- Jest jeszcze jedna sprawa... Pani Natalia jest w ciąży, to początek trzeciego miesiąca. Czy to dlatego pańska dziewczyna chciała popełnić samobójstwo? - jak to w ciąży. Dlaczego mi nie powiedziała? Jeszcze te jego głupie pytanie. Gdyby wiedziała o dziecku byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie zrobiłaby tego.
- Nie, Natalia raczej nie wiedziała o dziecku... bo gdyby wiedziała, to nigdy by tego nie zrobiła. My... straciliśmy dziecko miesiąc temu, ona się załamała. Nie mogła już wytrzymać i to chyba dlatego chciała to zrobić.
- Przykro mi. Hmm mam nadzieję, że jak się dowie o dziecku to wszystko wróci do normy. - uśmiechnął się serdecznie. - Pani Natalia będzie potrzebować teraz dużo ciepła od bliskich. Proszę ją wspierać. - spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł. Jasne, łatwo mu mówić. Jak ja mam ją wspierać, skoro ona mnie nienawidzi? Nie chce mnie znać. Co ja mam teraz zrobić?
Wszedłem do jej sali, zdziwiłem się, bo już nie spała. Podbiegłem do niej, chciałem ją przytulić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy.
- Kochanie... proszę nie płacz. - odwróciła głowę w drugą stronę.
- Kamil wyjdź stąd. - wyszeptała.
- Nie, Nysia nie wyjdę póki mi nie powiesz dlaczego chciałaś się zabić? -głos powoli mi się łamał. - Myślisz, że to by ci w czymś pomogło? Myślisz, że Kacperek chciałby, żebyś się zabiła!? - nie wytrzymałem i zacząłem krzyczeć, a łzy same spływały po moich policzkach. - Właśnie, że nie. Chciałby, żebyś żyła, żebyś była szczęśliwa. Zawiodłaś go, zawiodłaś mnie. Myślałem, że jesteś rozsądniejsza, a ty jesteś zwykłą egoistką. Nie widzisz tego, że ja też cierpię? To było też moje dziecko, ja też go straciłem i nie zniósł bym myśli, że straciłem tez ciebie... - nie miałem siły już mówić. Natalia spoglądała na mnie przez łzy. Wiem, że nie powinienem tego mówić, ale już dłużej nie mogłem wytrzymać. Tak bardzo mi go brakuje, a teraz moja kochana Nysia chciała odejść z tego świata.
- Kamil, ja już po prostu nie mam siły. Nie mam na nic siły. Ciągle o nim myślę, mam jego twarzyczkę przed oczami... Chciałam być z nim. Oboje bylibyśmy wtedy szczęśliwi. - głos jej się załamał, ale nadal na mnie patrzyła rozpaczliwym wzrokiem.
- Myślisz, że Kacperek byłby szczęśliwy, gdyby wiedział, że zabijasz nie tylko siebie, ale także swoje dziecko? - spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Jak to? Kamil co ty mówisz?
- Jesteś w ciąży i mało co nie zabiłaś naszego dziecka. Na szczęście ten maluch jest silny i dął sobie radę. - wiem, że sprawiłem jej straszny ból, ale taka jest racja. Prawie zabiła nasze dziecko. Musi zrozumieć, że to był błąd.
- Nie, Kamil to nie możliwe. Wiedziałabym gdybym była... gdybym była w ciąży. To nie możliwe. - wyszeptała, ale widziałem, że zaczęła nad czymś myśleć. - Ale.. jak to możliwe? Nie... nie to nie może być prawda.
- Nyśka, jesteś w ciąży. - dlaczego ona nie chce mi wierzyć?
- Ja nie wiedziałam... Nie wiedziałam rozumiesz!? Nigdy nie zabiłabym swojego dziecka. Nie zrobiłabym tego... - złapała się za brzuch i widziałem, ze odżywa na nowo. Jej oczy płoną zdrowym blaskiem, uśmiech wykwitł na jej twarzy. To dziecko pomoże jej się otrząsnąć. Złapałem ją za ręce i spojrzałem w oczy.
- Wiem, że nie zabiłabyś tego dziecka. Wiem, że gdybyś wiedziała miałabyś sens by żyć. - uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś, że uratowałeś nas. - spojrzała z czułością na brzuch. - Ale proszę wyjdź stąd. Muszę pobyć teraz sama. - ciężko mi było, ale wyszedłem stamtąd. Nyśka musi wszystko przemyśleć. Rozumiem to.
Wyszedłem ze szpitala i poszedłem do najbliższego baru. Muszę się napić, bo mam już wszystkiego dość. Natłok tych wszystkich wydarzeń mnie przerasta. Muszę odreagować.
OCZAMI NYSII:
Jaka ja byłam głupia. Jak mogłam chcieć się zabić? Wiem, że Kacperek chciałby, żebym była szczęśliwa. Teraz to rozumiem. Kamil ma rację. Byłam egoistką, myślałam tylko o sobie, a tak na prawdę wszyscy cierpieli. Teraz już wiem, że mam dla kogo żyć. Jednak nie wyobrażam sobie życia z Kamilem. Nie po tym jak go zraniłam. Wiem, że lepiej będzie jak znajdzie sobie kogoś innego. Zasługuje na kogoś lepszego. Kocham go i dla jego dobra muszę dać mu wolność.
W szpitalu spędziłam pięć dni. W tym czasie codziennie dzwonił do mnie Kamil. Chciał mnie odwiedzić, ale za każdym razem prosiłam go o więcej czasu. Nie dałabym rady tak szybko się z nim spotkać. Muszę się na to przygotować.
Lekarze powiedzieli, że po próbie samobójstwa konieczna jest porada psychiatry, ale stwierdzili, że widzą we mnie wielką chęć życia i że nie potrzebuję tego. Szczerze to bardzo dobrze, nie należę do ludzi wylewnych. Nie lubię mówić o sobie, zwierzać się.
Wyszłam ze szpitala i od razu poszłam na cmentarz. Jednak ta wizyta różniła się od poprzedniej diametralnie. Już nie płakałam, cieszyłam się, że mam w sobie dzieciątko, ale też że mogłam spędzić z Kacperkiem te wspaniałe chwile.
- Dziękuję ci mój mały szkrabie za wszystko. - uśmiechnęłam się i poszłam do domu. Po drodze zaszłam do sklepu, w końcu teraz muszę się dobrze odżywiać.
Od razu zabrała się za porządki. Mieszkanie już po godzinie wyglądało tak jak powinno. Zgłodniałam i pomyślałam, że zrobię takie kolorowe kanapeczki.
Zjadłam i zadzwoniłam do Kamila. Muszę mu w końcu to powiedzieć. Nie wiem jak to zniesie, ale wiem, że będzie miał duże wsparcie w rodzinie. Oni mu pomogą to przetrwać. Wiem, że będą mieli mnie za najgorszą, ale tak muszę zrobić. Powiedział, że przyjedzie za pól godziny. Bardzo się ucieszył, że chcę się z nim zobaczyć. Przez to mam jeszcze większe wyrzuty sumienia. Już sama nie wiem czy dobrze robię.
- Nyśka, musisz być silna. - mówiłam sama do siebie już dłuższy czas, ale musiałam przerwać bo usłyszałam pukanie do drzwi. Wpuściłam go do środka. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Już zapomniałam jak na mnie działa. Opanowałam się i usiadłam na kanapie.
- Kamil musimy porozmawiać. - kurcze, jak to banalnie zabrzmiało. Nigdy nie lubiłam tego tekstu, a teraz sama to powiedziałam.
- Wiem Nysia, wszystko rozumiem. Kocham cię. - no i jak ja mam to teraz mu powiedzieć? Czy on zawsze musi być taki wyrywny?
- Kamil, bo... bo to dziecko nie jest twoje. - patrzyłam na niego i oczekiwałam jakiejkolwiek reakcji, jednak on siedział i tempo się we mnie wpatrywał.
- Jak to? - wyszeptał zdziwiony.
- Hmmm... ja nie wiem jak to się stało, ale stało się i tego nie zmienię. Zdradziłam cię i czuję się z tym okropnie, ale nie chcę cię oszukiwać. Zasługujesz na szczerość. Wiem, że cię strasznie skrzywdziłam i żałuję, ale to co się stało już się nie odstanie. Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć. - to było straszne, ale przez najgorsze już przebrnęłam. Starałam się na niego nie patrzeć, żeby nie widzieć jak strasznie go zraniłam.
- Nie, Nyśka, to nie jest prawda. To nie może być prawda. Błagam powiedz, że to jakiś głupi żart. - widziałam dziką furię w jego oczach. Jestem strasznie głupia. Jak mogę traktować tak kogoś kogo kocham? Powoli sama siebie nienawidzę.
- Kamil to jest prawda. Przykro mi. - spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł. Powinno mi być lżej, że już mam to za sobą, jednak nie. Żałuję, że to zrobiłam.
Zwinęłam się na kanapie i cicho łkałam.
Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam chora i nie miałam wcześniej ani pomysłu, ani siły na pisanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę o komentarze.
Pozdrawiam :)
- Nie, Natalia raczej nie wiedziała o dziecku... bo gdyby wiedziała, to nigdy by tego nie zrobiła. My... straciliśmy dziecko miesiąc temu, ona się załamała. Nie mogła już wytrzymać i to chyba dlatego chciała to zrobić.
- Przykro mi. Hmm mam nadzieję, że jak się dowie o dziecku to wszystko wróci do normy. - uśmiechnął się serdecznie. - Pani Natalia będzie potrzebować teraz dużo ciepła od bliskich. Proszę ją wspierać. - spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł. Jasne, łatwo mu mówić. Jak ja mam ją wspierać, skoro ona mnie nienawidzi? Nie chce mnie znać. Co ja mam teraz zrobić?
Wszedłem do jej sali, zdziwiłem się, bo już nie spała. Podbiegłem do niej, chciałem ją przytulić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy.
- Kochanie... proszę nie płacz. - odwróciła głowę w drugą stronę.
- Kamil wyjdź stąd. - wyszeptała.
- Nie, Nysia nie wyjdę póki mi nie powiesz dlaczego chciałaś się zabić? -głos powoli mi się łamał. - Myślisz, że to by ci w czymś pomogło? Myślisz, że Kacperek chciałby, żebyś się zabiła!? - nie wytrzymałem i zacząłem krzyczeć, a łzy same spływały po moich policzkach. - Właśnie, że nie. Chciałby, żebyś żyła, żebyś była szczęśliwa. Zawiodłaś go, zawiodłaś mnie. Myślałem, że jesteś rozsądniejsza, a ty jesteś zwykłą egoistką. Nie widzisz tego, że ja też cierpię? To było też moje dziecko, ja też go straciłem i nie zniósł bym myśli, że straciłem tez ciebie... - nie miałem siły już mówić. Natalia spoglądała na mnie przez łzy. Wiem, że nie powinienem tego mówić, ale już dłużej nie mogłem wytrzymać. Tak bardzo mi go brakuje, a teraz moja kochana Nysia chciała odejść z tego świata.
- Kamil, ja już po prostu nie mam siły. Nie mam na nic siły. Ciągle o nim myślę, mam jego twarzyczkę przed oczami... Chciałam być z nim. Oboje bylibyśmy wtedy szczęśliwi. - głos jej się załamał, ale nadal na mnie patrzyła rozpaczliwym wzrokiem.
- Myślisz, że Kacperek byłby szczęśliwy, gdyby wiedział, że zabijasz nie tylko siebie, ale także swoje dziecko? - spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Jak to? Kamil co ty mówisz?
- Jesteś w ciąży i mało co nie zabiłaś naszego dziecka. Na szczęście ten maluch jest silny i dął sobie radę. - wiem, że sprawiłem jej straszny ból, ale taka jest racja. Prawie zabiła nasze dziecko. Musi zrozumieć, że to był błąd.
- Nie, Kamil to nie możliwe. Wiedziałabym gdybym była... gdybym była w ciąży. To nie możliwe. - wyszeptała, ale widziałem, że zaczęła nad czymś myśleć. - Ale.. jak to możliwe? Nie... nie to nie może być prawda.
- Nyśka, jesteś w ciąży. - dlaczego ona nie chce mi wierzyć?
- Ja nie wiedziałam... Nie wiedziałam rozumiesz!? Nigdy nie zabiłabym swojego dziecka. Nie zrobiłabym tego... - złapała się za brzuch i widziałem, ze odżywa na nowo. Jej oczy płoną zdrowym blaskiem, uśmiech wykwitł na jej twarzy. To dziecko pomoże jej się otrząsnąć. Złapałem ją za ręce i spojrzałem w oczy.
- Wiem, że nie zabiłabyś tego dziecka. Wiem, że gdybyś wiedziała miałabyś sens by żyć. - uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś, że uratowałeś nas. - spojrzała z czułością na brzuch. - Ale proszę wyjdź stąd. Muszę pobyć teraz sama. - ciężko mi było, ale wyszedłem stamtąd. Nyśka musi wszystko przemyśleć. Rozumiem to.
Wyszedłem ze szpitala i poszedłem do najbliższego baru. Muszę się napić, bo mam już wszystkiego dość. Natłok tych wszystkich wydarzeń mnie przerasta. Muszę odreagować.
OCZAMI NYSII:
Jaka ja byłam głupia. Jak mogłam chcieć się zabić? Wiem, że Kacperek chciałby, żebym była szczęśliwa. Teraz to rozumiem. Kamil ma rację. Byłam egoistką, myślałam tylko o sobie, a tak na prawdę wszyscy cierpieli. Teraz już wiem, że mam dla kogo żyć. Jednak nie wyobrażam sobie życia z Kamilem. Nie po tym jak go zraniłam. Wiem, że lepiej będzie jak znajdzie sobie kogoś innego. Zasługuje na kogoś lepszego. Kocham go i dla jego dobra muszę dać mu wolność.
W szpitalu spędziłam pięć dni. W tym czasie codziennie dzwonił do mnie Kamil. Chciał mnie odwiedzić, ale za każdym razem prosiłam go o więcej czasu. Nie dałabym rady tak szybko się z nim spotkać. Muszę się na to przygotować.
Lekarze powiedzieli, że po próbie samobójstwa konieczna jest porada psychiatry, ale stwierdzili, że widzą we mnie wielką chęć życia i że nie potrzebuję tego. Szczerze to bardzo dobrze, nie należę do ludzi wylewnych. Nie lubię mówić o sobie, zwierzać się.
Wyszłam ze szpitala i od razu poszłam na cmentarz. Jednak ta wizyta różniła się od poprzedniej diametralnie. Już nie płakałam, cieszyłam się, że mam w sobie dzieciątko, ale też że mogłam spędzić z Kacperkiem te wspaniałe chwile.
- Dziękuję ci mój mały szkrabie za wszystko. - uśmiechnęłam się i poszłam do domu. Po drodze zaszłam do sklepu, w końcu teraz muszę się dobrze odżywiać.
Od razu zabrała się za porządki. Mieszkanie już po godzinie wyglądało tak jak powinno. Zgłodniałam i pomyślałam, że zrobię takie kolorowe kanapeczki.
Zjadłam i zadzwoniłam do Kamila. Muszę mu w końcu to powiedzieć. Nie wiem jak to zniesie, ale wiem, że będzie miał duże wsparcie w rodzinie. Oni mu pomogą to przetrwać. Wiem, że będą mieli mnie za najgorszą, ale tak muszę zrobić. Powiedział, że przyjedzie za pól godziny. Bardzo się ucieszył, że chcę się z nim zobaczyć. Przez to mam jeszcze większe wyrzuty sumienia. Już sama nie wiem czy dobrze robię.
- Nyśka, musisz być silna. - mówiłam sama do siebie już dłuższy czas, ale musiałam przerwać bo usłyszałam pukanie do drzwi. Wpuściłam go do środka. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Już zapomniałam jak na mnie działa. Opanowałam się i usiadłam na kanapie.
- Kamil musimy porozmawiać. - kurcze, jak to banalnie zabrzmiało. Nigdy nie lubiłam tego tekstu, a teraz sama to powiedziałam.
- Wiem Nysia, wszystko rozumiem. Kocham cię. - no i jak ja mam to teraz mu powiedzieć? Czy on zawsze musi być taki wyrywny?
- Kamil, bo... bo to dziecko nie jest twoje. - patrzyłam na niego i oczekiwałam jakiejkolwiek reakcji, jednak on siedział i tempo się we mnie wpatrywał.
- Jak to? - wyszeptał zdziwiony.
- Hmmm... ja nie wiem jak to się stało, ale stało się i tego nie zmienię. Zdradziłam cię i czuję się z tym okropnie, ale nie chcę cię oszukiwać. Zasługujesz na szczerość. Wiem, że cię strasznie skrzywdziłam i żałuję, ale to co się stało już się nie odstanie. Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć. - to było straszne, ale przez najgorsze już przebrnęłam. Starałam się na niego nie patrzeć, żeby nie widzieć jak strasznie go zraniłam.
- Nie, Nyśka, to nie jest prawda. To nie może być prawda. Błagam powiedz, że to jakiś głupi żart. - widziałam dziką furię w jego oczach. Jestem strasznie głupia. Jak mogę traktować tak kogoś kogo kocham? Powoli sama siebie nienawidzę.
- Kamil to jest prawda. Przykro mi. - spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł. Powinno mi być lżej, że już mam to za sobą, jednak nie. Żałuję, że to zrobiłam.
Zwinęłam się na kanapie i cicho łkałam.
Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam chora i nie miałam wcześniej ani pomysłu, ani siły na pisanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę o komentarze.
Pozdrawiam :)
:((( nie podoba mi się :(
OdpowiedzUsuńSzkoda... ale masz do tego prawo :)
UsuńMam nadzieję, że kolejny bardziej ci się spodoba :)
Dzięki za szczerą opinię :)
Eyyy ;c Kamil ma być z Nysią ;c;c;c;c;c;c a już zapowiadało się tak ładnie. Czekam na kolejny i mam nadzieje że wrócą do Sb :D
OdpowiedzUsuńEeeee, ;( popłakałam się, niech wrócą do siebie !!!! czekam na następny
OdpowiedzUsuńhmm niech wroca do siebie jak najszybciej !!!!! nastepny prosze :D
OdpowiedzUsuńSorki ale mi się nie podoba :\
OdpowiedzUsuńMi tam się podoba :) czekam na kolejny :*
OdpowiedzUsuńProszę napisz, że wrócą do siebie :D, bo to mi się strasznie nie podoba ;(
OdpowiedzUsuń