jest w łazience. Nastawiłam wodę na kawę i usiadłam na blacie kuchennym. Zawsze jak byłam mama, mama sadzała mnie też na takim blacie i przyglądałam się jej jak gotuje. Do tej pory lubię siedzieć w takim miejscu, czuję się wtedy jakbym miała 7 latek. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, że Kamil pojawił się w kuchni. Podszedł do mnie, rozsunął moje nogi tak, że teraz oplatały go, przez co byliśmy teraz bardzo blisko siebie i mnie pocałował. Zdziwiłam się, przecież przyjaciele tak się nie witają. No w sumie przyjaciele także nie uprawiają seksu ze sobą, ale my chyba jesteśmy trochę inną parą przyjaciół. Odwzajemniłam pocałunek, a co mi tam, skoro i tak będę przez niego cierpieć to chociaż chcę mieć do tego odpowiednie powody. Poniosło mnie na całego. Kamil był w samych bokserkach, więc mogłam go swobodnie dotykać i czuć jego nagie ciało. Gładziłam go po plecach, delikatnie zadrapując go, gdy to czuł wydawał z  siebie bardzo podniecające dźwięki. Po dość długim czasie oderwaliśmy się od siebie.
- Dzień dobry kochanie. - szepnął zachrypniętym głosem Kamil. - że co? Kochanie? O nie tak to on mnie nazywać nie będzie, jeśli to dla niego nic nie znaczy.
- Kamil, nie nazywaj mnie tak! - odepchnęłam go od siebie. Zrobił zdezorientowaną  minę.
- Ale dlaczego? Co się stało?
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi, czasami prześpimy się ze sobą, ale nic więcej. Przecież sam to powiedziałeś, a tak nazywają się wzajemnie osoby, które coś do siebie czują. Kochają się i mam t na myśli nie tylko seks, a  z tego co widzę  ty nie potrafisz obdarzyć kogoś jakimkolwiek uczuciem. - widziałam ból w jego oczach, gdy to powiedziałam. Pozbierałam swoje rzeczy i szybko się ubrałam. - I jak wszystko sobie przemyślisz to zadzwoń. - powiedziawszy to wyszłam trzaskając drzwiami. Jaką ja jestem kretynką, łudziłam się, że jak wejdę z nim w ten układ może on coś do mnie poczuje, ale myliłam się. Kamil nigdy mnie nie pokocha. Wróciłam do domu, mamy na szczęście nie było, więc mogłam iść w spokoju się wypłakać. A mam nad czym płakać, szczególnie nad moją głupotą. Postanowiłam, że jutro wyjeżdżam. Skończę raz na zawsze ten rozdział życia.
OCZAMI KAMILA:                                                                 
Boże dlaczego ja jestem takim kretynem. Po co wyskoczyłem z tym głupim układem? Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Powinienem z nią szczerze porozmawiać, a nie wymyślać takie głupoty, tylko po to by móc z nią być w ten sposób. Bo tak szczerze to chyba się w niej zakochałem gdy spojrzałem na nią jak spała tak niewinnie w moich ramionach po nocy gdy się upiliśmy. Tak pokochałam ją, jednak wiedziałem, że ona nic do mnie nie czuje. Tylko dlaczego dzisiaj robiła mi wyrzuty, że nie potrafię nikogo obdarzyć uczuciem? Czyżby ona także coś do mnie czuła? Gdyby tak było, to byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ona jest taka cudowna, piękna i mądra. Nie wiem jak mogłem ją tak potraktować, teraz pewnie myśli, że chciałem ją tylko wykorzystać by zaspokoić swoje potrzeby. Co ja zrobiłem? Szlag by to trafił. Muszę to jak najszybciej wyjaśnić. Mam nadzieję że będzie chciała jeszcze ze mną rozmawiać po tym wszystkim.  Jutro do niej pójdę i nie ustąpię dopóki nie powiem jej, że ją kocham.  Muszę dać jej trochę czasu, sobie zresztą też.
Poszedłem nad jezioro, wsiadłem w łódkę i zacząłem wiosłować. Tylko tak potrafiłem się odprężyć i spokojnie pomyśleć. Jak to się w ogóle stało, że w tak krótkim czasie ją pokochałem? Jednak gdy tylko ją zobaczyłem w tym pociągu pomyślałem, że jest kimś wyjątkowym i już po chwili rozmowy z nią stwierdziłem, że miałem rację. Zrobię wszystko by mi wybaczyła.

OCZAMI NATALII:
Trochę popłakałam i poczuła lekką ulgę. Pozbierałam się jakoś i zeszłam na dół, jak się okazało mama już wróciła, tata był w pracy, a Piotruś bawił się na podwórku.
- Nie było cię w nocy. - stwierdziła mama.
- Tak, wie. Byłam u Kamila. Od razu ci powiem, że nie chcę o tym gadać mamuś. Wszystko już jest ok. Zrozumiałam, że Kamil to nie facet dla mnie. Jest zarozumiałym dupkiem i tyle.
- Źle zareagował jak mu powiedziałaś, że coś do niego czujesz? - mama jak to mama dalej drążyła.
- Nie mamo, nic nie wie i nigdy sie nie dowie i proszę daj już temu spokój. Przepraszam, ale chciałabym już jutro wrócić do siebie. - bałam się, że to sprawi przykrość mamie.
- Jak to? Przecież miałaś jeszcze zostać trzy dni.
- Wiem mamuś, ale wolę wrócić już do siebie. Tam może przestanę o nim myśleć. Zajmę się czymś, a niedługo znowu zaczyna się szkoła więc nawet nie będę miała czasu na rozmyślania.
- Dobrze, skoro tak chcesz. To twoje życie, rozumiem cię. - cieszę się, że mama zrozumiała, jednak wiem, że to trochę sprawiło jej przykrości.
Ten dzień minął mi bardzo szybko, spędziłam dużo czasu z Piotrusiem, w końcu jak wyjadę to znowu nie będę go widzieć przez długi czas. Nazajutrz rano szybko się spakowałam i poszłam jeszcze trochę posiedzieć  z mamą, bo już o 12:30 mam odjazd pociągu.
Na stacji byłam dużo wcześniej więc musiałam trochę poczekać na pociąg. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę i już po chwili zatopiłam się w myślach. U siebie w Gorzowie odpocznę od tego wszystkiego. Zapomnę o Kamilu. Przynajmniej będę starała się zapomnieć.
Po jakimś czasie nadjechał pociąg, zajęłam pusty przedział i czekałam na odjazd, przypominając sobie jak jeszcze parę dni temu poznałam Kamila w pociągu jadą c tutaj. W ogóle jak to się stało, że tak szybko się zakochałam? To jakaś masakra. Nigdy tak nie miałam, potrzebowałam dobrych paru miesięcy żeby poczuć coś do jakiegoś chłopaka, a tu takie wielkie bum i nagle mnie trafiło i to zakochałam się w kimś kogo tak na prawdę nie znam. Po chwili o czymś sobie przypomniałam. Jak ja mogłam zapomnieć pożegnać się z Łukaszem i Nadią. W sumie to tak bardzo nie zależało mi już na Nadii, po tej całej akcji z Kamilem, ale
Łukasz jest moim najlepszym przyjacielem, a ja zachowałam się jak świnia. Będę musiała do niego zadzwonić, ale to już jak będę w domu. Spojrzałam na zegarek, było jeszcze 10 minut do odjazdu. Zobaczyłam, że jakiś chłopak chce wejść do mojego przedziału, więc odwróciłam się do okna i włączyłam na maksa muzykę.Nie mam ochoty zawierać nowych znajomości. Poczułam tylko jak siada koło mnie, postanowiłam zobaczyć kto to jest.
JAKIŚ CZAS TEMU U KAMILA W DOMU:
Miałem już wychodzić do Nysii gdy usłyszałem mój telefon. Kurczę... to Aneta, więc muszę odebrać. Po krótkiej rozmowie byłem zły, że moje plany znów nie wypalą.


Z przykrością informuję, że mam zamiar zakończyć pisanie tego bloga. Zaczyna się szkoła i nie wiem co ile dawałabym radę coś nowego dodać. Więc chyba to nie ma sensu, jednak jest jeszcze Ola- druga prowadząca tego bloga - więc może ona będzie to wszystko kontynuowała.
Pozdrawiam i dziękuję za to, że w ogóle ktoś to czyta.
Może jeszcze z jeden lub dwa rozdziały dodam, ale to już chyba będzie koniec z mojej strony.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 17

Dziwnie się czułam wchodząc znowu do tego domu. Tyle się tu wydarzyło. Bynajmniej dla mnie.
- To jak oglądamy jakiś film, czy idziemy nad jeziorko? - zapytał Kamil.
- Może obejrzyjmy jakiś film,  tylko powiedz co masz. Błagam tylko nie horror, bo będę się bała. - spojrzałam się na niego błagalnie.
- Oj Nysia przy mnie nie masz się czego bać, w razie co to się do mnie przytulisz. - ach ten jego zadziorny uśmiech.
- Nie ma mowy, oglądamy coś normalnego. - Kamil zrobił zbolałą minę.
- Dobra, to wybierz co chcesz, a ja idę po winko. - spojrzałam się na niego jak na głupka. - No dobra jak nie chcesz wina to może zrobię kakao co? - wolę nie pić już więcej z nim wina, nie chcę żeby znowu skończyło się tak samo.
- Ok niech będzie kakao. Dawno nie piłam.- uśmiechnęłam się nieśmiało. Kurcze... dlaczego ten chłopak tak mnie onieśmiela?
- To ty szukaj film, a ja zaraz wracam. - przygotowałam do włączenia piękny film " Szczęściarz", trochę smutny ten film i momentami o mało co nie płaczę. Kamil przyszedł, podał mi kakao i włączyliśmy film. Siedziałam na jednym końcu kanapy, a Kamil na drugim, jednak po chwili Kami się do mnie przysunął i przytulił mnie. Nie skomentowałam tego, po prostu cieszyłam się tą chwilą. Szczerze to w ogóle nie oglądałam tego filmu. Było mi tak dobrze, że nie mogłam się na niczym skupić. Kamil też zbytnio się nie wpatrywał w ekran, bo co róż spoglądał na mnie.
- Czemu się tak na mnie patrzysz? - zapytałam zadziornie.  - Tam jest film. - wskazałam palcem na ekran.
- Tu mam ciekawszy widok niż na ekranie. Zresztą, przyznaj się, że też w ogóle nie oglądasz tego filmu. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie... nie prawda. - odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. To był błąd, bo jego oczy były hipnotyzujące. - Mogę ci wszystko opowiedzieć. - próbowałam się jakoś ogarnąć i w końcu zacząć myśleć o nim jak o przyjacielu.
- Bo widziałaś go już kilka razy. Mam rację prawda? - Kamil coraz bardziej się do mnie przysuwał. Chciałam się od niego oddalić, jednak nie miałam gdzie, bo siedziałam na samym końcu kanapy, a poręcz wbijała mi się w plecy.
- K...Kamil co ty robisz? - spoglądał mi głęboko w oczy i pochylał się coraz bardziej nade mną.
- Coś o wiele ciekawszego, od oglądania filmu. - wymruczał mi do ucha i zaczął mnie całować. Gdy tylko poczułam jego usta na swoich, po prostu nie wytrzymałam i mury które starałam się wybudować by nie myśleć o tym co się między nami wydarzyło, runęły. Z początku całowaliśmy się delikatnie, spokojnie, lecz po chwili napieraliśmy na siebie coraz bardziej. Czułam, że jestem cała rozpalona, drżałam czują jego dłonie na mym ciele. Nie przecież tak nie może być. - pomyślałam. Całą swoją siłą woli, zmusiłam się, żeby go odepchnąć.
- Kamil, nie. - odepchnęłam go delikatnie, lecz stanowczo.
- Nysia, co się dzieje. Myślałem, że tego chcesz.  - spoglądał na mnie natarczywie spod wachlarza rzęs. Nie chcę go dłużej okłamywać, nie mogę.
- Chodzi o to, że właśnie nie pragnę niczego innego. O niczym innym nie myślę! - musiałam mu to powiedzieć.  Kamil dziwnie się uśmiechnął.
- No to czemu od razu nie powiedziałaś, że też chcesz wejść w ten układ? - o czym on do cholery mówi - myślałam gorączkowo.
- Ale o jaki układ ci chodzi. - zapytałam zdezorientowana.
- No wiesz taki przyjacielski układ. Ty nikogo nie masz, ja też nie, a jesteśmy dorosłymi ludźmi i mamy swoje potrzeby. Więc moglibyśmy od czasu do czasu spotkać się nie tylko po to żeby pogadać. Co ty na to? - nie wieżę, że on to powiedział. Czyli miałam rację mówiąc mamie, że to nic dla niego nie znaczyło. Szczerze to myślałam, że mu strzelę w twarz. Co on pieprzy, jaki układ? Ja go kocham, a on z takim tekstem wyskakuje. Pierwszy raz, nawet w myślach, przyznałam się, że go pokochałam. Tak to prawda, kocham Kamila, jednak ja jestem dla niego jedynie przyjaciółką od seksu, ale przecież muszę teraz udawać, bo nie powiem mu, że go kocham, bo mnie wyśmieje.
- Nie... nie wiem Kamil, muszę to przemyśleć. -  nie wymyśliłam nic lepszego, to chociaż tak spróbuję to odwlec.
- Oj Nyśka, daj spokój, przecież przed chwilą sama powiedziałaś, że tego pragniesz. Możemy pomóc sobie wzajemnie. Jednak mam nadzieję, że to nie zmieni nic w naszej przyjaźni. To, że od czasu do czasu byśmy się ze sobą przespali, to tylko zwykłe fizyczne zbliżenie, nic uczuciowego, a chyba lepiej się kochać z przyjaciółką niż z obcą dziewczyną, czy chłopakiem. - po tych słowach był cała skołowana. Z jednej strony niby ma rację, ale przecież jak to będzie wyglądało. Chociaż szczerze powiem, że wolę chyba nawet być w takim układzie niż być tylko przyjaciółką Kamila. Może to głupie, ale tak jest.
- No niby tak, ale jak ty to sobie wyobrażasz? - nie chciałam, ale nutka ironii wkradła się w mój głos.

- Wiesz... wolałbym sobie tego nie wyobrażać tylko to przeżyć. - mimo tego, że to było chamskie z jego strony, miałam straszną ochotę poczuć go tak bardzo blisko mnie. W przypływie impulsu po prostu  go do siebie przyciągnęłam. Całowaliśmy się namiętnie, szybko pozbyliśmy się ubrań i już po chwili poczułam go  w sobie. Miałam inne odczucia, niż poprzednim razem. Może to dlatego, że wiedziałam już, że dla Kamila to tylko czysta przyjemność. Żadnych uczuć. Zwykłe zbliżenie fizyczne. Po jakimś czasie, zdyszani przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy. 

Trochę krótszy niż poprzednie, ale niestety nie mam czasu. Od razu uprzedzam, że nie wiem kiedy pojawi się następny. Z góry przepraszam. Pozdrawiam Aga :)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 16

- Cześć. Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona jego wizytą.
- Pomyślałem, że wpadnę i gdzieś pójdziemy.  - uśmiech nie schodził mu z twarzy, na co mi o mało co serce nie wyskoczyło  z piersi.
- Hmmm.... no czemu nie? Tylko, że ja właśnie miałam iść na spacer z Piotrusiem. - uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Przecież to żaden problem, pójdę z wami jeśli oczywiście pozwolicie. - ach ten jego piękny uśmiech.
- No nie wiem, nie wiem. Jak myślisz Piotruś , pozwolimy mu iść z nami?
- No nie wiem, nie wiem... - Piotruś zaczął mnie naśladować, a że robił to bardzo dobrze Kamilowi zrzedła mina.
- No dobra to może innym razem.- powiedział przygnębiony.
- No co ty żartowałem! - wykrzyknął Piotruś. - Przecież im nas więcej tym lepiej, ale obiecaj, że nie zabierzesz mi siostry. - powiedział z poważną miną, co mnie jeszcze bardziej wzruszyło. Mogłabym dla niego zrobić wszystko. Kamil po  jego słowach zaczął się śmiać.
- Obiecuję, że nigdy nie zabiorę ci siostry. Słowo harcerza! - zasalutował. Śmiesznie to wyglądało.
- Ok to teraz idziemy na lody. - wziął nas za ręce i pociągnął w stronę swojej ulubionej lodziarni. Były tam przepyszne lody. Miałam swoje ulubione o smaku gumy do żucia. Tak fajnie barwiły język.
- To co jakie chcecie? Pójdę kupić. - zapytał Kamil.
- No co ty nie wygłupiaj się, ja zapłacę. - nie chciałam, żeby Kamil za mnie płacił.
- Nyśka, nie denerwuj mnie, tylko idź zajmij miejsce, a Piotruś mi pomoże przynieść lody.  - posłał mi ten zniewalający uśmiech, od którego miękły mi kolana.  
- Hej! Ja już nie jestem dzieckiem. Nie mów na mnie Piotruś. Mam na imię Piotrek. - wyglądało to strasznie śmiesznie jak Piotruś się tak bulwersował. Kamil o mało co się nie zakrztusił od powstrzymywania śmiechu.
- Dobra, dobra.- Kamil podniósł ręce w geście obronnym. - Stary wyluzuj. Toć widzę, że z ciebie już kawał chłopa. - nie mogłam wytrzymać ze śmiechu i prawie co się nie posikałam.  Mina Piotrusia była bezbłędna. Nie wiedział, czy Kamil się z niego nabija, czy na serio to powiedział. Wolałam już iść i zająć miejsca, żeby nie urazić uczuć mojego małego braciszka. Usiadłam i  zastanawiałam się jakie lody kupi Kamil. Może zgadnie. Taa... jasne, jaka ja jestem głupia, jakim cudem ma zgadnąć jakie lubię lody, chyba że Piotruś zapamiętał jakie lubię.
Wrócili i mocno się zdziwiłam, gdy zobaczyłam co Kamil niesie.
- Nie wiedziałem jakie lubisz, więc wziąłem moje ulubione. - postawił przede mną mój ulubiony pucharek lodów o smaku gumy do żucia. Zobaczyła moją zaskoczoną minę.
- Coś nie tak?
- Nie, nie tylko przyznaj się, ze Piotruś ci powiedział jakie lubię lody.
- No co ty, Piotrek nie pamiętał więc wziąłem takie jakie ja lubię, a co ty też je lubisz? - zapytał zdziwiony.
- Lubię? Ja je uwielbiam. To moje ulubione lody w tym mieście. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- To super. Widzisz? Nawet smak lodów nas łączy. - nie wiedziałam co o tym sądzić.
Po co on to wszystko robi i mówi. Przez to jeszcze bardziej wariuję.
- Dobra, dobra. Nie gadaj tylko wcinaj. Zobacz Piotruś yyy... Piotrek już połowy nie ma, a ty tylko gadasz. - zaczęłam się przekomarzać.
Gdy skończyliśmy jeść lody, poszliśmy na plac zabaw. Były tam bardzo duże sprzęty do zabawy więc i my mieliśmy niezły ubaw. Ganialiśmy się we trójkę, obsypywaliśmy piaskiem, zjeżdżaliśmy wszyscy razem na zjeżdżalni. Kamil jechał jako pierwszy, ja za nim, a na końcu Piotruś. To musiało być straszne dla Kamila jak i ja i mały na niego wpadliśmy. Jednak on tylko zaczął się śmiać i turlać po pisku. Przez jego  zachowaniem coraz więcej ludzi nam się zaczęło przyglądać. Gdy zorientowali się, że to Kamil Bednarek od razu zaczęli podchodzić po autograf i zdjęcie. Szczerze to się tylko dziwiłam jakim cudem oni zawsze mają przy sobie karteczkę i coś do pisania. Na szczęście Kamil szybko się uwinął i już po chwili mogliśmy iść.
- Kamil, czemu ci ludzie chcieli od ciebie autograf? - zapytał Piotruś, nie wiedząc o co chodzi.
- Bo Kamil jest muzykiem i jest znany przez wiele osób. - wytłumaczyłam mu.
- Dziwne, nigdy cię nie słyszałem, ani nie widziałem, na plakatach. - mały był tym bardzo zainteresowany.
 - Obiecuję  ci, że jak wrócimy do domu to ci go pokarzę w internecie.
- Przestań, nie ma co pokazywać Nysia. - Kamil jak to on, zawsze skromny.
- Już nie udawaj takiego skromnego, przyznaj się, że kręci cię to jak te wszystkie fanki zrobiłyby dla ciebie wszystko. - powiedziałam to żartobliwie, jednak bałam się jego odpowiedzi.
- No co ty. Kocham moich fanów, ale uwierz, że czasami jest to bardzo męczące. Widzisz, teraz było tylko parę ludzi, jednak rzadko się zdarza, że mogę spokojnie się przejść w miejscu publicznym, bo zawsze znajdzie się jakaś napalona fanka, która najchętniej by mnie na miejscu udusiła ze szczęścia.
- Fuj, baby są głupie. - Piotruś miał taką minę, że  nie wiadomo było czy mamy się śmiać czy płakać.
- Ej! Piotruś, ja też jestem babą jak to powiedziałeś. - udawałam, że się obraziłam na niego.
- Nysia, ty nie jesteś babą tylko dziewczyną i moją kochaną siostrą. -podszedł i wtulił się we mnie. - Kocham cię. - szepnął cichutko.
- Ja ciebie też braciszku, a teraz chodźmy do domu. Dosyć tego dobrego, mama pewnie się niepokoi. - gdy byliśmy już pod domem , Piotruś pożegnał się z Kamilem i pobiegł do domu.
- Nyśka, może miałabyś ochotę pójść ze mną do domu mojego dziadka. Posiedzimy nad jeziorem, taka piękna pogoda. - zrobił maślane oczka.

- No dobrze. Chętnie, tylko skocze i powiem mamie, że idę z tobą. - już po chwili byliśmy w drodze do tego pięknego miejsca, które miało dla mnie ogromne znaczenie. 


Przepraszam, ale mam teraz mało czasu i rozdziały nie będą się tak często pojawiały, jednak postaram się wpadać tu w wolnej chwili i coś napisać. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 15

Wróciłam do domu po 3 godzinach. Krążyłam po parku i płakałam. Czułam się taka rozdarta. Z jednej strony nie chciałam, żeby to co się stało wpłynęło na nasze relacje, jednak z drugiej strony jakaś część mnie nie chciała o tym zapomnieć. Ta chwila była dla mnie najważniejsza w życiu, a przecież o takim czymś się nie zapomina.
- Co ja mam zrobić? - mruknęłam sama do siebie, nie zdając sobie sprawy z tego, że nie jestem sama. Mama spojrzała na mnie jak na głupią, jednak widziałam, że się martwi.
- Kochanie stało się coś? - podeszła i położyła mi dłoń kojąco na ramieniu. Uwielbiam jak to robi, czuję się wtedy taka bezpieczna.
- Nie mamo, wszystko ok. - próbowałam jakoś się uśmiechnąć, ale wyszedł mi dziwny grymas.
- Córciu mnie nie oszukasz. Przecież widzę, że już od wczoraj jesteś zapłakana i przygnębiona. Ze mną możesz porozmawiać o wszystkim. Zaufaj mi kochana. - nie wiedziałam czy powiedzieć o wszystkim mamie czy nie. Z jednej strony nie marzyłam o niczym innym, ale też nie chciałam jej martwić.
- Wiem mamuś. Dobrze opowiem ci o wszystkim, tylko może lepiej pójdźmy do mnie do pokoju. Wolałabym żeby Piotruś i tata tego nie słyszeli. - poszłyśmy do mnie i usiadłyśmy na łóżku. Nie wiedziałam od czego zacząć.
- Bo wiesz mamo... To wszystko zaczęło się tam w klubie na moich urodzinach. Dowiedziałam się, że mój przyjaciel Kamil, wiesz ten co też tam był, jest tak na prawdę znanym muzykiem.  Trochę się na niego wkurzyłam, że nic mi nie powiedział.
- I to wszystko przez to? - zapytała mama zdziwiona.
 - Nie, na to nie byłam na niego długo zła. Nawet go rozumiem czemu mi nie powiedział. Dopiero potem zaczęło się wszystko psuć. Nadia zaczęła się do niego przystawiać, a Kamil jak to facet, bardzo mu się to podobało... - nie wiedziałam jak mamie dalej to wytłumaczyć. Widząc moje zawahanie spróbowała mi pomóc.
- Byłaś  o niego zazdrosna tak?
- Tak... mamuś to było takie głupie. Ja byłam wtedy strasznie głupia, zresztą teraz też jestem. Widząc jak on przytula i całuje sie z Nadią, było mi przykro, choć nie wiem dlaczego, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. No więc wtedy dopiero zaczęłam się zachowywać jak idiotka. Gdybyś tylko mnie zobaczyła! Musiałam wyglądać jak kompletna idiotka. Zaczęłam się przystawiać do Łukasza, jednak on nie jest głupi i od razu się zorientował co i jak. Na szczęście nie obraził się, a potem się upiłam i pokłóciłam z Kamilem.
- I o to tyle krzyku?
- Mamo nie przerywaj mi, uwierz że to dopiero początek. Następnego dnia po imprezie Kamil tutaj przyszedł. Pokłóciliśmy się jeszcze bardziej, on mnie obraził, ja powiedziałam, że to koniec naszej przyjaźni. Mimo, że sama tak postanowiłam kompletnie się załamałam i gdyby nie przyjście Łukasza, chyba w ogóle nie przestała bym płakać. To on przemówił mi do rozumu i postanowiłam się pogodzić z Kamilem. Wczoraj się spotkaliśmy, porozmawialiśmy i się pogodziliśmy tak do końca. Było na prawdę fajnie, gadaliśmy wygłupialiśmy się, piliśmy wino przy kominku. Było po prostu cudownie. W pewnym momencie Kamil mnie pocałował, jednak ja nie wiedziałam co robić i nie odpowiedziałam na ten pocałunek. Kamil już chciał zacząć mnie przepraszać, ale ja jak jakaś idiotka dosłownie się na niego rzuciłam. Tym sposobem wylądowaliśmy w łóżku. Nawet nie wiesz jak jest mi teraz wstyd. Nigdy tak nie postąpiłam, a tu wystarczyło trochę wina i kochałam się z własnym przyjacielem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Kamil ma wielkie poczucie winy, uważa że to on jest wszystkiemu winien. Pogadaliśmy i powiedziałam mu, że po prostu musimy o tym zapomnieć i żyć  jakby to się nigdy nie wydarzyło. Tylko, że ja nie chcę o tym zapominać. Nie masz pojęcia jak się wtedy z nim czułam, to była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Proszę mamo nie myśl o mnie teraz źle. Uwierz mi, że to była pierwsza taka sytuacja. - głupio się czułam, w końcu to moja mama i może przez to mnie potępiać. Jednak mam nadzieję, że mnie zrozumie.
- Natalia, nigdy nie będę o tobie źle myśleć nieważne co zrobisz. Ta sytuacja wcale nie jest mi obca, też tak kiedyś miałam z twoim ojcem. Byliśmy przyjaciółmi, mimo to kochaliśmy się. Ja także nie mogłam o tym zapomnieć, ale myślałam, że to dla niego nic nie znaczyło. Uwierz mi, że się wtedy bardzo myliłam. Kochanie ty go kochasz, jak ja twojego ojca i moim zdaniem Kamil także coś do ciebie czuje. Zbliżyliście sie do siebie i to nie jest nic złego, musisz po postu wybadać jak on na to patrzy. Najlepiej będzie jak z nim szczerze porozmawiasz. Nic to nie kosztuje, a chociaż będziesz miała pewność co do jego uczuć. - przytuliła mnie jeszcze mocniej i pocałowała w czoło.
- Mamo, ale jak to możliwe, że przez parę dni go pokochałam? Przecież my się nawet dobrze jeszcze nie poznaliśmy, a ja go kocham? Głupia jestem i tyle, pewnie to tylko jakieś zauroczenie. Minie mi po kilku dniach. Muszę być tylko wytrwała i nie wygadać się.
- Skarbie nie możesz tłumić w sobie miłości. Skoro go pokochałaś musi być on dobrym człowiekiem. Znasz się na ludziach, mas to po ojcu, zawsze wiedział kto ma szczere zamiary a kto nie. - mama zawsze gdy opowiada o tacie ma tak wielką miłość w oczach, która jest taka szczera. Też bym tak chciała. Mieć kogoś kogo będę kochała bezgranicznie z wzajemnością.
- Wiem, ale boję się, że on mnie odtrąci. Przestraszy się tylko jak mu to powiem. Nawet już nie będziemy przyjaciółmi, zresztą on i tak często wyjeżdża w trasy, na pewno o mnie zapomni, więc będę miała problem z głowy. - ten plan był nawet niezły, jednak nie wiem jak przetrwam bez Kamila.
- Zrobisz jak zechcesz, ale ja uważam, że powinnaś być szczera wobec Kamila. Zrobi co będzie chciał, ale będzie głupcem jak odrzuci taką wspaniałą dziewczynę. A teraz głowa do góry i choć pomożesz mi z obiadem. Jak człowiek ma zajęte ręce to mniej myśli. - pogłaskała mnie czule po głowie i wyszła z pokoju. Niby mi doradziła, jednak nie jestem do tego przekonana.  Nie, nie mogę mu nic powiedzieć, niedługo wyjeżdżam i wszystko wróci do normy. Będę tylko jego przyjaciółką i koniec.
Pomogłam mamie z obiadem, tak szczerze to ona robiła ja się przyglądałam. Mam dosyć gotowania jak jestem u siebie. Wolę teraz zjeść porządny obiadek mamy. Gdy zjedliśmy nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
- Piotruś idziemy na spacerek? - chciałam się czymś zająć, a że niedługo wyjeżdżam muszę się nacieszyć tym małym szogunem.
- Tak! Tak! Tak! - myślę, że jego krzyki słychać było na następnej ulicy. Chyba go zaniedbywałam. Jestem tu już od paru dni, a tak na prawdę prawie w ogóle się nim nie zajęłam. Ciągle myślałam tylko o sobie. Byliśmy już gotowi i wyszliśmy na zewnątrz i o mało co Piotruś nie wpadł na Kamila.

- Cześć. Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona jego wizytą. 

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 14

Nasze twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów. Chciałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam, że Kamil spogląda na moje usta i pochyla delikatnie głowę i zamiast w usta całuje mnie w policzek. Przy tym strasznie głupio się śmieje.
 - I z czego tak się cieszysz co? - warknęłam. Z jednej strony cieszyłam się, że mnie nie pocałował, ale gdzieś w środku było mi trochę przykro. O czym ja myślę. Jesteśmy przyjaciółmi i tak ma zostać.
- Oj Nysia nie denerwuj się. Gdybyś zobaczyła swoją minę też byś się śmiała. Na serio myślałaś, że cię pocałuję? - zapytał i zadarł brew do góry. - A może chciałaś żebym to zrobił co? -  zaczął się ze mnie znowu śmiać, jednak widziałam, że czeka na odpowiedź niecierpliwie,  zainteresowaniem.
- Nie schlebiaj sobie mój drogi. Uwierz, że nigdy nie będę chciała cię pocałować. Mam innych od tego. - chciałam powiedzieć coś głupiego, żeby rozluźnić atmosferę, ale zdałam sobie sprawę jak to głupio zabrzmiało. Kamil spojrzał na mnie jak na głupią. - Yyy... znaczy... - kurczę nie wiedziałam jak to sprostować. Dziwnie się czułam jak on tak na mnie patrzył.
- Wiem Nysia, że nie o to ci chodziło. Spokojnie ja to rozumiem. Nie przejmuj się, to tylko tak głupio zabrzmiało. - uśmiechnął się pocieszająco.
- To dobrze. Ah i gdybyś nie zauważył nadal na mnie leżysz, więc łaskawie rusz tyłek bo mnie przygniatasz.
- No wiesz co? Wiele dziewczyn marzy bym na nich leżał. - powiedział z udawaną powagą, lecz długo nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, a ja razem z nim. Po chwili jak sie uspokoiliśmy, podniósł się i pomógł mi wstać. Wróciliśmy przed kominek i znowu popijaliśmy winko i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Wypiliśmy dwie butelki wina i dość mocno nas wzięło. Nie mogłam się podnieść i to tym razem ja wylądowałam na Kamilu przez przypadek.
- Ooo... widzę, że wystarczy trochę winka, a ty już na mnie lecisz. - ach ten jego męski głos, aż ciarki przechodzą.
- To ty Kamilku jeszcze nie wiesz, że na ciebie każda dziewczyna leci? No wiesz ta twoja przystojna buźka, dredy, no i ten męski zarost. Ach jakiś ty przystojny. Hmmm... - przyjrzałam mu się dokładnie. - Wiesz co? Jednak nie jesteś już taki przystojny. - zrobiło mu się smutno, to chciałam cmoknąć  go w policzek, ale trafiłam w kącik ust. - Oj przepraszam. - wybąkałam nieśmiało.
- I kto tu mówił, że nigdy nie będzie chciał mnie pocałować? Przyznaj się, że specjalnie na mnie poleciałaś. - miał taki piękny łobuzerki uśmiech, aż nie miałam ochoty na niego krzyczeć za to co powiedział.
- Kamil, Kamil, Kamil, jesteś już taki duży, a nadal wierzysz, że marzenia się spełniają? Chyba czas żebyś dowiedział się jaka jest smutna prawda, kochanie. - zaakcentowałam ostatnie słowo, dałam mu znowu buziaka, tym razem trafiłam w policzek. Chciałam z niego zejść, ale mnie przytrzymał. Przeturlał nas tak, że to on teraz był nade mną.
- Kochanie - on także zaakcentował to słowo - trzeba wierzyć, że marzenia się spełniają. Ja jestem tego żywym przykładem. - szepnął i pocałował mnie w usta. Czując, że nie odpowiedziałam na pocałunek odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Chciał już coś powiedzieć, lecz ja przyciągnęłam go z powrotem do siebie. Może to dlatego, że się upiłam, a może dlatego, że na prawdę miałam na to ochotę. Nasz pocałunek był coraz bardziej namiętny. Wstaliśmy nie dorywając się od siebie i przewracając wszystko co stało nam na drodze dotarliśmy do sypialni. Kamil zaczął ściągać mi koszulkę, nie pozostałam mu dłużna i to samo zrobiłam z jego koszulką. Rozpięliśmy sobie wzajemnie spodnie i już po chwili byliśmy nadzy. Czułam się wspaniale czując tak blisko siebie Kamila. Pragnęłam go bardziej, niż jakiegokolwiek innego mężczyznę. Był taki czuły, ale zarazem namiętny. Uwierzcie mi dawno się tak nie czułam. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Czułam jak coraz bardziej jego ciało napiera na moje. Jego dłonie wędrowały po całym  moim ciele. Rozkoszowałam się każdą sekundą przy nim. Po dłuższym czasie spoceni przylgnęliśmy do siebie i tak zasnęliśmy.
...
Otworzyłam oczy i w pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem, jednak zobaczyłam śpiącego
Kamila obok mnie i wszystko sobie przypomniałam.  Nie wiedziałam jak się zachować. Było mi strasznie głupio. Przecież jesteśmy przyjaciółmi i nie powinno do tego dojść. Cholera i co teraz? - zastanawiałam się. Stwierdziłam, że najlepiej będzie jak wyjdę zanim Kamil się obudzi. Wstałam i po cichutku jak myszka pozbierałam swoje ubrania i wyszłam z pokoju. Gdy już po chwili doprowadziłam się do porządku w łazience wyszłam n z niej i poszłam do salonu po swoją torebkę, gdy nagle na kogoś wpadłam. Wydarłam się jak głupia, mimo że przecież to nie mógł być kto inny jak Kamil.
- Błagam nie krzycz. Głowa mi pęka. Poczekaj tu chwilę, pójdę tylko po wodę. - chciałam się wymknąć, ale Kamil ciągle na mnie patrzył. - Nawet jeśli zaczniesz uciekać i tak cię dogonię. Musimy pogadać. - wrócił z dwoma butelkami wody, jedną dał mnie co przyjęłam ze słabym uśmiechem, niestety na lepszy nie potrafiłam się zmusić.
- Hmmm... - chciałam zacząć, ale mi przerwał.
- Nie Nyśka poczekaj. Muszę coś powiedzieć. - spuścił wzrok, widać że mu jest równie głupio co mi. - Chciałem cię przeprosić, nie powinienem tak się zachować. Szczerze to nie mam pojęcia co mną kierowało. Mógłbym się bronić tym, że byłem pijany, jednak nic nie naprawi mojego zachowania. Stało się i jakoś musimy z tym żyć. Proszę cię tylko o jedno, nie odwracaj się ode mnie tylko dlatego że się kochaliśmy. Właściwie to aż dlatego, bo to nie jest mała sprawa, ale na prawdę nie chciałbym przez to cię stracić. Myślisz, że mogłabyś mi to jakoś wybaczyć? - spoglądał na mnie jak dziecko, które coś zbroiło, przez to było mi jeszcze bardziej głupio.
- Kamil nie możesz obwiniać tylko siebie. Przecież ja też jestem dorosła i wiedziałam jak się to skończy, ale mimo to nie przerwałam tego, bo tak na prawdę tego chciałam. Więc nie obwiniaj się, bo jak to robisz mam jeszcze większego kaca moralnego. Zapomnijmy o tym, załóżmy że to tylko taki nic nie znaczący incydent. - powiedziałam tak, jednak w sercu czułam inaczej. Dla mnie to ma ogromne znaczenie, ale wiem, że dla Kamila był to tylko seks z jakąś dziewczyną. Więc i ja muszę na to tak patrzeć.
- Na prawdę chcesz zapomnieć? - nie wiedziałam czemu się nie cieszy, przecież to nie mogło mieć dla niego żadnego znaczenia.
- Tak Kamil, myślę, że tak będzie lepiej. Takie rzeczy się zdarzają najlepszym. Oboje mieliśmy ochotę na seks i sobie ulżyliśmy. Można powiedzieć, że wzajemnie się wykorzystaliśmy. Nic wielkiego. Zapomnijmy o tym jak najszybciej i koniec tematu. - chciałam zakończyć tą trudną rozmowę dla mnie.

- Dobrze, skoro tego chcesz to postaram się zapomnieć. - podszedł i mnie przytulił, jednak to nie dało mi ukojenia, bo ja marzyłam tylko o tym, żeby jak najszybciej stąd wyjść i popłakać w samotności. 

Proszę o komentarze :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 13

Wstałam bardzo szybko. Zapewne, dlatego, że bałam się rozmowy z Kamilem. Szczerze to nie wiem czy w ogóle spałam. Co jeśli się nie pogodzimy? O nie, nie ma takiej opcji. Kamil jest świetnym człowiekiem i przyjacielem. Nie mogę go stracić tak całkowicie.
Kręciłam się po domu jak głupia. Na niczym nie potrafiłam się skupić. Pomyślałam, że pójdę w umówione miejsce trochę wcześniej. Jest piękna pogoda więc mogę posiedzieć nad jeziorem na pomostku. Nie wiedziałam co złożyć na taką rozmowę, zresztą po co w ogóle mam się stroić? Jaki jest tego sens? Narzuciłam spodenki Diy, wciągnęłam w nie zwykłą czarną bokserkę, do tego sandałki. Pomalowałam szybko rzęsy i byłam gotowa do wyjścia. Zbiegłam ze schodów i już chciałam wychodzić, ale mama mnie zatrzymała.
- Gdzie tak pędzisz?
- Muszę coś załatwić. Nie wiem kiedy wrócę, więc  nie czekajcie na mnie z obiadem. Przepraszam mamuś, ale już na prawdę muszę iść. - nie miałam ochoty na pogawędki z mamą, mimo, że miałam jeszcze dużo czasu. Chciałam pobyć sama i przemyśleć jeszcze raz wszystko dokładnie. Na szczęście nie było daleko do domu Kamila dziadka - właściwie to już domu Kamila, więc szybko dotarłam na miejsce. Było prawie tak pięknie, jak ostatnim razem, jednak mój nastrój był znacznie inny, niż poprzednim razem. Usiadłam na pomoście i spojrzałam na zegarek. Hmm... jest dopiero chwilę po 12. Mam jeszcze dużo czasu. To się dobrze składa.  
Siedziałam już tak jakiś czas, patrzyłam na pięknie mieniącą się taflę jeziora i ledwo co poczułam, ze ktoś się do mnie dosiadł.
- Cześć Nysia. - aż przeszły mnie ciarki gdy usłyszałam ten jego piękny, zachrypnięty głos. Spojrzałam na niego i już w tej chwili wiedziałam, ze musi być dobrze.
- Kamil ja... - chciałam coś powiedzieć, lecz nic w tej chwili nie wydawało się odpowiednie. Nie chciałam tego, jednak łzy same napływały mi do oczu. - Ja przepraszam. Wiem, głupia jestem... - teraz to już na dobre się rozpłakałam.
- Proszę nie płacz maleńka. Już wszystko dobrze. Ja już wszystko wiem, Łukasz mi powiedział jak to było. Proszę nie płacz już przeze mnie. - wyszeptał mi do ucha. Nawet nie wiedziałam kiedy znalazłam się w jego ramionach. Czułam się tak dobrze, tak bezpiecznie.
- Nie jesteś na mnie zły? Kamil ja na prawdę nie myślę tak. Wiem, że to wszystko co powiedziałam zraniło cię i przepraszam za to.  Źle postąpiłam, ale ty też nie byłeś wobec mnie całkiem fair.
- Wiem Natalia, wiem. Nie powinienem powiedzieć tego co powiedziałem. Ja też wcale tak nie myślę. Wybaczysz mi? - mimo tego, że tuliłam się do niego jak dziecko, on nadal nie był przekonany, że już mu przebaczyłam.
- Pewnie głuptasie. Nie mogłabym inaczej postąpić. Zależy mi na tobie. Jesteś prawdziwym przyjacielem. - wyszeptałam. Postanowiłam sobie już wcześniej, że będę z nim szczera, więc powiedziałam mu całą prawdę.
- Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Ostatni dzień był dla mnie męczarnią. Nie myślałem o niczym innym, tylko o tym co mi powiedziałaś. Nie wiedziałem już czy powiedziałaś  to w złości, czy na prawdę tak myślałaś. Szczerze, to jeszcze chwila i bym zwariował, dlatego zadzwoniłem do ciebie. Jednak nie myślałem, że będzie tak łatwo. Byłem przygotowany na to, że będę musiał cię przekonywać nawet godzinę. Najgorsza była ta niepewność czy w ogóle odbierzesz, a  jak powiedziałaś, że się ze mną spotkasz to kamień spadł mi z serca. Potem nie zmrużyłem oka, tylko po to by wymyślać to kolejną wersję naszej przyszłej rozmowy. Miałem już wszystko przemyślane. Wymyśliłem jak potoczyć naszą rozmowę, żeby było dobrze, ale gdy tylko cię tutaj zobaczyłem, wszytko wyleciało mi z głowy. - uśmiechnął się przepraszająco.
- Teraz też jest dobrze. Cieszę się, że już wszystko ok. - poczułam lekkość na sercu. Tak dobrze jest być blisko niego. Przez naszą głupotę mogliśmy to stracić.
- Tak, już zawsze będzie dobrze.  - nie wiem ile tak siedzieliśmy. Było cudownie. My przytuleni do siebie, śmiejący się i do tego to piękne otoczenie. Dopiero gdy zaczęło się ściemniać poszliśmy do domu.
- Masz ochotę na wino? - Kamil właśnie wyjmował butelkę wina z lodówki.
- Chętnie. -Kamil rozpalił w kominku, usiedliśmy owinięci kocami przytuleni do siebie, popijając wino. Było cudownie. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.
- O czym myślisz Nysia? - widać, że był zaciekawiony tym na prawdę.
- Trochę się martwię, że jak tobie skończy się urlop będziesz musiał wyjechać, ja zresztą też juz za parę dni wracam do siebie. Nie wiem jak to będzie gdy będziemy oddaleni od siebie o kilkaset kilometrów. Co jeśli urwie nam się kontakt? Albo nie będziemy mieli w ogóle dla siebie czasu? - na prawdę się tego bałam. Teraz niby jest świetnie ale co później?
- Nyśka, ale ja nie mam zamiaru o tobie zapominać. Chcę się z tobą widywać, wiem że czasami to nie będzie łatwe, ale jakoś damy radę. Jeśli oboje będziemy tego chcieli to nie ma rzeczy nie do osiągnięcia. Pamiętaj, że wiara czyni cuda. - on na prawdę potrafi podnieść na duchu. Gdy on to mówi, ja czuję, że tak będzie.
- Wiesz co? Nie dziwię się, że masz aż tylu fanów. Masz niesamowity przekaz. Nie da się ciebie nie słuchać i nie wierzyć że będzie dobrze.
- No widzisz? Ty też musisz po prostu uwierzyć.  To nic trudnego. - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Dobra, dobra już się tak nie zacieszaj. - szturchnęłam go dla żartów w ramię.

- Ałła!  Ty jędzo! Mnie bić!? Ja ci zaraz pokarzę kto tu rządzi! - ganialiśmy się po domu jak małe dzieci. Ja w jedną, Kamil w drugą i tak na okrągło. W pewnej chwili nie zdążył wyhamować i wpadł na mnie. Polecieliśmy oboje  na podłogę. Na szczęście pod nami - tak bardziej to pode mną, bo Kamil wylądował na mnie - był gruby mięciutki dywan, więc zamortyzował upadek. Spojrzałam Kamilowi w oczy.
Nasz twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów. Chciałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam, że Kamil spogląda na moje usta i pochyla delikatnie głowę...

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 12

Otworzyłam drzwi, a w nich stał Łukasz. Widząc moją zbolałą minę od razu wziął mnie w ramiona. W końcu coś miłego tego dnia. Myślałam, że już się trochę pozbierałam, ale tylko jak poczułam jego ramiona wokół mnie rozpłakałam się kolejny raz. Nie wiem czy tak to można nazwać, ale chyba wpadłam w lekką histerię.
- Ciii... nie płacz maleńka. Wszystko się jakoś ułoży. Nie martw się, pomogę ci. No już, głowa do góry. - na nic szło te jego pocieszanie. Przez to tylko jeszcze bardziej płakałam. Teraz to już nawet chyba wyłam.
- Ł...Ł... Łukasz, on... on powiedział, że... - nie byłam w stanie dokończyć.
- Nie płacz. Nysia, na pewno nie chciał cię skrzywdzić. Przecież jesteście przyjaciółmi.
- Już... już nie. - wydukałam. Tak to prawda już nie jesteśmy przyjaciółmi, już nie.
- Oj nie przesadzaj, przecież to nie powód by zrywać przyjaźń.
- Że co!? Ty go jeszcze bronisz!? Jak możesz? - dlaczego on go broni. Przecież to ja jestem jego przyjaciółką, nie on. Cholerna męska solidarność.
- Natalia, ja nikogo nie bronię. Po prostu wiem jak to było. Wiem co on powiedział, ale uwierz mi, on tak na prawdę nie myśli. Zależy mu na tobie. 
- Gdyby mu tak zależało to by tu teraz był i chciałby się pogodzić, a on co poleciał pewnie do jakiejś laski.
- O nie Nyśka. Tak  nie mów. Sama go stąd wygoniłaś, powiedziałaś, że koniec waszej przyjaźni. Więc teraz nie płacz, bo to ty go pogoniłaś. - skąd on to wszystko wie- pomyślałam.
- Spotkałeś go tutaj prawda?
- Tak, on właśnie wychodził. Powiedział mi wszystko co i jak. Natalia moim zdaniem to nie jest tylko jego wina. Przecież ty też chciałaś mnie wykorzystać, by on był o ciebie zazdrosny. Postąpiliście tak samo.
- O nie mój drogi. To w ogóle nie chodzi o to co on robił z Nadią. To jego sprawa.
- Dziewczyno weź się zastanów, po co ty mnie okłamujesz. Gadaliśmy wtedy i jakoś  się do tego przyznałaś. A teraz wymyślasz coś innego. Nie jestem ślepy i mam rozum. Tobie też radzę pomyśleć nad tym. Na twoim miejscu nie chciałbym stracić takiego przyjaciela. Przemyśl to i spotkaj się z nim. Pogadajcie i wszystko wyjaśnijcie.
- Nie Łukasz to nie ma sensu. On mnie zranił i nie chcę go znać. - jednak po tym wszystkim co Łukasz powiedział moja złość na Kamila słabła.
- Ty też go zraniłaś i dobrze o tym wiesz. Załamał się po tym co mu powiedziałaś. Gdyby mu nie zależało nie przejąłby się tak. Sama zresztą wiesz. Znasz się  na ludziach. Zawsze wiedziałaś kto jest twoim prawdziwym przyjacielem,  a kto nie.  Ja już się będę zbierał, ale obiecaj mi, że przemyślisz wszystko na spokojnie bez emocji. - nie chciałam mu nic obiecywać. Jednak jego spojrzenie było nie do wytrzymania. - Nysia, obiecaj. - wręcz nakazał mi to zrobić.
- Dobra, dobra. Obiecuję, że wszystko przemyślę na spokojnie. No nie patrz już tak na mnie. Wiesz, że jak ci coś obiecałam to tak będzie. No i dziękuję za wszystko. Jesteś prawdziwym przyjacielem. - przytuliłam go i uśmiechnęłam się na pożegnanie.
- Dobra papa. Daj znać co wymyśliłaś. Oczywiście nie tylko mi. - gdy Łukasz wyszedł, poczułam się inaczej. Już nie chciało mi się płakać, a moje serce nadal krwawiło, jednak trochę mniej. Czy ja na prawdę muszę być taka głupia i zawsze wszystko komplikować? Przecież Kamil przyszedł, żeby mnie przeprosić, a ja jak głupia skończyłam naszą przyjaźń. Zabolała mnie to jak mnie potraktował, jednak to było wszystko z emocji. Ja też sprawiłam mu wiele przykrości. Dobra muszę to jakoś wszystko naprawić. Tylko jeszcze nie wiem jak. 
Postanowiłam się trochę ogarnąć, w końcu rodzice mogą być lada chwila. Przygotowałam kanapki, nastawiłam na herbatę i przede wszystkim obmyłam twarz by nie było widać że płakałam. Po chwili akurat przyszli rodzice z Piotrusiem. Przywitałam się z nimi, opowiedziałam o imprezie. Oczywiście niektóre fakty ominęłam. Po jakimś czasie poszłam do siebie pod pretekstem bólu głowy. W końcu wiedzieli w jakim stanie wróciłam więc ból głowy to nic dziwnego. Usiadłam na łóżku, owinęłam sie kołdrą i włączyłam laptopa. Włączyłam pierwszą lepszą piosenkę i zalogowałam się na fejsie. Nic specjalnego nie znalazłam to się wylogowałam. Nagle wpadłam na pomysł, żeby poszukać coś o Kamilu. Byłam ciekawa co o nim piszą. Znalazłam podstawowe informacje, o których sam zdążył mi powiedzieć więc dalej nie czytałam, ale zainteresowałam się jego muzyką. To co zdążyłam usłyszeć w pociągu i na urodzinach bardzo mi się spodobało. Szczerze to sama się sobie dziwię, że wcześniej nigdy go nie słuchałam. Otworzyłam youtube-a i wpisałam Kamil Bednarek. Wyskoczyło dość dużo piosenek. Odtwarzałam każdą po kolei i z chwili na chwilę, coraz bardziej się zakochiwałam w jego muzyce. Te piosenki były piękne. Takie emocjonalne, wesołe, ale przede wszystkim czuć, że były prosto z serca. To właśnie kochałam w muzyce reggae. Jest taka szczera, piękna, a zarazem prosta. Włączyłam parę wywiadów z Kamilem i muszę przyznać, że wszędzie jest taki sam. Ta jego spontaniczność, ta energia, ten uśmiech na twarzy jak u małego chłopca i przede wszystkim te jego piękne, szczere, hipnotyzujące, brązowe oczy.
Boże jaka ja byłam głupia. Po co to wszystko zrobiłam? Co jeśli on już nie będzie chciał mnie znać. Sama zresztą mu powiedziałam, że ma o mnie zapomnieć. Może już to zrobił? Chciałabym to wszystko naprawić tylko jeszcze nie wiem jak. Gdyby nie Łukasz dalej był ryczała i myślała jaki to on okropny i jak się źle zachował. Nawet to trochę dziwne. Chociaż nie. Może nie tyle co dziwne, raczej głupie. Ludzie nigdy nie widzą co sami źle zrobią, tylko widzą błędy innych. Przecież to egoistyczne. Ja też jestem egoistką. Myślę tylko o sobie. Jednak ludzie się zmieniają i ja też się mogę zmienić. Kamil też. Usłyszałam wibrację telefonu. O kurczę to on. Tylko co ja mam mu powiedzieć?
- Tak?
- Nyśka, chciałem cię prosić o spotkanie. To nie może się tak skończyć. Nigdy nie uda mi się o tobie zapomnieć, bo mi na tobie zależy. Jeśli chcesz mogę cię błagać o to spotkanie. Tylko zgódź się. Proszę.- albo mi się zdawało albo słyszałam w jego głosie jakby miał się zaraz rozpłakać.

- Dobrze, jutro w domu twojego dziadka o 14. Do zobaczenia. - rozłączyłam się. Słyszałam, ze był zaskoczony tym, że się zgodziłam. Jutro o wszystkim pogadamy i zobaczymy jak to będzie. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 11

OCZAMI KAMILA:
To było straszne, jak to wszystko mogło się tak potoczyć? Przecież poszedłem tam żeby to wszystko wytłumaczyć. Nawet w najgorszej opcji nie spodziewałbym się tego. Czy ja dla niej na prawdę nic nie znaczyłem? Chociaż już sam nic nie wiem, jak widać nie znam jej. Wychodząc już z jej podwórka zderzyłem się  z kimś. Myślałem, że to jej rodzice więc chciałem być miły.
- Dzień dobry. - dopiero wtedy spojrzałem kto przede mną stoi. A był tonie kto inny jak ten cholerny Łukasz. - Ach to tylko ty . Cześć. - chciałem już odejść, ale mnie zatrzymał.
- Kamil czekaj. Stało się coś, bo masz minę jak byś miał za chwilę paść i nigdy już się nie podnieść. - ja pier... niech on się już zamknie. Nie chce mu zrobić krzywdy,  a jak nie przestanie pieprzyć to tak się stanie.
- Nie, nic się nie stało. - wycedziłem przez zęby.
- Ej, stary przecież widzę, ze coś jest nie tak. Może chcesz pogadać? To o Nysię chodzi tak? Pokłóciliście się? Może ja z nią pogadam co?
- Człowieku rób co chcesz ona i tak woli ciebie.
- Jak to woli mnie?? - Łukasz był zszokowany tym co powiedziałem, widocznie niezły z niego aktor.
- Nie udawaj głupka. Widziałem jak się wczoraj zachowywaliście wobec siebie. Ślepy nie jestem i mam rozum. Do tego Natalia mi to wszystko dzisiaj potwierdziła. Powiedziała, że to ty jej się podobasz. Daj mi już spokój. -zacząłem iść w byle jaką stronę.
- Kamil czekaj! - zawołał za mną Łukasz.  - Przecież to nie tak. Ona cię okłamała. Natalia nic do mnie nie czuje. To o ciebie była zazdrosna gdy tańczyłeś z Nadią. Co ty ślepy jesteś? Nie widzisz  jak na ciebie patrzy? - nie wiedziałem, jak zareagować na jego słowa. Przecież to nie może być racja. Sama mi powiedziała, że nic dla niej nie znaczę. To ona wie w końcu co czuje, nie on. Tylko czemu, miałby kłamać. Sam nie wiem co mam o tym myśleć.
- Skąd to niby wiesz?  - wolałem się czegoś więcej dowiedzieć.
- Sama mi to wczoraj powiedział. Płakała, gdy zobaczyła jak się całujecie.
- Jak to? Skoro wy też się całowaliście?
- Stary to nie było na poważnie. Ona chciała tylko wzbudzić twoją zazdrość. Zresztą z twojej strony też chyba tak było co? Nie powiesz mi, że  z Nadią to tak na poważnie co? - głupio mi się zrobiło, że Łukasz wie o tym jak potraktowałem Nadię.
 - Wiem, zachowałem się jak kompletny idiota. Nie powinienem jej tak wykorzystywać. Powinienem ją przeprosić.
- Nadią się aż tak nie przejmuj. Zdaje mi się, że też chciała cię tylko wykorzystać. Jak się zorientowała, że ty to ten sławny koleś, zaczęła się do ciebie ślinić. Więc nie jesteś jej winien przeprosin. Lepiej wyjaśnij sobie wszystko z Nyśką. A właśnie jak się ona czuje? - widać, że się martwi o nią.
- Nie mam pojęcia, jak jest teraz. Jednak gdy u niej byłem zraniłam ją bardzo. Widziałem jak ją to zabolało. Zachowałem się jak ostatni idiota. Potraktowałem ją jak pierwszą lepszą dziewczynę, która leci na każdego. Jestem kretynem . Jak ja mogłem tak do niej powiedzieć? Przecież ona taka nie jest i ja dobrze o tym wiem. Znam ją zaledwie parę dni, ale uwierz mi, że mi na niej zależy. Chcę by była moją przyjaciółką. Nie chciałem jej skrzywdzić. - głupio mi było tak się przed nim tłumaczyć, ale on też jest wobec mnie w porządku, więc muszę być szczery z nim.
- O kurcze. Szczerze? To masz nieźle przewalone Kamil. Ona mi kiedyś powiedziała, że jak by ją ktoś tak kiedykolwiek potraktował to nie wybaczyła by tego nikomu , nawet osobie którą kocha. Jednak miejmy nadzieję, że z tobą będzie inaczej. Ona cię lubi, może to jakoś pomoże. - po tym co usłyszałem, nie miałem już nadziei. To koniec. Już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu, jej pięknej twarzy, jej całej. Boże... dlaczego ja muszę być takim głupkiem? Jak mogłem skrzywdzić osobą, na której mi zależy. Nigdy nie czułem niczego podobnego wobec nikogo. Wiedziałem, że się polubimy od razu jak wszedłem do tego wagonu i zobaczyłem jej piękny szczery uśmiech sięgający oczu.
- Wiem, nic nie mów. Jestem w totalnej dupie. Nie mam co się już łudzić. Ale dzięki, że ze mną pogadałeś. Chociaż wiem na czym stoję.
- Kamil  nie załamuj się tak od razu. Przecież jeszcze nic nie wiadomo. Spróbuję z nią pogadać i może jakoś to będzie. - poklepał mnie na pocieszenie po plecach. 
 - Dzięki. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy i muszę ci się do czegoś przyznać. Wychodząc stąd miałem ochotę cię zabić. Gdy pomyślałem, że to ty będziesz ją pocieszać kiedy będzie smutna, że to ty będziesz się z nią wygłupiać, że to ty będziesz jej jedynym przyjacielem, po prostu się załamałem... Przepraszam nie powinienem o tobie źle myśleć. Jesteś prawdziwym przyjacielem. Dzięki. - uśmiechnąłem się delikatnie. nie myślałam, że to kiedyś powiem.
- Nie ma za co. Masz tu mój numer. Nie obiecuję, że pomogę, ale zrobię co będę mógł. - wymieniliśmy się numerami, żeby mieć jakiś kontakt ze sobą. - Pójdę do niej, pogadam i dam ci znać. Trzymaj się.
- Jeszcze raz dzięki. Będę czekał na twój telefon. - poszedłem do domu. Nie miałem na nic siły. Kompletnie się załamałem.
OCZAMI NATALII:
Nie wiem ile tak siedziałem pod tymi drzwiami. Może minutę, dwie, a może nawet i z godzinę. Jak on mógł... A ja go tak polubiłam. Zaufałam mu, mimo że go dopiero co poznałam. Widać to był błąd. Zawsze byłam naiwna i chyba nigdy się to nie zmieni. Muszę się wziąć w garść. Nie mogę przez jakiegoś palanta się załamywać. Próbowałam się sama podtrzymywać na duchu jednak łatwo mi było pomyśleć gorzej zrobić. To tak strasznie boli. Nie chcę już nic czuć. Chcę się zapaść pod ziemię i nie odczuwać ani bólu ani tęsknoty. 

-Nyśka jesteś silna. Dasz radę, dasz radę, dasz radę... - powtarzałam to sobie co chwilę jak mantrę, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 10

Gdy się przebudziłam, od razu poczułam straszny ból głowy, do tego miałam bardzo wysuszone gardło, aż ciężko mi było przełykać ślinę. Stwierdziłam, że mam strasznego kaca. Zwlekłam się z łóżka i doczołgałam się do lodówki. Dopiero gdy wypiłam prawie całą butelkę wody, poczułam się trochę lepiej.  Zerknęłam na zegarek, było już 25 po 13. No tak trochę pospałam, zresztą nic dziwnego. Późno wróciłam, do tego jeszcze ten cały alkohol. Zdziwiłam się, że rodziców i Piotrusia nie ma w domu. Gdy o tym myślałam zauważyłam na stole karteczkę, na której rodzice napisali:  KOCHANIE, POSZLIŚMY DO CIOCI GOSI, WRÓCIMY POD WIECZÓR. OBIAD MASZ W LODÓWCE WYSTARCZY PODGRZAĆ. ZAPEWNE I TAK NIE WSTANIESZ SZYBCIEJ NIŻ PO POŁUDNIU, ZWAŻYWSZY NA TWÓJ WCZORAJSZY STAN. ASPIRYNA LEŻY W SZAFCE NAD UMYWALKĄ W ŁAZIENCE. BUZIAKI  MAMA, TATA I PIOTRUŚ.
Kochani są, o wszystkim pomyśleli. Na obiad jednak nie miałam najmniejszej ochoty, ale po tabletkę poszłam. Przeraziłam się tym co zobaczyłam w lustrze, miałam cały rozmazany makijaż. Czarne kreski tuszu i eyeliner-a pozostawały okropne ślady na mojej twarzy. Masakra, dawno tak źle nie wyglądałam, ale co się dziwić jak całą drogę do domu przepłakałam, a potem jeszcze chwilę w domu. Dopiero teraz przypomniałam sobie wczorajszy bieg wydarzeń. Jak Kamil mógł tak się zachowywać? Chociaż, tak na prawdę to nic nas nie łączy więc nie powinnam być na niego zła, ale i tak uważam że jest skończonym kretynem. Nie wiem jak będą wyglądały nasze kontakty po tej nocy. Jestem ciekawa czy w ogóle będziemy mieli ze sobą jakiś kontakt. Ja na pewno się do niego pierwsza nie odezwę, jestem na niego wściekła i tyle, a jak chcę to potrafię być uparta. Będąc w łazience, od razu się wykąpałam. Od razu poczułam się lepiej, gdy krople gorącej wody zmywały wszystkie smutki z mojego ciała, jednak nie mogłam wymazać wodą moich myśli. Już trochę w lepszym stanie, podgrzałam sobie obiadek. Pychota, uwielbiam obiadki mojej mamy. Nie wiedząc co ze sobą później począć włączyłam pierwszą część Zmierzchu. Jak to ja na pierwszej nie poprzestałam i będąc w połowie 3 części tej sagi usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie namyślając się długo poszłam otworzyć, skoro to rodzice to nie muszę się wstydzić mojego wyglądu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam, nawet nie spojrzałam kto stoi po drugiej stronie. Położyłam się z powrotem na kanapie i tylko mruknęłam na przywitanie.
- Cześć wam. - to by było na tyle, wróciłam do oglądania. Po chwili poczułam dłonie na policzku.
- Piotruś, proszę później się pobawimy, dobrze?
- Hmm... to nie Piotruś. - usłyszałam ten piękny, zachrypnięty głos. Od razu się poderwałam z kanapy, przez co o mało się nie przewróciłam, zresztą już po raz kolejny  w jego towarzystwie.
- Co... co... co  ty tu robisz? - zapytałam zszokowana. Boże jak ja wyglądam. - pomyślałam  zawstydzona. Miałam na sobie tylko bokserki i koszulkę, która nie zakrywała nawet całego tyłka. Do tego te sińce pod oczami.  A z resztą nie ważne jak ja wyglądam. Nie obchodzi mnie co sobie o mnie pomyśli.
- Przyszedłem z tobą porozmawiać. Wyjaśnić wszystko. - widać było, że jest skrępowany całą tą sytuacją.
 - Nie mamy o czym rozmawiać. Dla mnie wszystko jest jasne. Koniec tematu, a teraz proszę wyjdź. Jestem zajęta.  - powiedziałam i wróciłam na kanapę.
- Właśnie widzę.- prychnął. - Co będziesz teraz mnie tak ignorować?
-Nikogo nie ignoruję, po prostu nie wiem o czym mielibyśmy rozmawiać.  Więc łaskawie wyjdź i zostaw mnie w spokoju. - miałam nadzieję, że w końcu wyjdzie, ale przeliczyłam się. Podszedł do mnie i usiadł koło mnie na kanapie.
- Kamil co ty do cholery robisz!? - nie wytrzymałam i zaczęłam na niego krzyczeć.
- Nie wyjdę stąd dopóki ze mną nie porozmawiasz.  Proszę spójrz na mnie. - wyczułam w jego głosie nutkę rozpaczy i  chyba tylko to mnie zmusiło do tego by usiąść i spojrzeć na niego.
- Dobrze, porozmawiajmy. - dało się wyczuć, że nie jest mi to na rękę.
- Chciałem cię przeprosić, że wczoraj na ciebie nakrzyczałem, jednak chyba przyznasz mi rację, że ty też nie byłaś w porządku wobec mnie.
- Że co? Jeszcze będziesz mnie oczerniać? Jak w ogóle śmiesz w moim własnym domu tak mówić. - coraz bardziej robiłam się zdenerwowana.
- Nyśka, nie denerwuj się tak od razu, bo do niczego nie dojdziemy w ten sposób.
- No oczywiście ty tylko potrafisz dochodzić w innych sytuacjach. Wczoraj o mało co  nie zaczęliście dobierać się do siebie z Nadią przy kilkudziesięciu ludziach.
- O co ci chodzi? Tylko z nią tańczyłam, no może trochę się poprzytulaliśmy, ale nic więcej. Zresztą kto to mówi. To nie ja się kleiłem do Łukasza. I to nie ja robiłem z siebie słodką idiotkę przy nim.  W ogóle jak ty się zachowujesz, nigdy taka nie byłaś, myślałem, że jesteś mądrzejszą dziewczyną, a nie jakąś pustą laską, która do każdego się klei. - nie wierzyłam, że on to powiedział. Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęły cieknąć po mojej twarzy wykrzywionej bólem.
- W ogóle mnie nie znasz i nie masz prawa mnie osądzać! Łukasz jest moim przyjacielem i mogę z nim robić co chcę!
- Ja też jestem twoim przyjacielem, ale wobec mnie się tak nie zachowujesz. - wtrącił mi się w zdanie.
- Nie Kamil, ty już nie jesteś moim przyjacielem. Nigdy nim nie byłeś i nigdy nim nie będziesz. - włożyłam w te słowa tyle jadu ile tylko mogłam. Sprawiło mu to ból, ale ja się czułam identycznie przed chwilą. - Nie mas prawa robić ze mnie dziwki, bo widziałeś jak się zachowuję wobec Łukasza!
 - Boże... Natalia. Ja nigdy nie chciałem zrobić z ciebie dziwki. Dziewczyno zrozum, że zachowuję się tak dlatego, że jestem o ciebie zazdrosny jak ostatni kretyn! - mówiąc to wziął moją twarz w dłonie i spoglądał mi w oczy z głębokim smutkiem i żalem. - Tylko nie wiem po co skoro ty i tak wolisz jego.
- Tak. Wolę jego, bo on nigdy mnie tak nie potraktował. Kamil, proszę wyjdź i już nigdy w żaden sposób nie próbuj utrzymywać ze mną kontaktów. Zapomnijmy o sobie. Będzie tak, jakbyśmy nigdy się nie poznali.  Obiecuję, że nikomu nie powiem nic o tobie. Możesz być o to spokojny. - bałam się, że za chwilę nie wytrzymam i wpadnę  mu w ramiona widząc ten ogromny ból w jego oczach. Jednak starałam się zachować spokój i otworzyłam mu drzwi dając znak by już wyszedł. Zrozumiał o co mi chodzi i wyszedł ze spuszczoną głową. Jednak zanim się oddalił spojrzał jeszcze raz na mnie i powiedział:

- Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa. - odwrócił się szybko, lecz zdążyłam zobaczyć pojedynczą kroplę łzy wypływającą  z kącika jego oka.  Zatrzasnęłam szybko drzwi i osunęłam się na nich. Czułam się jakby ktoś wyrywał mi kawałki serca, jeden po drugim. Czułam wszechogarniającą mnie pustkę. Czułam jakbym umarła. 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 9

- To co idziemy dalej świętować? - zapytał się Kamil pozostałej dwójki. Zamówiliśmy  tym razem wódkę i sok do popicia. Picie szło nam bardzo szybko, co chwila od nowa polewaliśmy. Czułam, że coraz bardziej kręci  mi się w głowie. Nadia już prawie leżała na kanapie, jedynie chłopaki trzymali się jeszcze dosyć nieźle. Pogadałam z Łukaszem i zobaczyłam w nim tego samego chłopaka co kiedyś. Mimo, że nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktów, czułam, że nadal  możemy być przyjaciółmi. Po jakimś czasie poszliśmy tańczyć. Nadia od razu przykleiła się do Kamila, więc mi nie pozostawało nic innego jak zatańczyć z Łukaszem. Fajnie było, świetnie się z nim bawiłam, jednak co chwila zerkałam na Kamila i Nadię. Byli mocno do siebie przytuleni. Co jakiś czas szeptali coś do siebie, a to Nadia się słodko uśmiechnęła, a to Kamil jej delikatnie włosy poprawił.  Jednak parę razy przyłapałam go jak zerka w moją stronę. Wpadłam na głupi pomysł, żeby wykorzystać Łukasza tak by Kamil widział, że też się świetnie bawię i to nie w jego objęciach. Przytuliłam się do mojego partnera, dałam mu buziaka w kącik ust, udając, że to było przez przypadek. Zrobiłam minę niewiniątka i znowu go cmoknęłam. Pewnie wyglądałam jak słodka idiotka, ale nie przejmowałam się tym, bo Łukasz już był trochę podpity i bardzo mu się podobały te moje całusy, a Kamil coraz bardziej robił się zły. Widziałam, że nie może oderwać od nas oczu. Nadii się to nie spodobało i pocałowała go w usta. Na początku ich pocałunek nie zrobił na mnie większego wrażenia, lecz po chwili całowali się już zupełnie na serio, coraz bardziej namiętnie, przy tym nieźle się po obmacywali. Tego już nie mogłam wytrzymać. Postąpiłam emocjonalnie i zaczęłam całować Łukasza. Myślałam, że odpowie na pocałunek, ale on delikatnie mnie od siebie odepchnął.
 - Proszę, nie wykorzystuj mnie do tego aby ten cały Kamil był zazdrosny. Zresztą nie wiem czy wiesz, ale on tak samo postępuje z Nadią.  Klei się do niej byle byś była zazdrosna, ale jej jak widać to nie przeszkadza. Radzę wam szczerze pogadać, bo grając w takie gierki daleko nie zajdziecie.
- Przepraszam cię. Nie wiem co we mnie wstąpiło, nigdy się tak nie zachowywałam. Strasznie cię potraktowałam. Jestem głupia i tyle. Tylko się ośmieszyłam. - mało co się nie popłakałam mówiąc to wszystko. Zrozumiałam, że to było  idiotyczne, w ogóle zachowuję się jak idiotka i to z powodu faceta, którego poznałam zaledwie dzień wcześniej.
- Dobra mała, nic się nie stało. Rozumiem wszystko i się mną nie przejmuj. Nie czuję się urażony, zresztą nie takie numery odwalaliśmy jak byliśmy mali no nie? Więc teraz głowa do góry i idziemy się napić przyjaciółko. -Łukasz jest taki kochany, zawsze taki był. Poszliśmy do stolika i zamówiliśmy kolejną butelkę wódki, bo ta się już skończyła. Piliśmy w milczeniu, było na prawdę fajnie. Jak za dawnych czasów, oczywiście kiedyś nie piliśmy wódki, lecz jakieś soczki, ale chodzi mi o to, że gdy przebywam z Łukaszem nie potrzebuję rozmawiać. My kochamy tą naszą ciszę, przez którą przekazujemy sobie czasami więcej niż byśmy się do siebie odzywali. Zawsze tak  mieliśmy. Cisza nas nie krępowała.  Poza tym byliśmy zajęci zupełnie czymś innym. Oczywiście piciem. Mmm... dawno nie czułam smaku alkoholu w ustach. Jakoś nie mam częstych okazji do picia, a samej mi się nie chce.  Kiedy Nadia  z Kamilem do nas dołączyli, my ledwo co mieliśmy siłę siedzieć prosto. Co chwila gadaliśmy jakieś głupoty, zebrało nam się na wspomnienia i jak jacyś powaleni się zachowywaliśmy. Pozostała dwójka nie rozumiejąc nic z naszych opowieści zajęli się sobą. Mówiąc zajęli sie sobą, mam na myśli to, ze o mało co się wzajemnie nie połykają, aż mi się nie dobrze zrobiło na ich widok.
- Łukasz... pójdziesz ze... mną na dwór? Muszę... się... przewietrzyć. - ledwo co zdołałam złożyć do kupy te dwa zdania. Mój przyjaciel próbował wstać, ale chyba zbyt dużo wypił, bo nieudolnie mu to wychodziło.
- Może ja z tobą pójdę, a Łukaszowi zamówimy taxi, co? Jak widać nie jest już w stanie nic zrobić. - zdziwiłam się, że Kamil zaproponował, że pójdzie ze mną, skoro Nadia tak dobrze się nim zajmowała.
- Nie przesz... kadzajcie sobie. Ja dam radę sama. - chciałam mu pokazać, że wcale nie jestem pijana, ale coś mi nie poszło, bo wstając zachwiałam się i o mało co nie upadłam na podłogę, jednak Kamil był szybszy i zorientował się, że tak będzie, więc w porę mnie złapał.  Wyszliśmy na dwór, w zasadzie to Kamil szedł, a ja wlokłam się u jego boku. Usiadłam na krawężniku i wdychałam wieczorne powietrze. Nawet nie wiedziałam, że to już tak późno się zrobiło. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał 02:27. Jak to ten czas szybko leci. Na szczęście taksówki stały już pod klubem czekając na takich jak ja, którzy o własnych siłach do domu nie dotrą. Kamil chciał iść po Łukiego, jednak zanim to zrobił narzucił na mnie swoją marynarkę. Byłam mu za to wdzięczna, bo już trochę mi się chłodno zrobiło.  Po chwili z klubu wyszła cała trójka, no można powiedzieć, że tylko jedna osoba szła normalnie, bo Nadia i Łukasz prawie się musieli czołgać, na szczęście mieli wsparcie na Kamilu. Aż mi się go szkoda trochę zrobiło jak tak ich widziałam opartych na nim, ale co tam. Dobrze mu tak, ma za swoje. Wsadził ich do taksówki, upewnił się, że oboje pamiętają gdzie mieszkają i zapłacił od razu kierowcy z gór, po czym wrócił do mnie.
- To co my też już wracamy co? Nie sądzę, że masz siłę na dalszą imprezę.
- Nie twoja sprawa czy jestem  w stanie czy nie. Jak chcesz to już jedź ja zostaję. - powiedziałam wkurzona, jednak nie miałam najmniejszej ochoty tam wracać. Podejrzewam, że mogłabym zwymiotować w tej duchocie.
- Nyśka, nie wściekaj się. Chcę ci tylko pomóc, a ty na mnie  wrzeszczysz.
- Skoro nie podobają ci się moje wrzaski to sobie idź i tyle, będziesz miał spokój ode mnie. Wiem, że wolałbyś być  teraz razem z Nadią, ale ja się nie prosiłam o pomoc.
- To o to chodzi tak? Przeszkadza ci, że polubiłem się z twoją przyjaciółką, ale to, że ty obściskiwałaś się z Łukaszem ci nie przeszkadzało. Ty możesz robić co chcesz, a ja mam siedzieć jak ten ostatni debil i się temu przyglądać?! - nie podobało mi się, że na mnie krzyczy. Wstałam, rzuciłam  w niego jego marynarką i ruszyłam do taksówki chwiejnym krokiem, chciałam, żeby wyglądało to dumnie, ale nie wyszło mi i o mało co się nie wywróciłam po drodze. Zdjęłam buty dla bezpieczeństwa i już stabilniejszym krokiem szłam do najbliższego pojazdu.

- Natalia czekaj. Nie obrażaj się. Pomogę ci. - słyszałam krzyczącego do mnie Kamila. Nie odwróciłam się tylko wsiadłam do taksówki i odjechałam płacząc. Dlaczego ten chłopak wzbudza we mnie  takie emocje? Dojechałam do domu i od razu padłam na łóżko. 

Rozdział 8


- Ciii ...  Proszę nie krzycz,  bo jeszcze ktoś usłyszy. - powiedział szybko Kamil.
- Zaraz, zaraz. Ten Kamil Bednarek, ten od reggae?  - byłam w szoku. Przecież to nie może być on.
- Tak to ja. - przyznał nie wiedząc jak zareaguje. - Przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale tak fajnie nam się gadało i nie chciałem tego psuć.
- Jakoś ci się nie udało. Jak mogłeś mnie oszukiwać? Chciałeś w ogóle mi kiedyś powiedzieć? - byłam tak zła, że ledwo co panowałam nad sobą.
- Nysia, uwierz, chciałem ci powiedzieć na samym początku, ale to mi się bardzo podobało, że mnie nie rozpoznałaś. Czułem się przy tobie jak zwykły chłopak, a nie ten Kamil Bednarek o którym wszyscy mówią. Byłaś pierwszą osobą którą zabrałem do domku po dziadku, dlatego, że ci zaufałem. Na prawdę bardzo przepraszam jeśli cię zraniłem. -  widać, że jest bardzo smutny. Zrobiło mi się go trochę szkoda. W końcu to, że jest sławny nic nie zmienia. Rozumiem go, chciał po prostu choć raz czuć się normalnie, bez tej całej otoczki. W sumie to nie mam co się na niego gniewać. Nic złego nie  zrobił.
- Dobra, już się nie smuć. Nie gniewam się na ciebie. Rozumiem wszystko. 
- Na prawdę!? - wykrzyczał, a potem przytulił mnie i zakręcił wokół siebie. - Kochana jesteś.
- Wiem, wiem. - uśmiechnęłam się i puściłam mu oczko. Wróciliśmy do oblewania moich urodzin. Zauważyłam, że odkąd Nadia zorientowała się, że Kamil to ten Kamil, zaczęła się na niego dziwnie gapić i robić do niego słodkie miny. Dobra, pomyślałam, że Nadia to Nadia, zawsze taka była, jednak nie spodziewałam się tego po Kamilu. Widać było, że bardzo mu się podoba zachowanie mojej przyjaciółki. Nie wiem czemu, ale wkurzyło mnie to.  Z resztą co mi tam, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Niech sobie robi co chce.  Pomyślałam, że warto by było odświeżyć moją znajomość z Łukaszem, Trochę się zdziwiłam jak rodzice powiedzieli, że on też jest zaproszony. Coś tak myślę, że moi rodzice specjalnie to zrobili. Kiedyś bardzo go lubili i myśleli, że będziemy parą, jednak ja się przeprowadziłam gdy skończyłam 18 lat, a że Łukasz stał się prawdziwym mężczyzną to i pewnie chcą nas swatać.  Nagle na scenę w klubie  wszedł jakiś facet.
- Moi drodzy, mamy dla was  niespodziankę! Szczególnie dla Natalii, która ma dzisiaj urodziny! Pozdrawiamy cię serdecznie i życzymy wszystkiego najlepszego. Przed główną niespodzianką, mamy dla ciebie coś od nas. Zapraszamy cię na scenę. - nie wiedziałam co mam zrobić, ale skoro mnie zaprosili na scenę to tam poszłam. Każdy się na mnie gapił i po raz pierwszy w życiu mi to nie przeszkadza. Po chwili wniesiono wielki tort, podano mi nuż i ukroiłam pierwszy kawałek, przy tym wszyscy w klubie zaczęli śpiewać  STO LAT.  To była piękna chwila. Gdy wszyscy zjedli tort, na scenę znowu wszedł ten sam mężczyzna.
- To teraz czas na prawdziwą niespodziankę, tym razem od twoich rodziców Natalio. - kurczę co oni wymyślili. Już się boję. Stanęłam z przyjaciółmi pod samą sceną i czekałam co się wydarzy.
- ZAPRASZAM NA SCENĘ ZESPÓŁ MALEO REGGAE ROCKERS! -  wykrzyknął do mikrofonu i na scenę wbiegł nie kto inny jak Maleo. Byłam w szoku. Nawet w najśmielszych marzeniach się tego nie spodziewałam. To było moje największe marzenie. Cała sala krzyczała ze szczęścia, ja oczywiście razem z nimi. Maleo  poprosił abym weszła na scenę, tym razem jednak nie byłam już taka odważna, nogi miałam jak z waty. Złapał mnie za rękę i powiedział:
- Spełnienia marzeń Natalio. Sto lat sto lat... - to było najpiękniejsze wykonanie tej piosenki jakie kiedykolwiek słyszałam. Poczułam na policzkach łzy, nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Podczas śpiewania członkowie zespołu Maleo Reggae Rockers weszli na scenę i zajęli miejsce koło instrumentów. Zeszłam ze sceny i przytuliłam się do przyjaciół, każdego po kolei. Zespól zaczął grać, wszyscy w klubie się świetnie bawili. Tańczyłam, skakałam, krzyczałam, byłam w siódmym niebie. Nagle Kamil podszedł do mnie i poprosił do tańca, gdy piosenka zrobiła się wolniejsza. Przytuliliśmy się do siebie i kołysaliśmy się . Moim zdaniem trochę za wolno jak do tej piosenki, jednak mi to w ogóle nie przeszkadzało. To są najlepsze chwile w moim życiu. Skończyliśmy dopiero gdy zorientowaliśmy się, że muzyka już jakiś czas nie gra i w klubie jest całkowita cisza. Maleo dziwnie się nam przyglądał, szczególnie Kamilowi.  Ten się do niego uśmiechnął i kiwnął na przywitanie.
- Słuchajcie, mamy na sali jeszcze jednego muzyka w tym mojego przyjaciela. Kamil zapraszam na scenę. - powiedział Maleo. Kamil szybko wskoczył na scenę i przywitał się z kumplem. Uzgodnili co zaśpiewają i już po chwili słychać było pierwsze dźwięki "Alibi. Super było, Kamil znał całą piosenkę i świetnie się wpasował w ten utwór. Potem Maleo się pożegnał, życzył mi jeszcze wszystkiego najlepszego i zostawił Kamila na scenie. Nie wiedziałam co on ma zamiar tam jeszcze robić skoro muzycy już zeszli, nawet nie miał gitary żeby zagrać. Jednak jemu to nie przeszkadzało i zaczął śpiewać  jakąś piosenkę. Szczerze, nawet nie wiedziałam jak się nazywa, ale to nie przeszkadzało mi w ogóle. Piękna piosenka i jeszcze to,  że Kamil cały czas spoglądał mi  w oczy. Ja oczywiście znowu się popłakałam.

- Wszystkiego najlepszego Nysia. - szepnął do mikrofonu i zszedł do nas ze sceny. Nie wytrzymałam i rzuciłam mu się w ramiona. Staliśmy tak chyba z 5 minut, aż Łukasz i Nadia dali nam do zrozumienia, że oni także są z nami. 

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 7

Stanęłam przed drzwiami klubu. Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Panował tu tłok, jednak rodzice uprzedzili mnie, że wynajęli dla mnie osobny duży stolik z kanapami. Wszystko było opłacone, mogliśmy zamawiać co chcieliśmy i bawić się  w najlepsze. Przeszukałam wzrokiem całą salę. Zauważyłam, że na specjalnym podeście ustawiony jest duży stolik przy którym siedzieli już rodzice z Nadią i jakimś chłopakiem, zapewne Łukaszem. Kamil widocznie jeszcze nie dotarł.
- Cześć  wszystkim. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Cześć kochanie. - przywitali się ze mną rodzice. Następnie podeszła do mnie Nadia, wpadłyśmy sobie w ramiona i jak głupie prawie się popłakałyśmy. Potem podszedł do mnie Łukasz, zdążyłam zauważyć, że zmężniał i wyprzystojniał. W ogóle nie przypominał małego Łukasza.
- Cześć Nysia. Fajnie cię znowu zobaczyć. Wypiękniałaś. - przytulił mnie i szepnął. - Spełnienia marzeń. - cmoknął mnie w policzek i usiadł na kanapę.  Zobaczyłam Kamila wchodzącego do klubu. Pomachałam mu, żeby do nas podszedł.
- Cześć Nyśka. Pięknie wyglądasz. Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnął się czarująco, po czym wręczył mi małe pudełeczko. Podniosłam wieczko i zobaczyłam przepiękny łańcuszek z połową serduszka.
- Hmmm...  A gdzie drugą połowa? - widziałam, że bał się tego pytania i trochę  się zawstydził.
- Ja... ja ją mam. Pomyślałem, że jako przyjaciele będziemy je nosić i zawsze będziemy o sobie pamiętać, nie ważne ile kilometrów będzie nas dzielić. - szczerze się wzruszyłam, dawno nikt nie zachował się wobec mnie lepiej. To było takie miłe.
- Dziękuję... Kamil to jest piękny prezent. Kochany jesteś.  - przytuliłam go i na chwilę zapomniałam o całym świecie.  Przy nim czułam się beztrosko.  Oderwałam się od niego, bo przypomniałam sobie  o dobrych manierach.
- Kochani, to jest Kamil, mój nowy przyjaciel, a to są Nadia, Łukasz, no i oczywiście moi rodzice. - wskazywałam na każdego po kolei.
- Miło mi państwa poznać, was również. - skinął na młodszą część towarzystwa.
- Kochanie my już się będziemy zbierać, twój prezent powinien się zjawić za jakieś pół godzinki. Miłej zabawy dzieciaki.
- Ale jak to mamo już idziecie? Tak szybko?
- Tak, tak.  Idziemy z Piotrusiem do kina i nie możemy się spóźnić. Bawcie się dobrze.
- To dziękuję bardzo wam za wszystko. Do zobaczenia w domu.  - pomachałam im na odchodne.
- Do widzenia. - powiedzieli razem Nadia, Łukasz i Kamil. Zaczęłam się zastanawiać o co mamie chodziło, że prezent ma się zjawić. Nie rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi.
- Dobra to czas na imprezkę. - krzyknęłam, do pozostałych i skinęłam na barmana. Zamówiliśmy na początek szampana.  Zauważyłam, że co chwilę jakieś dziewczyny spoglądają na Kamila. Szeptały coś do siebie i wskazywały na niego palcem. Moje przemyślenia przerwał krzyk Nadii.

- Aaaa... Przecież ty jesteś Kamil Bednarek!