niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 9

- To co idziemy dalej świętować? - zapytał się Kamil pozostałej dwójki. Zamówiliśmy  tym razem wódkę i sok do popicia. Picie szło nam bardzo szybko, co chwila od nowa polewaliśmy. Czułam, że coraz bardziej kręci  mi się w głowie. Nadia już prawie leżała na kanapie, jedynie chłopaki trzymali się jeszcze dosyć nieźle. Pogadałam z Łukaszem i zobaczyłam w nim tego samego chłopaka co kiedyś. Mimo, że nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktów, czułam, że nadal  możemy być przyjaciółmi. Po jakimś czasie poszliśmy tańczyć. Nadia od razu przykleiła się do Kamila, więc mi nie pozostawało nic innego jak zatańczyć z Łukaszem. Fajnie było, świetnie się z nim bawiłam, jednak co chwila zerkałam na Kamila i Nadię. Byli mocno do siebie przytuleni. Co jakiś czas szeptali coś do siebie, a to Nadia się słodko uśmiechnęła, a to Kamil jej delikatnie włosy poprawił.  Jednak parę razy przyłapałam go jak zerka w moją stronę. Wpadłam na głupi pomysł, żeby wykorzystać Łukasza tak by Kamil widział, że też się świetnie bawię i to nie w jego objęciach. Przytuliłam się do mojego partnera, dałam mu buziaka w kącik ust, udając, że to było przez przypadek. Zrobiłam minę niewiniątka i znowu go cmoknęłam. Pewnie wyglądałam jak słodka idiotka, ale nie przejmowałam się tym, bo Łukasz już był trochę podpity i bardzo mu się podobały te moje całusy, a Kamil coraz bardziej robił się zły. Widziałam, że nie może oderwać od nas oczu. Nadii się to nie spodobało i pocałowała go w usta. Na początku ich pocałunek nie zrobił na mnie większego wrażenia, lecz po chwili całowali się już zupełnie na serio, coraz bardziej namiętnie, przy tym nieźle się po obmacywali. Tego już nie mogłam wytrzymać. Postąpiłam emocjonalnie i zaczęłam całować Łukasza. Myślałam, że odpowie na pocałunek, ale on delikatnie mnie od siebie odepchnął.
 - Proszę, nie wykorzystuj mnie do tego aby ten cały Kamil był zazdrosny. Zresztą nie wiem czy wiesz, ale on tak samo postępuje z Nadią.  Klei się do niej byle byś była zazdrosna, ale jej jak widać to nie przeszkadza. Radzę wam szczerze pogadać, bo grając w takie gierki daleko nie zajdziecie.
- Przepraszam cię. Nie wiem co we mnie wstąpiło, nigdy się tak nie zachowywałam. Strasznie cię potraktowałam. Jestem głupia i tyle. Tylko się ośmieszyłam. - mało co się nie popłakałam mówiąc to wszystko. Zrozumiałam, że to było  idiotyczne, w ogóle zachowuję się jak idiotka i to z powodu faceta, którego poznałam zaledwie dzień wcześniej.
- Dobra mała, nic się nie stało. Rozumiem wszystko i się mną nie przejmuj. Nie czuję się urażony, zresztą nie takie numery odwalaliśmy jak byliśmy mali no nie? Więc teraz głowa do góry i idziemy się napić przyjaciółko. -Łukasz jest taki kochany, zawsze taki był. Poszliśmy do stolika i zamówiliśmy kolejną butelkę wódki, bo ta się już skończyła. Piliśmy w milczeniu, było na prawdę fajnie. Jak za dawnych czasów, oczywiście kiedyś nie piliśmy wódki, lecz jakieś soczki, ale chodzi mi o to, że gdy przebywam z Łukaszem nie potrzebuję rozmawiać. My kochamy tą naszą ciszę, przez którą przekazujemy sobie czasami więcej niż byśmy się do siebie odzywali. Zawsze tak  mieliśmy. Cisza nas nie krępowała.  Poza tym byliśmy zajęci zupełnie czymś innym. Oczywiście piciem. Mmm... dawno nie czułam smaku alkoholu w ustach. Jakoś nie mam częstych okazji do picia, a samej mi się nie chce.  Kiedy Nadia  z Kamilem do nas dołączyli, my ledwo co mieliśmy siłę siedzieć prosto. Co chwila gadaliśmy jakieś głupoty, zebrało nam się na wspomnienia i jak jacyś powaleni się zachowywaliśmy. Pozostała dwójka nie rozumiejąc nic z naszych opowieści zajęli się sobą. Mówiąc zajęli sie sobą, mam na myśli to, ze o mało co się wzajemnie nie połykają, aż mi się nie dobrze zrobiło na ich widok.
- Łukasz... pójdziesz ze... mną na dwór? Muszę... się... przewietrzyć. - ledwo co zdołałam złożyć do kupy te dwa zdania. Mój przyjaciel próbował wstać, ale chyba zbyt dużo wypił, bo nieudolnie mu to wychodziło.
- Może ja z tobą pójdę, a Łukaszowi zamówimy taxi, co? Jak widać nie jest już w stanie nic zrobić. - zdziwiłam się, że Kamil zaproponował, że pójdzie ze mną, skoro Nadia tak dobrze się nim zajmowała.
- Nie przesz... kadzajcie sobie. Ja dam radę sama. - chciałam mu pokazać, że wcale nie jestem pijana, ale coś mi nie poszło, bo wstając zachwiałam się i o mało co nie upadłam na podłogę, jednak Kamil był szybszy i zorientował się, że tak będzie, więc w porę mnie złapał.  Wyszliśmy na dwór, w zasadzie to Kamil szedł, a ja wlokłam się u jego boku. Usiadłam na krawężniku i wdychałam wieczorne powietrze. Nawet nie wiedziałam, że to już tak późno się zrobiło. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał 02:27. Jak to ten czas szybko leci. Na szczęście taksówki stały już pod klubem czekając na takich jak ja, którzy o własnych siłach do domu nie dotrą. Kamil chciał iść po Łukiego, jednak zanim to zrobił narzucił na mnie swoją marynarkę. Byłam mu za to wdzięczna, bo już trochę mi się chłodno zrobiło.  Po chwili z klubu wyszła cała trójka, no można powiedzieć, że tylko jedna osoba szła normalnie, bo Nadia i Łukasz prawie się musieli czołgać, na szczęście mieli wsparcie na Kamilu. Aż mi się go szkoda trochę zrobiło jak tak ich widziałam opartych na nim, ale co tam. Dobrze mu tak, ma za swoje. Wsadził ich do taksówki, upewnił się, że oboje pamiętają gdzie mieszkają i zapłacił od razu kierowcy z gór, po czym wrócił do mnie.
- To co my też już wracamy co? Nie sądzę, że masz siłę na dalszą imprezę.
- Nie twoja sprawa czy jestem  w stanie czy nie. Jak chcesz to już jedź ja zostaję. - powiedziałam wkurzona, jednak nie miałam najmniejszej ochoty tam wracać. Podejrzewam, że mogłabym zwymiotować w tej duchocie.
- Nyśka, nie wściekaj się. Chcę ci tylko pomóc, a ty na mnie  wrzeszczysz.
- Skoro nie podobają ci się moje wrzaski to sobie idź i tyle, będziesz miał spokój ode mnie. Wiem, że wolałbyś być  teraz razem z Nadią, ale ja się nie prosiłam o pomoc.
- To o to chodzi tak? Przeszkadza ci, że polubiłem się z twoją przyjaciółką, ale to, że ty obściskiwałaś się z Łukaszem ci nie przeszkadzało. Ty możesz robić co chcesz, a ja mam siedzieć jak ten ostatni debil i się temu przyglądać?! - nie podobało mi się, że na mnie krzyczy. Wstałam, rzuciłam  w niego jego marynarką i ruszyłam do taksówki chwiejnym krokiem, chciałam, żeby wyglądało to dumnie, ale nie wyszło mi i o mało co się nie wywróciłam po drodze. Zdjęłam buty dla bezpieczeństwa i już stabilniejszym krokiem szłam do najbliższego pojazdu.

- Natalia czekaj. Nie obrażaj się. Pomogę ci. - słyszałam krzyczącego do mnie Kamila. Nie odwróciłam się tylko wsiadłam do taksówki i odjechałam płacząc. Dlaczego ten chłopak wzbudza we mnie  takie emocje? Dojechałam do domu i od razu padłam na łóżko. 

4 komentarze:

  1. Czekam na kolejny.!!! ;) Rozdział ZAJEBISTY.!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki super, mogłabym czytać i czytać w nieskończoność *.* będzie dzisiaj jeszcze jeden?? :) prosimy :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacne, i czekam na kolejny ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział SUPER !!!
    Wstawisz dzisiaj jeszcze jeden ?? :D

    OdpowiedzUsuń