Na wstępie chciałabym was bardzo przeprosić, że tak długo nic nie dodawałam, ale szkoła pochłania większość mojego czasu. Lubię dla was pisać, ale już nie mam na to czasu. Przykro mi, bo to już ostatni rozdział. Nie gniewajcie się :)
Miłego czytania.
Jak ten czas szybko minął. Został mi już tylko tydzień do porodu. Czuję się jak wielka kula, bo jak chodzę to czuję jakbym się toczyła. Wolę nie sprawdzać ile przytyłam, ale mimo tego wszystkiego jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Z Kamilem odkąd się pogodziliśmy, jest idealnie. Stara się być przy mnie w każdej chwili, już miesiąc temu zakończył koncertowanie na nieokreślony czas. Powiedział, że musi być przy mnie, gdyby nasze maleństwo chciało by być szybciej na świecie. Kamil kupił bardzo ładny domek z ogródkiem na obrzeżach miasta. Wszystko było idealne, no może prawie wszystko. Niestety mój szef Marcin okazał się obleśnym typem. Już po tygodniu mojej pracy tam zaczął się do mnie dobierać. Na szczęście Kamil pomógł mi tą sprawę załatwić. Na początku mocno się tym przejmowałam, ale teraz już wcale o tym nie myślę.
Spoglądam na Kamila z uśmiechem na twarzy, który próbuje połączyć pojedyncze deski w całość. Ubzdurał sobie, że zrobi naszemu dziecku domek na drzewie o jakim można sobie tylko pomarzyć.
- Kochanie, jeśli uważasz, że w jakikolwiek sposób sobie z tym poradzisz, to muszę ci powiedzieć, że ja i tak nie wpuszczę tam naszego maleństwa. Masz w ogóle pojęcie co robisz? - zapytałam ze śmiechem. To było takie słodkie, gdy tak bardzo się starał.
- Nysia skarbie, jeszcze nie znasz moich możliwości. - uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubiłam najbardziej.
- Kamilku ja wiem, że jesteś zdolnym człowiekiem, ale może nie w tej dziedzinie co? - jak ja lubię się z nim droczyć.
- Śmiej się, śmiej, ale jeszcze będziesz chciała wejść ze mną i naszym synkiem do tego domku, to wtedy ci przypomnę twoje słowa i cię nie wpuścimy.
- Hm... zobaczymy... a skąd wiesz, że to będzie chłopiec? - ustaliliśmy z Kamilem, że płeć dziecka poznamy dopiero gdy się urodzi. Chcieliśmy mieć niespodziankę. Wiele razy korciło mnie, żeby zapytać lekarza, ale obiecałam Kamilowi, że tego nie zrobię i jakimś cudem wytrzymałam.
- Mam przeczucie, a Kamil Bednarek nigdy się nie myli. - wypiął dumnie pierś do przodu, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam delikatny ból, zignorowałam to. Często miałam takie delikatne bóle, jednak tym razem było inaczej. Ból się nasilał i do tego doszły skurcze. Poczułam, że to już ten czas.
- Chyba zaraz się dowiemy czy się nie mylisz. - wysapałam z zaciśniętymi zębami. Kamil spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Nyśka, nie żartuj sobie. To nie jest śmieszne. - spojrzał na mnie karcąco i zabrał się z powrotem do pracy.
- KAMIL JA RODZĘ! - wydarłam się na niego i o mało co się nie popłakałam z bólu. Podbiegł do mnie szybko i spojrzał na mnie jakby nie wiedział co ma robić.
- Już kochanie, zaraz cię zabiorę do szpitala. - widziałam, że jest przerażony, zresztą nie tylko on.
- Torba jest pod łóżkiem. - od razu pobiegł po nią i wrócił po mnie pędem. Pomógł mi dojść do samochodu i już po chwili byliśmy w drodze do szpitala. Kilka razy krzyczałam jak głupia, a Kamil za każdym razem się wzdrygał. Był bardziej przejęty niż ja. Szkoda mi go było i bym go pocieszyła gdyby nie narastający ból. W szpitalu od razu zabrali mnie na porodówkę. Kamil został przed salą. Już wcześniej ustaliliśmy, że nie będzie mi towarzyszył przy porodzie. Wiedziałam, że gdybym tylko chciała zgodziłby się, ale nie chciałam go dodatkowo stresować. Na sali porodowej najważniejsza jest kobieta w ciąży nie facet. Poród był bardzo męczący.
- Ma pani śliczną córeczkę. - te słowa były ukojeniem na każdy ból. W tej chwili nie mogłam być bardziej szczęśliwa. Położna podała mi moje maleństwo. To było wspaniałe uczucie. Móc ja tulić w ramionach. Niby czułam ją w sobie, ale teraz jest ze mną i to jest jeszcze piękniejsze. Po jakimś czasie byłam już w normalnej sali i czekałam na moje maleństwo. Po chwili Kamil wszedł do sali z pięknymi kwiatami. Byłam zaskoczona, ale też bardzo szczęśliwa.
- Dziękuję kochanie. - wyszeptałam przez łzy wzruszenia.
- Nysia, to ja ci dziękuję.
- Za co? - nie wiedziałam co mu chodzi po głowie.
- Jak to za co? Za to maleństwo, które przyszło na świat.
- Ty też miałeś w tym udział.- puściłam mu oczko. W tej samej chwili otworzyły się drzwi i weszła pielęgniarka z nasza córeczką na rękach.
- Moje kochane dzieciątko. - wyszeptał Kamil i wziął małą na ręce. Widziałam, że się bał, ale chęć przytulenia dziecka była większa niż strach.
- Jak ją nazwiemy? - zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Hm... co powiesz na Tosia? - powiedział Kamil z zadowoleniem.
- Tosia? Ślicznie, a na drugie może być Anastazja? - bardzo mi się podobało to imię i chyba pasuje do Tosi.
- No pewnie, że tak. Nasza kochana Tosia Anastazja Bednarek. - jak to pięknie brzmiało. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa. Siedzieliśmy jakiś czas w milczeniu i spoglądaliśmy na Tosię jak zasypia w ramionach
Kamila.
- Ktoś tu mówił, że Kamil Bednarek nigdy się nie myli. - wypomniał mu jak się dzisiaj przechwalał.
- Nysia, to była mała pomyłka. Tak w głębi serca czułem, że to będzie dziewczynka. - uśmiechnął się zabójczo.
- Coś czuję, że jak dorośnie to będzie miała z tobą ciężko. - westchnęłam ciężko na myśl co ją czeka.
- Będę najlepszym ojcem na świecie. -powiedział dumnie.
- W to nie wątpię, ale będziesz ojcem który będzie odpędzał od niej każdego chłopaka.
- Nie każdego, tyko tych co mi nie będą odpowiadać. -pomyślał chwilę.- W sumie można powiedzieć, że wszystkich. - spojrzał na nią z ogromną miłością, a potem spojrzał na mnie.
- Kocham was. - szepnął i cmoknął w nosek Tosię, a potem pocałował mnie.
Dziękuję wam bardzo, że w ogóle czytaliście tego bloga. Przykro mi, że to już koniec, ale tak będzie lepiej. Nie chcę zawieszać, bo nie wiem za ile był wróciła do pisania. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie będziecie źli.
Uwielbiam was i jeszcze raz dziękuję za wszystko.
Może jeszcze kiedyś zacznę pisać coś nowego :) Ale teraz polecam bloga Olki - założycielki tego bloga- http://fly-away-with-you.blogspot.com/.
Pozdrawiam :) i proszę o wiele komentarzy pod tym rozdziałem tak na miłe zakończenie także dla mnie :)
Miłego czytania.
Jak ten czas szybko minął. Został mi już tylko tydzień do porodu. Czuję się jak wielka kula, bo jak chodzę to czuję jakbym się toczyła. Wolę nie sprawdzać ile przytyłam, ale mimo tego wszystkiego jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Z Kamilem odkąd się pogodziliśmy, jest idealnie. Stara się być przy mnie w każdej chwili, już miesiąc temu zakończył koncertowanie na nieokreślony czas. Powiedział, że musi być przy mnie, gdyby nasze maleństwo chciało by być szybciej na świecie. Kamil kupił bardzo ładny domek z ogródkiem na obrzeżach miasta. Wszystko było idealne, no może prawie wszystko. Niestety mój szef Marcin okazał się obleśnym typem. Już po tygodniu mojej pracy tam zaczął się do mnie dobierać. Na szczęście Kamil pomógł mi tą sprawę załatwić. Na początku mocno się tym przejmowałam, ale teraz już wcale o tym nie myślę.
Spoglądam na Kamila z uśmiechem na twarzy, który próbuje połączyć pojedyncze deski w całość. Ubzdurał sobie, że zrobi naszemu dziecku domek na drzewie o jakim można sobie tylko pomarzyć.
- Kochanie, jeśli uważasz, że w jakikolwiek sposób sobie z tym poradzisz, to muszę ci powiedzieć, że ja i tak nie wpuszczę tam naszego maleństwa. Masz w ogóle pojęcie co robisz? - zapytałam ze śmiechem. To było takie słodkie, gdy tak bardzo się starał.
- Nysia skarbie, jeszcze nie znasz moich możliwości. - uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubiłam najbardziej.
- Kamilku ja wiem, że jesteś zdolnym człowiekiem, ale może nie w tej dziedzinie co? - jak ja lubię się z nim droczyć.
- Śmiej się, śmiej, ale jeszcze będziesz chciała wejść ze mną i naszym synkiem do tego domku, to wtedy ci przypomnę twoje słowa i cię nie wpuścimy.
- Hm... zobaczymy... a skąd wiesz, że to będzie chłopiec? - ustaliliśmy z Kamilem, że płeć dziecka poznamy dopiero gdy się urodzi. Chcieliśmy mieć niespodziankę. Wiele razy korciło mnie, żeby zapytać lekarza, ale obiecałam Kamilowi, że tego nie zrobię i jakimś cudem wytrzymałam.
- Mam przeczucie, a Kamil Bednarek nigdy się nie myli. - wypiął dumnie pierś do przodu, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam delikatny ból, zignorowałam to. Często miałam takie delikatne bóle, jednak tym razem było inaczej. Ból się nasilał i do tego doszły skurcze. Poczułam, że to już ten czas.
- Chyba zaraz się dowiemy czy się nie mylisz. - wysapałam z zaciśniętymi zębami. Kamil spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Nyśka, nie żartuj sobie. To nie jest śmieszne. - spojrzał na mnie karcąco i zabrał się z powrotem do pracy.
- KAMIL JA RODZĘ! - wydarłam się na niego i o mało co się nie popłakałam z bólu. Podbiegł do mnie szybko i spojrzał na mnie jakby nie wiedział co ma robić.
- Już kochanie, zaraz cię zabiorę do szpitala. - widziałam, że jest przerażony, zresztą nie tylko on.
- Torba jest pod łóżkiem. - od razu pobiegł po nią i wrócił po mnie pędem. Pomógł mi dojść do samochodu i już po chwili byliśmy w drodze do szpitala. Kilka razy krzyczałam jak głupia, a Kamil za każdym razem się wzdrygał. Był bardziej przejęty niż ja. Szkoda mi go było i bym go pocieszyła gdyby nie narastający ból. W szpitalu od razu zabrali mnie na porodówkę. Kamil został przed salą. Już wcześniej ustaliliśmy, że nie będzie mi towarzyszył przy porodzie. Wiedziałam, że gdybym tylko chciała zgodziłby się, ale nie chciałam go dodatkowo stresować. Na sali porodowej najważniejsza jest kobieta w ciąży nie facet. Poród był bardzo męczący.
- Ma pani śliczną córeczkę. - te słowa były ukojeniem na każdy ból. W tej chwili nie mogłam być bardziej szczęśliwa. Położna podała mi moje maleństwo. To było wspaniałe uczucie. Móc ja tulić w ramionach. Niby czułam ją w sobie, ale teraz jest ze mną i to jest jeszcze piękniejsze. Po jakimś czasie byłam już w normalnej sali i czekałam na moje maleństwo. Po chwili Kamil wszedł do sali z pięknymi kwiatami. Byłam zaskoczona, ale też bardzo szczęśliwa.
- Dziękuję kochanie. - wyszeptałam przez łzy wzruszenia.
- Nysia, to ja ci dziękuję.
- Za co? - nie wiedziałam co mu chodzi po głowie.
- Jak to za co? Za to maleństwo, które przyszło na świat.
- Ty też miałeś w tym udział.- puściłam mu oczko. W tej samej chwili otworzyły się drzwi i weszła pielęgniarka z nasza córeczką na rękach.
- Moje kochane dzieciątko. - wyszeptał Kamil i wziął małą na ręce. Widziałam, że się bał, ale chęć przytulenia dziecka była większa niż strach.
- Jak ją nazwiemy? - zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Hm... co powiesz na Tosia? - powiedział Kamil z zadowoleniem.
- Tosia? Ślicznie, a na drugie może być Anastazja? - bardzo mi się podobało to imię i chyba pasuje do Tosi.
- No pewnie, że tak. Nasza kochana Tosia Anastazja Bednarek. - jak to pięknie brzmiało. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa. Siedzieliśmy jakiś czas w milczeniu i spoglądaliśmy na Tosię jak zasypia w ramionach
Kamila.
- Ktoś tu mówił, że Kamil Bednarek nigdy się nie myli. - wypomniał mu jak się dzisiaj przechwalał.
- Nysia, to była mała pomyłka. Tak w głębi serca czułem, że to będzie dziewczynka. - uśmiechnął się zabójczo.
- Coś czuję, że jak dorośnie to będzie miała z tobą ciężko. - westchnęłam ciężko na myśl co ją czeka.
- Będę najlepszym ojcem na świecie. -powiedział dumnie.
- W to nie wątpię, ale będziesz ojcem który będzie odpędzał od niej każdego chłopaka.
- Nie każdego, tyko tych co mi nie będą odpowiadać. -pomyślał chwilę.- W sumie można powiedzieć, że wszystkich. - spojrzał na nią z ogromną miłością, a potem spojrzał na mnie.
- Kocham was. - szepnął i cmoknął w nosek Tosię, a potem pocałował mnie.
Dziękuję wam bardzo, że w ogóle czytaliście tego bloga. Przykro mi, że to już koniec, ale tak będzie lepiej. Nie chcę zawieszać, bo nie wiem za ile był wróciła do pisania. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie będziecie źli.
Uwielbiam was i jeszcze raz dziękuję za wszystko.
Może jeszcze kiedyś zacznę pisać coś nowego :) Ale teraz polecam bloga Olki - założycielki tego bloga- http://fly-away-with-you.blogspot.com/.
Pozdrawiam :) i proszę o wiele komentarzy pod tym rozdziałem tak na miłe zakończenie także dla mnie :)