środa, 9 października 2013

Rozdział 30

Nie wiem co ze sobą zrobić. Cieszę się, że jestem w ciąży, wiem, że Kacperek zaznał spokoju, ale wiem też, że osoba którą kocham cierpi. CIERPI PRZEZE MNIE!! Nigdy sobie tego nie wybaczę. Kamil mnie pewnie znienawidził. Nie dziwię mu się.
Mam dość tego mieszkania. Nie chcę już mieszkać w Gorzowie. Zbyt wiele tutaj przeżyłam. Dzwoniłam do rodziców, powiedzieli, że mogę się do nich wprowadzić. Wiem, że ich zaniedbałam. Nasze kontakty przez ostanie miesiące ograniczyły się do minimum. Nic im nie powiedziałam, a mimo to mama chyba wyczuła, że coś jest nie tak. Nawet chciała do mnie przyjechać, ale jak jej powiedziałam, że chcę się do nich przeprowadzić to strasznie się ucieszyła, ale też i bardziej zaniepokoiła. Będę musiała z nią szczerze porozmawiać. To będzie trudne, ale nie chcę jej dłużej okłamywać.
Zadzwoniłam do Łukasza. Go też zaniedbałam. Tak na prawdę wszystkich zaniedbałam. Na szczęście Łukasz jest świetnym przyjacielem i powiedział, że przyjedzie i mi pomoże, bo z tyloma rzeczami to mnie do pociągu nie wpuszczą :) Umówiliśmy się na jutro na 12. Spakowałam bardzo dużo kartonów. Do wieczora byłam bardzo zajęta, jednak starałam się nie nadwyrężać. W końcu kobiety w ciąży powinny prowadzić spokojny tryb życia.
Wieczorem zmęczona padłam na łóżko i jeszcze tylko nastawiłam zegarek na 10 i szybko zapadłam  w krainę snu...
Rano wstałam i poczułam się zadziwiająco dobrze. Dosłownie tryskałam energią, pewnie to dlatego, że czuję, że rozpoczyna się nowy rozdział w moim życiu. Najpierw przeprowadzka do rodziców, a w międzyczasie poszukam sobie jakiegoś mieszkanka, a to sprzedam. Jest w bardzo dobrym stanie. Może ktoś będzie chętny.
Zjadłam śniadanko, wypiłam herbatkę i sprawdziłam czy na pewno wszystko wzięłam. Usłyszałam dzwonek telefonu. Myślałam, że to Łukasz,a le to była Kornela, już któryś raz z kolei. Zresztą nie tylko ona do mnie wydzwaniała, bo chłopaki z zespołu też mnie męczą. Od nikogo nie odbieram. Nie chcę się im tłumaczyć. Bardzo ich polubiłam i nie chcę ich okłamywać. Szczególnie Kornelii, niby krótko ją znam, ale jest dla mnie jak siostra. Jak było między mną a Kamilem dobrze to często gadałyśmy. Czułam się jakbym znała ją od zawsze. Przykro mi, że tak ją olewam, ale tak muszę robić. Muszę się całkowicie odciąć od rodziny Bednarków i ich bliskich, jeżeli chcę aby Kamil mógł zaznać szczęścia z kimś innym.
Mimo ponurych myśli, energia mnie nie opuszczała. Spojrzałam na zegarek, miałam jeszcze godzinę do przyjazdu Łukasza. Musiałam jeszcze iść na grób Kacperka. Nie mogę go zostawić bez pożegnania. Wiem, ze to będzie bardzo ciężkie, ale będę go odwiedzać tak często jak się da. Żałuję, że muszę go zostawić, ale nie mogę już tu mieszkać.
Po jakimś czasie stałam już przed grobem Kacperka. Zauważyłam, że ma nowe kwiaty jeszcze świeże.Pewnie to Kamil przed wyjazdem tu zaszedł. Dobrze, ze o niego dba. Też będę tu często przyjeżdżać.
- Kocham cię syneczku. Zawsze będę cię miała w sercu.
Poszłam wolnym krokiem do domu. Doszłam do domu i akurat Łukasz zadzwonił, że za chwilę będzie. Zaczęłam znosić lekkie rzeczy. Chwilę poczekałam i już stałam w jego objęciach.
- Nysia... bo mnie udusisz... - trochę za dużo energii włożyłam w to przytulanie. Ale bardzo się cieszę, że go widzę.
- Przepraszam, ale tak długo cię nie widziałam, że nie mogłam się opanować.
- Dobra, dobra. Przyznaj się, że lecisz na mnie.- uśmiechnął się łobuzersko i puścił mi oczko.
-  Kurcze... przejrzałeś mnie. - uderzyłam go lekko w ramie dla żartu. - A tak na serio to dziękuję, że przyjechałeś. Jesteś prawdziwym przyjacielem. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Wiem, wiem, ale o tobie nie mogę tego samego powiedzieć. - udawał obrażonego. - Czemu nie odbierałaś ode mnie? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Miałam ciężkie chwile. Obiecuję, że po drodze ci wszystko opowiem, a teraz choć do domu. - słyszałam jak za mną idzie. Widziałam jego zmartwioną minę, ale na szczęście o nic nie pytał. Nie chciał  mnie męczyć, wie że i tak mu powiem.
Łukasz nie chciał długo siedzieć więc już po 15 minutach byliśmy w drodze do Wrocławia. Trochę pogadaliśmy o niczym, ale chciałam mu się już w końcu wygadać. Opowiedziałam mu o wszystkim. Trochę popłakałam, ale przy nim nie da się długo smucić więc po jakimś czasie się uspokoiłam.
- Nysia... jesteś pewna, że to dobry pomysł, że go tak okłamujesz? Przecież on cię kocha, ty go też, będziecie mieli dziecko więc w czym problem? - wiem, że stara się mnie zrozumieć, ale wiem też że to jest ciężkie.
- Łukasz, ja nie chcę go zatrzymywać przy sobie. Kocham go i chcę dla niego jak najlepiej. A powiedz szczerze, jakie życie czeka go ze mną? On zasługuje na kogoś lepszego. Wieżę, że z kimś innym będzie bardziej szczęśliwy.
- Dziewczyno czy ty siebie słyszysz? Co ty gadasz? To ty jesteś dla niego najlepszym co mu mogło się w  życiu przytrafić. Jesteś wspaniałą kobietą, do tego jesteś z nim w ciąży. Będziecie mieli dziecko, a dziecko potrzebuje ojca. - wkurzył się na mnie. Ale ja wiem co robię, bynajmniej tak mi się wydaje. Zrobiłam tak jak chciałam i tego się będę trzymać.
- Nie Łukasz ja już postanowiłam i zdania nie zmienię. Mam  nadzieję,  że nie będę żałować, że poprosiłam cię o pomoc. - spojrzałam na niego natarczywie.
- Jasne, nikomu nie powiem, ale uważam, że źle robisz. - odwróciłam wzrok do szyby. - Dobra, dajmy już temu spokój. Jesteś dorosła i sama podejmujesz decyzje. Jak coś to możesz na mnie zawsze liczyć.
W tej chwili dziękowałam Bogu, że mam tak wspaniałego przyjaciela.
Resztę drogi przejechaliśmy w  miłej atmosferze. Łukasz opowiadał o sobie, spotkał kogoś  i mówi, że ma nadzieję, że wyjdzie z tego coś więcej. Oby mu się udało. Zasługuje na szczęście.

W końcu dojechaliśmy do Wrocławia. Łukasz pomógł mi wnieść rzeczy, przywitał się z moimi rodzicami, pożegnał się ze mną i pojechał. Obiecałam, że jak się już trochę ogarnę to niedługo się spotkamy. Rodzice i Piotruś bardzo się cieszyli, że już jestem. Jak to mama od razu jedzonko, różne pytania, opowieści. Tak minął już tydzień odkąd tu jestem. Muszę przyznać, że to był dobry pomysł. Dobrze się tu czuję, mam bliskich, tylko brakuje mi Kacperka. Będę musiała pojechać na jego grób za jakiś czas. Szłam alejką w parku, myślałam nad wszystkim i nie zauważyłam, że z naprzeciwka ktoś idzie i wpadłam na tą osobę. Spojrzałam na tego kogoś i oniemiałam.
- K... Kornela? Co ty tu robisz? - tak bardzo się cieszyłam, że ją widzę. Bardzo za nią tęsknię.
- Ja? Co ty tu robisz? Przecież mieszkasz w Gorzowie.
- Już nie. Parę dni temu się przeprowadziłam do rodziców. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Bałam się, że mnie potępia za to co zrobiłam Kamilowi.
- To dlaczego się nie odezwałaś do mnie? Ty małpo wiesz jak ja za tobą tęskniłam? - po tym rzuciłam się jej na szyję. Ściskałyśmy się tak dobre pięć minut. Obie płakałyśmy, nie przeszkadzało nam zimno panujące na dworze.
- Tak wyszło, przepraszam.
- Dobra, choć pogadamy, ale nie tutaj. Zrobiło się zimno. Chodźmy do mnie. - spojrzałam na nią przestraszona. Wiem, że Kamil czasami mieszka u niej, a nie chciałam go spotkać.
- Nie bój się, nie ma go. Jest w trasie, wraca za trzy dni.
Poszłyśmy do Korni. Zrobiła nam gorącą czekoladę i zaczęłyśmy gadać.
- Trzymasz się jakoś Nysia?
- Tak, dziękuję już jest dużo lepiej. Pozbierałam się po tym wszystkim. - to nie była do końca prawda, ale po części jest trochę lepiej.
- To dobrze. Hmm... a powiesz mi co stało się między wami? - zapytała ostrożnie. - Bo szczerze to ja nie wieżę, że zdradziłaś Kamila. Wiem, że to jego dziecko. Chciałam mu to jakoś wbić do tego pustego łba, ale on za każdym razem mówi: Natalia by mnie nie okłamała, nie w takiej sytuacji". Tak jest cały czas. Mam go już powoli dość. Wygląda jak własny cień, w ogóle się nie uśmiecha. Stracił energię, która zawsze biła od niego na kilometr. Nawet na koncertach często się myli. Załamał się kompletnie. - popłakałam się, jak go sobie takim wyobraziłam to opadły ze mnie wszystkie siły. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam jej wszystko opowiadać.
- Czyli miałam rację! Wiedziałam, że byś tego nie zrobiła. Hmm... zaraz zaraz, czyli zrobiłaś to dla niego tak? - lekko skinęłam głową, na potwierdzenie jej słów.
- Boże jacy wy jesteście beznadziejnie głupi... Jak małe dzieci. Powiedz mi czy masz zamiar to jakoś wyjaśnić?
- Nie.
- Nie? I tyle? Zrezygnujesz ze szczęścia z własnej głupoty?
- Już ci mówiłam dlaczego to zrobiłam.
- Tak wiem, dobra, ale ja tak tego nie zostawię. Wtedy zobaczysz jaka potrafię być skuteczna. - uśmiechnęła się szeroko. Próbowałam jej wyperswadować ten jej plan, ale w ogóle mnie nie słuchała. Wieczorem wróciłam do domu, kamień spadł mi z serca, że się komuś wygadałam, ale boję się co zrobi. Wiem, że ma szalone pomysły...

7 komentarzy:

  1. Wow świetny kiedy nastepny.?
    Zapraszam : http://jamaican-trip.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :)
      Twój blog też jest świetny, czytam regularnie :)

      Usuń
  2. Świetny!!!
    Dodaj szybko nowy proszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tak dodaj szybko nowy.!! <33

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże jakie to cudowne. Wciągnęłam się. Dawaj szybko kolejny

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję wam bardzo :)
    Wasze komentarze bardzo motywują do dalszego pisania :)
    W weekend dodam nowy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite niesmaowite <3 Już nie mogę sie doczekać nastepnego ;d

    OdpowiedzUsuń