środa, 16 października 2013

Rozdział 32

 Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Zaczęłam, mrugać jakbym zobaczyła ducha. Jednak to nie był duch, tylko Kamil w dodatku nagi Kamil. Widziałam pojedyncze kropelki spływające po jego nagim ciele. Spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczyma...
- Nysia? Co ty tu robisz? - zapytał zszokowany moim widokiem. Zupełnie zapomniał, że  jest nagi, a ja nie mogłam się skupić na tym co mówi, bo rozpraszał mnie jego widok.
- Ja... ja... - nie wiedziałam co powiedzieć. Popłakałam się. Poczułam jego dłonie na mojej twarzy. Napawałam się jego bliskością. Bardzo mi tego brakowało. Chciałam już coś powiedzieć, ale nie zdołałam bo Kamil naparł swoimi wargami na moje. Długo nie musiał czekać na moją odpowiedź. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Całowaliśmy się bardzo namiętnie. Kamil podniósł mnie do góry, a ja oplotłam go nogami w pasie. Nie odrywając się od siebie ani na sekundę poszliśmy w stronę jego pokoju. Po drodze wpadliśmy na zaspanego Konrada, który na nasz widok szeroko otworzył  oczy. Chyba trochę się zmieszał, ale my nie byliśmy w stanie się od siebie oderwać. Gdy dotarliśmy do pokoju miałam na sobie już tylko szorty, a i tych Kamil szybko się pozbył. Starał się być delikatny, zapewne bał się o dziecko, jednak ja byłam za bardzo podniecona, żeby zadowolić się tym co mi dawał. Wbiłam paznokcie w jego plecy, dając mu do zrozumienia czego oczekuję. Już po chwili odpłynęłam z rozkoszy...

Obudziłam się o 8:20, a Kamila nie było w łóżku. To dziwne, przecież jest strasznym śpiochem. Wstałam, narzuciłam na siebie swoje ciuchy i poszłam w kierunku kuchni. Po drodze zajrzałam do Korneli i Kondzia, oboje jeszcze spali. Kamil siedział na ziemi, a głowę miał schowaną w dłoniach. Usiadłam obok niego. Chyba dopiero teraz zorientował się, że tu jestem. Podniósł głowę i mogłabym przysiąc, że miał łzy w oczach.
- Kamil... ja ... przepraszam.
- Przepraszasz? I co tylko tyle? - zaczął na mnie krzyczeć. Źle mi z tym było, ale ma do tego prawo.
- Myślałam, że po tym co było w nocy...  - spojrzał na mnie z nienawiścią, jakby to co się między nami wydarzyło było moją winą.
- To co było w  nocy w ogóle nie powinno się wydarzyć. To był błąd rozumiesz!? - jak on mógł to powiedzieć? Dla mnie to znaczyło bardzo wiele, a dla niego to nic nie znaczący epizod.
- Jak możesz?  - zapytałam ze łzami w oczach.
- Ja, jak mogę? Powiedz jak ty mogłaś mnie zdradzić? Teraz pewnie też dajesz każdemu kto chce. W ogóle wiesz kto jest ojcem? - ten szyderczy ton mnie przeraził. To co powiedział bardzo zabolało. Na takie słowa nie zasłużyłam. Nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Widziałam, że go to zaskoczyło. Nie spodziewał się takiej reakcji.  - Widzę, że lubisz na ostro, mam paru kumpli dać ci namiary? Może któryś będzie chciał być tatusiem! - teraz już nic nie czułam poza bólem i zawrotami głowy. Bałam się, że zaraz zemdleję.
- Jesteś kompletnym kretynem! Myślisz, że na prawdę mogłabym cię zdradzić? Przecież wiesz jak cię kocham i na prawdę mi uwierzyłeś! Ale wiesz co!? Teraz żałuję, że tego nie zrobiłam! Przeze mnie moje dziecko będzie miało ciebie za ojca! Uwierz, że nie żałuję niczego bardziej! - stał zszokowany. Nie wiedział czy ma mi wierzyć. Zorientowałam się, że Korni i Kondzio nam się przyglądają z szeroko otwartymi oczyma. Spojrzałam na niego ostatni raz i wyszłam z kuchni. Narzuciłam na siebie w biegu kurtkę i złapałam za klamkę. Zobaczyłam ciemność i poczułam jeszcze ból podczas upadania.

- Nyśka, Nysia, proszę odezwij się. - usłyszałam zatroskany głos Kamila. Otworzyłam oczy, a nade mną stała trójka przerażonego rodzeństwa.
- Co się stało? - byłam trochę skołowana.
- Zemdlałaś jak chciałaś stąd wyjść. - wyjaśniła Kornela. Teraz przypomniałam sobie wydarzenia które miały miejsce chwilę wcześniej. Wyrwałam swoją rękę Kamilowi. Nie chciałam nawet przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, a co dopiero, żeby miał mnie dotykać. Wstałam z kanapy, nie zważając na kolejne zawroty głowy.
- Nyśka, powinnaś leżeć. Zawieziemy cię do lekarza, żeby sprawdził co ci jest. - powiedział zatroskany Kondzio.
- Nie martw się. Nic mi nie jest, to tylko chwilowe osłabienie. Wolę już stąd iść.
- Nysia, proszę zostań. Kondzio ma rację, powinien cię zobaczyć lekarz. Co jeśli znowu zemdlejesz? - nie wierzyłam, że to słyszę. On się o mnie martwi?
- Ubrałam się porządnie, wzięłam swoją torebkę i odwróciłam się w jego stronę.
- Spokojnie, sam powiedziałeś, że daje każdemu, więc może któryś z moich facetów się nade mną zlituje i się mną zaopiekuje. Wiesz oni też lubią na ostro, a jestem w  tym niezła to chociaż tak mi się odwdzięczą, albo wiem, od teraz będę dawała za kasę, żeby miała dla dziecka jak się urodzi. - włożyłam  wte słowa tyle jadu ile tylko umiałam. Widziałam smutną minę Kornelii i Konrada. Kamil spoglądał na mnie z bólem. I dobrze nich cierpi, tak jak ja cierpiałam.
Dla pewności umówiłam się do lekarza na wizytę. Muszę być ostrożna, nie chcę kolejny raz stracić dziecka. To wszystko co mam, co trzyma mnie przy życiu. Teraz już wiem, że nie ma już dla mnie przyszłości z Kamilem. Nie po tym co powiedział. Wiem, że go zraniłam, ale on zrobił to samo. Właściwe to można powiedzieć, że jesteśmy kwita, ale nie mogłabym zapomnieć o tym co mi powiedział.
Mimo, że nie czułam się zbyt dobrze, to chciałam stanąć na nogi. Znalazłam fajne mieszkanko w centrum miasta. Dwa pokoje, kuchnia, salon, łazienka i balkon. Idealne dla mnie. Załatwiłam wszystko i już za trzy tygodnie podpisuję umowę. Mam trochę oszczędności to na jakiś czas starczy, ale teraz jest jeszcze kolejny kłopot. Muszę znaleźć jakąś lekką pracę, a wiem, że kobiety w ciąży nikt nie chce przyjąć. Będzie ciężko, ale wieżę, że dam radę.
Przeglądałam właśnie oferty pracy w gazecie. Byłam załamana, gdzie dzwoniłam to jak usłyszeli słowo ciąża, od razu mnie spławiali. Wszystko jest do dupy. Po co ja mam te kilka zawodów skoro i tak nie mogę znaleźć pracy?  Chciałam już dać sobie z tym spokój, gdy natrafiłam na kolejne ogłoszenie. Szukali fryzjerki, specjalizującej się w robieniu dredów, doczepianie ich, przedłużanie itp. Bardzo się ucieszyłam. Jakiś czas temu skończyłam taki kurs i nawet pracowałam na takim stanowisku. Mam dobre referencje, może się uda. Jednak nie nastawiałam się za bardzo bo nie chcę się rozczarować. Od razu poszłam do tego salonu fryzjerskiego. Zdziwiłam się, bo było tu bardzo stylowo. Widać, że dobrze prosperują.
- Dzień dobry. Czy to ogłoszenie jest jeszcze aktualne? - podałam młodemu mężczyźnie gazetę  z ogłoszeniem.
- Tak, oczywiście. Proszę chwilkę poczekać, za moment do pani wrócę. - uśmiechnął się przepraszająco i odszedł na chwilę. Długo nie musiałam na niego czekać, bo już po chwili prowadził mnie do swojego biura. Był bardzo sympatyczny i bardzo młody jak na szefa tego zakładu.
- Ma pani jakieś doświadczenie w tym zawodzie? - spoglądał na mnie wyczekująco, acz przyjaźnie.
- Tak , proszę tutaj jest wszystko udokumentowane. - czekałam cierpliwie, w końcu gdy wszystko przeczytał spojrzał na mnie z jeszcze większym uśmiechem.
- Jest pani... Hm... może to nieodpowiednie, ale czy możemy mówić sobie po imieniu? - trochę się zdziwiłam, że czemu nie? Ten chłopak wydaje się być bardzo fajny.
- Tak, pewnie. Nyśka jestem... znaczy Natalia. - ja to zawsze coś palnę. Nie ma co, nieźle zaczynam.
- Oryginalnie, łatwo zapamiętać. Marcin jestem. - uścisnęliśmy sobie dłonie i od razu poczułam się trochę luźniej. - A co do tego po co tutaj przyszłaś, to myślę, że jesteś idealną kandydatką.
- Na prawdę!? To znaczy bardzo się cieszę, tylko, że jest jedna sprawa, która mnie chyba przekreśli. Jestem w ciąży. Teraz pewnie powiesz, że nie zatrudniasz kobiet w ciąży, więc wal śmiało. Nie krępuj się. - wolałam żeby się ze mną nie patyczkował. Niech powie co i jak.
- Hmm... to może być mały problem, ale jeśli przyniesiesz mi zaświadczenie od lekarza, że możesz pracować, to masz pracę. - uśmiechnął się promiennie. Nie mogłam uwierzyć, w to co powiedział.
- Na prawdę?
- Nyśka, nie ekscytuj się tak bo mi tu zaczniesz rodzić. - śmiał się ze mnie, co było nawet zabawne. - A uwierz, że prędzej bym zemdlał niż ci pomógł. - mrugnął ciągle się śmiejąc.
- Do porodu to mam jeszcze dużo czasu, więc się nie bój,  a co do zaświadczenia od lekarza to mam takie przy sobie. Już parę dni temu byłam u lekarza bo zaczęłam szukać pracy. Wiedziałam, że może się przydać. - Marcin spojrzał na karteczkę.
- W takim razie, witaj w pracy. - jejku jak te słowa pięknie brzmią. Nawet nie marzyłam, że znajdę pracę i to jeszcze w zawodzie którym lubię.  - To kiedy możesz zacząć?
- Od zaraz szefie! - Marcin pokazał mi co i jak. Wdrożył mnie w działania salonu. Powiedział, że mają parę sławnych klientów i tak się składa, że to ja będę robić im wszystkim dredy bo jestem jedynym dredmakerem w tym salonie. Dzisiaj miało przyjść dwóch klientów. Byłam bardzo ciekawa, kto to jest, ale Marcin powiedział, że będę miała niespodziankę. Minęło pół godziny i do salonu weszli...


Bardzo proszę o komentarze :) Mam nadzieję, że wam się spodoba :)

8 komentarzy:

  1. Super!!! Poproszę jak najszybciej następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <33
    kiedy będzie następny?? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham.!!! <3 Kiedy nowy??;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam to na Geografi,zarobiłam uwagę,ale przeczytałam. :) Świetny,kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się bardzo, że się wam podoba :)
    Następny w weekend :)
    Przykro mi, że dostałaś uwagę, ale fajnie, że czytasz nawet na lekcjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tam łapie neta. ;) Uwaga to uwaga nic strasznego dawaj szybko kolejny.

      Usuń
  6. Next please *
    czekam na nastepny :*

    OdpowiedzUsuń