czwartek, 31 października 2013

Rozdział 34

Na wstępie chciałabym was bardzo przeprosić, że tak długo nic nie dodawałam, ale szkoła pochłania większość mojego czasu. Lubię dla was pisać, ale już nie mam na to czasu. Przykro mi, bo to już ostatni rozdział. Nie gniewajcie się :)
Miłego czytania.

Jak ten czas szybko minął. Został mi już tylko tydzień do porodu. Czuję się jak wielka kula, bo jak chodzę to czuję jakbym się toczyła. Wolę nie sprawdzać ile przytyłam, ale mimo tego wszystkiego jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Z Kamilem odkąd się pogodziliśmy, jest idealnie. Stara się być przy mnie w każdej chwili, już miesiąc temu zakończył koncertowanie na nieokreślony czas. Powiedział, że musi być przy mnie, gdyby nasze maleństwo chciało by być szybciej na świecie. Kamil kupił bardzo ładny domek z ogródkiem  na obrzeżach miasta. Wszystko było idealne, no może prawie wszystko. Niestety mój szef Marcin okazał się obleśnym typem. Już po tygodniu mojej pracy tam zaczął się do mnie dobierać. Na szczęście Kamil pomógł mi tą sprawę załatwić. Na początku mocno się tym przejmowałam, ale teraz już wcale o tym nie myślę.
Spoglądam na Kamila z uśmiechem na twarzy, który próbuje połączyć pojedyncze deski w całość. Ubzdurał sobie, że zrobi naszemu dziecku domek na drzewie o jakim można sobie tylko pomarzyć.
- Kochanie, jeśli uważasz, że w jakikolwiek sposób sobie z tym poradzisz, to muszę ci powiedzieć, że ja i tak nie wpuszczę tam naszego maleństwa. Masz w ogóle pojęcie co robisz? - zapytałam ze śmiechem. To było takie słodkie, gdy tak bardzo się starał.
- Nysia skarbie, jeszcze nie znasz moich możliwości. - uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubiłam najbardziej.
- Kamilku ja wiem, że jesteś zdolnym człowiekiem, ale może nie  w tej dziedzinie co? - jak ja lubię się z nim droczyć.
- Śmiej się, śmiej, ale jeszcze będziesz chciała wejść ze mną i naszym synkiem do tego domku, to wtedy ci przypomnę twoje słowa i cię nie wpuścimy.
- Hm... zobaczymy... a skąd wiesz, że to będzie chłopiec? - ustaliliśmy  z Kamilem, że płeć dziecka poznamy dopiero gdy się urodzi. Chcieliśmy mieć niespodziankę. Wiele razy korciło mnie, żeby zapytać lekarza, ale obiecałam Kamilowi, że tego nie zrobię i jakimś cudem wytrzymałam.
- Mam przeczucie, a Kamil Bednarek nigdy się nie myli. - wypiął dumnie pierś do przodu, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam delikatny ból, zignorowałam to. Często miałam takie delikatne bóle, jednak tym razem było inaczej. Ból się nasilał i do tego doszły skurcze. Poczułam, że to już ten czas.
- Chyba zaraz się dowiemy czy się nie mylisz.  - wysapałam z zaciśniętymi zębami.  Kamil spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Nyśka, nie żartuj sobie. To nie jest śmieszne. - spojrzał na mnie karcąco i zabrał się z powrotem do pracy.
- KAMIL JA RODZĘ!  - wydarłam się na niego i o mało co się nie popłakałam z bólu. Podbiegł do mnie szybko i spojrzał na mnie jakby nie wiedział co ma robić.
- Już kochanie, zaraz cię zabiorę do szpitala. - widziałam, że jest przerażony, zresztą nie tylko on.
- Torba jest pod łóżkiem. - od razu pobiegł po nią i wrócił po mnie pędem. Pomógł mi dojść do samochodu i już po chwili byliśmy w drodze do szpitala. Kilka razy krzyczałam jak głupia, a Kamil za każdym razem się wzdrygał. Był bardziej przejęty niż ja. Szkoda mi go było i bym go pocieszyła gdyby nie narastający ból. W szpitalu od razu zabrali mnie na porodówkę. Kamil został przed salą. Już wcześniej ustaliliśmy, że nie będzie mi towarzyszył przy porodzie. Wiedziałam, że gdybym tylko chciała zgodziłby się, ale nie chciałam go dodatkowo stresować. Na sali porodowej najważniejsza jest kobieta w ciąży nie facet. Poród był bardzo męczący.
- Ma pani śliczną córeczkę. - te słowa były ukojeniem na każdy ból. W tej chwili nie mogłam być bardziej szczęśliwa. Położna podała mi moje maleństwo. To było wspaniałe uczucie. Móc ja tulić w ramionach. Niby czułam ją w sobie, ale teraz jest ze mną i to jest jeszcze piękniejsze. Po jakimś czasie byłam już  w normalnej sali i czekałam na moje maleństwo. Po chwili Kamil wszedł do sali z pięknymi kwiatami. Byłam zaskoczona, ale też bardzo szczęśliwa.
- Dziękuję kochanie. - wyszeptałam przez łzy wzruszenia.
- Nysia, to ja ci dziękuję.
- Za co? - nie wiedziałam co mu chodzi po głowie.
- Jak to za co? Za to maleństwo, które przyszło na świat.
- Ty też miałeś w tym udział.- puściłam mu oczko. W tej samej chwili otworzyły się drzwi i weszła pielęgniarka  z nasza córeczką na rękach.
- Moje kochane dzieciątko. - wyszeptał Kamil i wziął małą na ręce. Widziałam, że się bał, ale chęć przytulenia dziecka była większa niż strach.
- Jak ją nazwiemy? - zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Hm... co powiesz na Tosia? - powiedział Kamil z zadowoleniem.
- Tosia? Ślicznie, a na drugie może być Anastazja? - bardzo mi się podobało to imię i chyba pasuje do Tosi.
- No pewnie, że tak. Nasza kochana Tosia Anastazja Bednarek. - jak to pięknie brzmiało. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa. Siedzieliśmy jakiś czas w milczeniu i spoglądaliśmy na Tosię jak zasypia w ramionach
Kamila.
- Ktoś tu mówił, że Kamil Bednarek nigdy się nie myli.  - wypomniał mu jak się dzisiaj przechwalał.
- Nysia, to była mała pomyłka. Tak w głębi serca czułem, że to będzie dziewczynka. - uśmiechnął się zabójczo.
- Coś czuję, że jak dorośnie to będzie miała z tobą ciężko. - westchnęłam ciężko na myśl co ją czeka.
- Będę najlepszym ojcem na świecie. -powiedział dumnie.
- W to nie wątpię, ale będziesz ojcem który będzie odpędzał od niej każdego chłopaka.
- Nie każdego, tyko tych co mi nie będą odpowiadać. -pomyślał chwilę.- W sumie można powiedzieć, że wszystkich. - spojrzał na nią   z ogromną miłością, a potem spojrzał na mnie.
- Kocham was. - szepnął i cmoknął w nosek Tosię, a potem pocałował mnie.



Dziękuję wam bardzo, że w ogóle czytaliście tego bloga. Przykro mi, że to już koniec, ale tak będzie lepiej. Nie chcę zawieszać, bo nie wiem za ile był wróciła do pisania. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie będziecie źli.
Uwielbiam was i jeszcze raz dziękuję za wszystko.
Może jeszcze kiedyś zacznę pisać coś nowego :) Ale teraz polecam bloga Olki - założycielki tego bloga- http://fly-away-with-you.blogspot.com/.
Pozdrawiam :) i proszę o wiele komentarzy pod tym rozdziałem tak na miłe zakończenie także dla mnie :)

11 komentarzy:

  1. To już nie będzie lepiej jak go zawiesisz na czas nieokreślony. W wolne - dłuższe, święta, ferie itp. będzie dodawała rozdziały. Mi się naprawdę SUPER czytało <3. Nie chcę byś go kończyła. Wiele blogów, które czytam zawiesiło na czas nieokreślony. I już wole na nieokreślony ni żeby w ogóle miał być to koniec. ;( , wtedy jest nadzieje na lepsze jutro - DLA MNIE. <3 Proszę Przemyśl to :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Ci dziękuje za tego wspaniałego bloga ♥♥
    Świetnie mi się go czytało.Szkoda, że to już koniec, ale doskonale rozumiem Twój problem z brakiem czasu. Szanuję Twoją decyzję i mam nadzieję, że może napiszesz kiedyś nowego bloga. Jeszcze raz szczere DZIĘKUJĘ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam się, że wcześniej nie komentowałam, lecz przeczytałam bloga w dwa dni.. Jejć.. Już nie mogłam się doczekać 34 , a tu nagle koniec.. No cóż "Przecież nic nie może wiecznie trwać" - czy jakos tak. W gruncie rzeczy chce Ci podziękować, za wspaniałego bloga, którego pochłonęłam jak ciepłe rogaliki !! :)
    W głębi serduszka mam nadzieję, że napiszesz Epilog.

    OdpowiedzUsuń
  4. Blog świetny , szkoda ze konczysz ale wszystko co piękne kiedyś się kończy :D , mam nadzieje ze jeszcze dla nas napiszesz , jakiś inny blog jak bedziesz miec wiecej czasu :D , Miło sie czytalo
    Życze powodzenia i pozdrawiam <3
    zapraszam do siebie www.saluuut.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś nienormalna weź ty się ogarnij ja nie wiem po co ty tego bloga zakładałaś jak i tak go usuwasz niestety moja droga blog to odpowiedzialność a ty jak ta ostatnia cipa poprostu pozbywasz się problemu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz prawo kwestionować mój wybór, ale nie masz prawa mnie obrażać. Tak nawiasem mówiąc to nie pozbywam się problemu, bo gdybyś nie zauważył/a to ja go zakończyłam, nie zawieszam, nie przestałam od tak pisać tylko ZAKOŃCZYŁAM CAŁE OPOWIADANIE! Wszystko kiedyś się kończy. Wiem, że blog to odpowiedzialność i wydaje mi się, że postąpiłam dobrze, że skończyłam go pisać. Anonimowo łatwo jest oczerniać innych, ale ja postąpiłam tak jak powinnam. To ty zachowujesz się jak ktoś kto nie potrafi zrozumieć człowieka. I wolałabym, żebyś takie teksty zachował/a dla siebie!

      Usuń
    2. taak uwielbiam takie osoby które lecą z anonima i krytykują wszystko i wszystkich :D

      Usuń
  6. Dziękuję wam bardzo za miłe komentarze :) Oczywiście pomijając ten jeden wyjątek. Mam nadzieję, że wy nie myślicie o mnie tak samo jak ten ktoś powyżej.
    Ola- współautorka tego bloga- poprosiła mnie o pomoc w jej nowym blogu i się zgodziłam. Nie wiem jak to będzie wyglądać, ale postaram się jej pomóc, żeby jeszcze lepiej się wam czytało :) Zapraszam na http://fly-away-with-you.blogspot.com/.
    Dziękuję jeszcze raz za wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko prosze nie usuwaj tego opiwadania!!1 bo niektorzy tak robili, a fajnie sobie czasem powrocic do 'starych smieci' wiec prosze zostaw go tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Sama też lubię czytać niektóre blogi od nowa :) Rozumiem cię w zupełności i zapewniam, że nie usunę tego bloga stąd :)

      Usuń