Minął już miesiąc, gdy zmarł mój kochany synek. Na nic nie mam siły, ciągle płaczę, najchętniej w ogóle bym nie wychodziła z łóżka. Chociaż i tak prawie wcale tego nie robię. Jednak muszę stwierdzić, że robię postępy. Jeszcze dzień temu w ogóle nie miałam kontaktu z rzeczywistością jednak dzisiaj jest inaczej. Mimo, że obudziłam się zalana łzami to czuję dzisiaj taką wewnętrzną potrzebę wyjścia z domu. Nawet mam siłę, żeby się ogarnąć. Pierwszy raz od miesiąca ubrałam się w normalne ciuchy. Wybierałam wszystko czarne, ale to i tak wielki postęp, bo zazwyczaj chodziłam w samej koszulce lub piżamie. Związałam włosy w luźnego koka i wyszłam na dwór. Dzień był wyjątkowo ładny, co mnie zdołowało. Listopadowe słońce przebijało się przez chmury i mnie oślepiało. Odechciało mi się wszystkiego. Powinnam się cieszyć tak ładną pogodą, ale jak ja mam to robić skoro jest mi tak źle na sercu? Jak mogę się cieszyć, gdy mój synek nie żyje? Długo nie chciałam się do tego przed sobą przyznać, ale taka jest racja i muszę się z tym pogodzić. Muszę przyjąć do wiadomości, że Kacperka już nie ma. Starałam się powstrzymać łzy, jednak nawet to mi nie wyszło. Szłam przed siebie, a łzy moczyły mój szalik. Tak na prawdę nie wiedziałam gdzie idę, dopiero gdy dotarłam na cmentarz, stwierdziłam, że dawno powinnam już tu przyjść.
Bałam się podejść do grobu Kacperka, nie wiedziałam w jakim stanie go zastanę. Co jeśli jest zaniedbany? Jednak mam nadzieję, że Kamil wpadał tu od czasu do czasu. Wiem, że próbował się ze mną kontaktować, zresztą nie tylko on. Dopiero dzisiaj włączyłam telefon i od razu przyszło wiele wiadomości, że ktoś do mnie dzwonił. W szczególności Kamil, ale rodzice także parę razy dzwonili. Co do Kamila to nie wiem co mam o tym myśleć. Zawiódł mnie, w tamtej chwili gdy zabrał mi Kacperka z rąk na prawdę go znienawidziłam, lecz teraz gdy patrzę na tą sytuację z perspektywy czasu rozumiem, że musiał to zrobić. Wiem, że jemu też było ciężko i zrobił to dla mnie, ale to niczego nie zmienia. Nie byłabym w stanie już z nim być, mimo, że wciąż go kocham. Chyba nigdy nie zapomnę tego co nas łączyło, ale wiem że nie mogłabym być szczęśliwa, gdy mojego synka już nie ma. On nie żyje, a ja mam się uśmiechać? Nie, nie mogłabym tego zrobić.
Na cmentarzy kupiłam pięć zniczy i bukiet kwiatów. Wolnym krokiem ruszyłam w alejkę, na której są pochowane malutkie dzieci. Dopiero co przestałam płakać,a już kolejna ich porcja piekła mnie pod powiekami i już po chwili płynęły równym strumieniem po mojej twarzy. W końcu doszłam do grobu Kacperka. Stało tam wiele zniczy, każdy z nich się palił. Były także świeże kwiaty. Widocznie ktoś z rodziny Kamila tu często przyjeżdża , bo wiem, że Kamil pewnie nie ma na to czasu. Za pewne wrócił do koncertowania. To w końcu jego praca.
Znalazłam trochę pustego miejsca i poustawiałam znicze i położyłam Kwiaty. Nie było tu ławki, dlatego nie myśląc długo usiadłam na ziemię. Nie myślałam o zimnie, które mnie ogarnęło. Najważniejsze w tej chwili było to, że mogę tu być. Siedziałam i płakałam. Co jakiś czas ktoś do mnie podchodził i pytał czy nie chcę pomocy, ale zbywałam ich bez słowa.
- Mój kochany syneczku... wieżę, że jest ci tam dobrze. - spojrzałam na coraz bardziej zachmurzone niebo.
- Mamusia bardzo cię kocha i nigdy nie przestanie. - nie mogłam powstrzymać histerii w moim głosie. Byłam cała roztrzęsiona, może to z zimna, a może przez nieustający płacz.
- Tak bardzo chciałabym cię przytulić.- wyszeptałam łamiącym się głosem.
- Dlaczego musiałeś odejść? Boże... dlaczego nie mogłeś zabrać mnie? On był jeszcze taki malutki... zrobiłabym dla niego wszystko. Gdybym mogła mu jakoś pomóc to oddałabym nawet za niego życie, bo bez niego nie czuję potrzeby by nadal być na tym świecie. Chciałabym być z nim w niebie. Jeśli to jedyna opcja to muszę to zrobić. Chcę być przy moim małym szczęściu. Tak na prawdę nie mam już po co żyć, nie mam dla kogo żyć. - mimo, że byłam cała przemoczona od kropli deszczu, który już jakiś czas pada, to poczułam ogromną ulgę. Już wiem co muszę zrobić i jestem na to gotowa. Spojrzałam w górę na niebo i lekko się uśmiechnęłam. Było już bardzo późno, bo prawie nic nie widziałam. Jednak nie chciałam jeszcze stąd odchodzić. Po chwili poczułam, że ktoś mi się przygląda. Miałam dreszcze na całym ciele, jednak w ogóle się nie bałam. Pomyślałam, że może Bóg mnie wysłuchał i ten ktoś pomoże mi dołączyć do mojego syneczka. Wstałam i odwróciłam się uśmiechnięta, ale gdy zobaczyłam kto przede mną mina mi zrzedła.
- Co ty tu robisz? - wyszeptał zaskoczony.
- Jak to co? Przyszłam odwiedzić grób mojego synka. - starałam się być twarda, nie okazać tych wszystkich sprzecznych emocji, które mną targają. Z jednej strony cieszę się, że go widzę, ale z drugiej, to uczucie jakie wobec niego żywię odżyło na nowo. Jednak muszę okazać obojętność, jeśli chcę zrealizować swój plan.
- Tak... oczywiście. Głupie pytanie. - zmieszał się trochę, ale widziałam, te iskierki w jego oczach, które ukazywały się gdy z czegoś się cieszył. Spoglądał na mnie jak zahipnotyzowany i dopiero po chwili do niego dotarło, że jestem cała przemoczona i trzęsę się z zimna. Zresztą on nie był w lepszym stanie. Był cały mokry, nawet torba mu przesiąkła. Widocznie od razu z trasy przyjechał tutaj. To mnie bardzo wzruszyło. Ja głupia myślałam, że on już zapomniał, a tak na prawdę to on okazał się lepszym rodzicem. To on tu przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, a ja tylko użalałam się nad sobą. Nie wiem czy zasłużyłam na to żeby do ciebie trafić synku. - pomyślałam coraz bardziej smutna.
Kamil chciał zdjąć z siebie kurtkę ale tez była mokra więc wiele by mi to nie dało. Spojrzał na mnie zawstydzony, że nie może mi pomóc.
- Ja już muszę iść. - nie wytrzymałabym dłużej tego spojrzenia. Nie mogę ulec, nie teraz.
- Nysia... - wyszeptał, prawie płacząc. - Proszę, daj mi szansę. Nie odtrącaj mnie kolejny raz. - widziałam pojawiające się łzy w jego oczach. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Wtuliłam się w niego, czułam jak obsypuje mnie pocałunkami. Chciałam się poddać tej chwili, ale dla naszego musiałam się powstrzymać. Odepchnęłam go na tyle mocno, żeby zrozumiał, że nie chcę. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy, bo bym się kolejny raz załamała. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość i dopiero wtedy na niego spojrzałam. To był błąd, kiedy zobaczyłam cierpienie w jego oczach, to było straszne. Nigdy go takim nie widziałam, a najgorsze było to, że to ja dałam mu te powody do cierpienia. Odrzuciłam go już kolejny raz.
- Nie myśl o tym, nie patrz na niego. - krzyczałam sama na siebie w myślach.
Podeszłam do grobu Kacperka i szepnęłam cicho, żeby Kamil nie usłyszał.
- Niedługo się spotkamy. - uśmiechnęłam się, ostatni raz spojrzałam na Kamila i odeszłam szybkim krokiem. Słyszałam wołanie Kamila, ale wygrałam walkę sama ze sobą i odeszłam nie patrząc na niego.
OCZAMI KAMILA:
Nie mogłem się nawet poruszyć. To było straszne. Kolejny raz mnie odrzuciła. Dlaczego? Ale najgorsze było to co powiedziała na koniec. Myślała, że nie słyszę, ale dokładnie usłyszałem jej słowa. Powiedziała: "Niedługo się spotkamy". O co jej chodziło? Co ona chciała zrobić? Nie wiem dlaczego, ale miałem złe przeczucie. Posiedziałem chwilę na cmentarzu, ale ta myśl nie dawała mi spokoju. Poszedłem do jej domu. Tą drogę już zawsze będę pamiętał. Z każdą minutą miałem coraz gorsze przeczucie. Ostatnie pięć minut drogi przebiegłem. Bałem się o nią. Jej oczy mówiły wszystko. Bardzo cierpiała, próbowała to ukryć, ale ja dobrze ją znam i wiem kiedy jest źle. Podbiegłem pod jej drzwi. Nawet nie próbowałem pukać, od razu wszedłem. Na szczęście drzwi były otwarte. Chciałem jej szukać po kolei w pokojach, jednak zrozumiałem, że ona musi być w pokoju Kacperka. Wpadłem tam zdyszany i pierwsze co zobaczyłem to pustą fiolkę jakichś tabletek leżącą koło fotela, na którym leżała nieprzytomna Nyśka. Sprawdziłem jej puls, był ledwo wyczuwalny. Zadzwoniłem szybko na pogotowie. Już po pół godzinie siedziałem niecierpliwie pod szpitalną salą. Lekarz jeszcze nic mi nie powiedział. Biegali co chwila, a to pielęgniarka, a to lekarz. W końcu po godzinie lekarz Nysi do mnie podszedł.
- Pan jest kimś z rodziny?
- Jestem... jestem jej chłopakiem. - wydukałem przestraszony. Bałem się, że ją też stracę. Nie zniósłbym tego, już nie.
- Więc, pani Natalia trafiła tutaj w ostatniej chwili. Gdyby nie to, że pan tak szybko zareagował to nie moglibyśmy jej pomóc. Dzięki panu pani Natalia żyje. - to było dla mnie najważniejsze. Kamień spadł mi z serca.
- Jest jeszcze jedna sprawa...
No i jest kolejny. Mam nadzieję, że ten tez wam się spodoba :)
Proszę o komentarze :)
Pozdrawiam.
Bałam się podejść do grobu Kacperka, nie wiedziałam w jakim stanie go zastanę. Co jeśli jest zaniedbany? Jednak mam nadzieję, że Kamil wpadał tu od czasu do czasu. Wiem, że próbował się ze mną kontaktować, zresztą nie tylko on. Dopiero dzisiaj włączyłam telefon i od razu przyszło wiele wiadomości, że ktoś do mnie dzwonił. W szczególności Kamil, ale rodzice także parę razy dzwonili. Co do Kamila to nie wiem co mam o tym myśleć. Zawiódł mnie, w tamtej chwili gdy zabrał mi Kacperka z rąk na prawdę go znienawidziłam, lecz teraz gdy patrzę na tą sytuację z perspektywy czasu rozumiem, że musiał to zrobić. Wiem, że jemu też było ciężko i zrobił to dla mnie, ale to niczego nie zmienia. Nie byłabym w stanie już z nim być, mimo, że wciąż go kocham. Chyba nigdy nie zapomnę tego co nas łączyło, ale wiem że nie mogłabym być szczęśliwa, gdy mojego synka już nie ma. On nie żyje, a ja mam się uśmiechać? Nie, nie mogłabym tego zrobić.
Na cmentarzy kupiłam pięć zniczy i bukiet kwiatów. Wolnym krokiem ruszyłam w alejkę, na której są pochowane malutkie dzieci. Dopiero co przestałam płakać,a już kolejna ich porcja piekła mnie pod powiekami i już po chwili płynęły równym strumieniem po mojej twarzy. W końcu doszłam do grobu Kacperka. Stało tam wiele zniczy, każdy z nich się palił. Były także świeże kwiaty. Widocznie ktoś z rodziny Kamila tu często przyjeżdża , bo wiem, że Kamil pewnie nie ma na to czasu. Za pewne wrócił do koncertowania. To w końcu jego praca.
Znalazłam trochę pustego miejsca i poustawiałam znicze i położyłam Kwiaty. Nie było tu ławki, dlatego nie myśląc długo usiadłam na ziemię. Nie myślałam o zimnie, które mnie ogarnęło. Najważniejsze w tej chwili było to, że mogę tu być. Siedziałam i płakałam. Co jakiś czas ktoś do mnie podchodził i pytał czy nie chcę pomocy, ale zbywałam ich bez słowa.
- Mój kochany syneczku... wieżę, że jest ci tam dobrze. - spojrzałam na coraz bardziej zachmurzone niebo.
- Mamusia bardzo cię kocha i nigdy nie przestanie. - nie mogłam powstrzymać histerii w moim głosie. Byłam cała roztrzęsiona, może to z zimna, a może przez nieustający płacz.
- Tak bardzo chciałabym cię przytulić.- wyszeptałam łamiącym się głosem.
- Dlaczego musiałeś odejść? Boże... dlaczego nie mogłeś zabrać mnie? On był jeszcze taki malutki... zrobiłabym dla niego wszystko. Gdybym mogła mu jakoś pomóc to oddałabym nawet za niego życie, bo bez niego nie czuję potrzeby by nadal być na tym świecie. Chciałabym być z nim w niebie. Jeśli to jedyna opcja to muszę to zrobić. Chcę być przy moim małym szczęściu. Tak na prawdę nie mam już po co żyć, nie mam dla kogo żyć. - mimo, że byłam cała przemoczona od kropli deszczu, który już jakiś czas pada, to poczułam ogromną ulgę. Już wiem co muszę zrobić i jestem na to gotowa. Spojrzałam w górę na niebo i lekko się uśmiechnęłam. Było już bardzo późno, bo prawie nic nie widziałam. Jednak nie chciałam jeszcze stąd odchodzić. Po chwili poczułam, że ktoś mi się przygląda. Miałam dreszcze na całym ciele, jednak w ogóle się nie bałam. Pomyślałam, że może Bóg mnie wysłuchał i ten ktoś pomoże mi dołączyć do mojego syneczka. Wstałam i odwróciłam się uśmiechnięta, ale gdy zobaczyłam kto przede mną mina mi zrzedła.
- Co ty tu robisz? - wyszeptał zaskoczony.
- Jak to co? Przyszłam odwiedzić grób mojego synka. - starałam się być twarda, nie okazać tych wszystkich sprzecznych emocji, które mną targają. Z jednej strony cieszę się, że go widzę, ale z drugiej, to uczucie jakie wobec niego żywię odżyło na nowo. Jednak muszę okazać obojętność, jeśli chcę zrealizować swój plan.
- Tak... oczywiście. Głupie pytanie. - zmieszał się trochę, ale widziałam, te iskierki w jego oczach, które ukazywały się gdy z czegoś się cieszył. Spoglądał na mnie jak zahipnotyzowany i dopiero po chwili do niego dotarło, że jestem cała przemoczona i trzęsę się z zimna. Zresztą on nie był w lepszym stanie. Był cały mokry, nawet torba mu przesiąkła. Widocznie od razu z trasy przyjechał tutaj. To mnie bardzo wzruszyło. Ja głupia myślałam, że on już zapomniał, a tak na prawdę to on okazał się lepszym rodzicem. To on tu przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, a ja tylko użalałam się nad sobą. Nie wiem czy zasłużyłam na to żeby do ciebie trafić synku. - pomyślałam coraz bardziej smutna.
Kamil chciał zdjąć z siebie kurtkę ale tez była mokra więc wiele by mi to nie dało. Spojrzał na mnie zawstydzony, że nie może mi pomóc.
- Ja już muszę iść. - nie wytrzymałabym dłużej tego spojrzenia. Nie mogę ulec, nie teraz.
- Nysia... - wyszeptał, prawie płacząc. - Proszę, daj mi szansę. Nie odtrącaj mnie kolejny raz. - widziałam pojawiające się łzy w jego oczach. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Wtuliłam się w niego, czułam jak obsypuje mnie pocałunkami. Chciałam się poddać tej chwili, ale dla naszego musiałam się powstrzymać. Odepchnęłam go na tyle mocno, żeby zrozumiał, że nie chcę. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy, bo bym się kolejny raz załamała. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość i dopiero wtedy na niego spojrzałam. To był błąd, kiedy zobaczyłam cierpienie w jego oczach, to było straszne. Nigdy go takim nie widziałam, a najgorsze było to, że to ja dałam mu te powody do cierpienia. Odrzuciłam go już kolejny raz.
- Nie myśl o tym, nie patrz na niego. - krzyczałam sama na siebie w myślach.
Podeszłam do grobu Kacperka i szepnęłam cicho, żeby Kamil nie usłyszał.
- Niedługo się spotkamy. - uśmiechnęłam się, ostatni raz spojrzałam na Kamila i odeszłam szybkim krokiem. Słyszałam wołanie Kamila, ale wygrałam walkę sama ze sobą i odeszłam nie patrząc na niego.
OCZAMI KAMILA:
Nie mogłem się nawet poruszyć. To było straszne. Kolejny raz mnie odrzuciła. Dlaczego? Ale najgorsze było to co powiedziała na koniec. Myślała, że nie słyszę, ale dokładnie usłyszałem jej słowa. Powiedziała: "Niedługo się spotkamy". O co jej chodziło? Co ona chciała zrobić? Nie wiem dlaczego, ale miałem złe przeczucie. Posiedziałem chwilę na cmentarzu, ale ta myśl nie dawała mi spokoju. Poszedłem do jej domu. Tą drogę już zawsze będę pamiętał. Z każdą minutą miałem coraz gorsze przeczucie. Ostatnie pięć minut drogi przebiegłem. Bałem się o nią. Jej oczy mówiły wszystko. Bardzo cierpiała, próbowała to ukryć, ale ja dobrze ją znam i wiem kiedy jest źle. Podbiegłem pod jej drzwi. Nawet nie próbowałem pukać, od razu wszedłem. Na szczęście drzwi były otwarte. Chciałem jej szukać po kolei w pokojach, jednak zrozumiałem, że ona musi być w pokoju Kacperka. Wpadłem tam zdyszany i pierwsze co zobaczyłem to pustą fiolkę jakichś tabletek leżącą koło fotela, na którym leżała nieprzytomna Nyśka. Sprawdziłem jej puls, był ledwo wyczuwalny. Zadzwoniłem szybko na pogotowie. Już po pół godzinie siedziałem niecierpliwie pod szpitalną salą. Lekarz jeszcze nic mi nie powiedział. Biegali co chwila, a to pielęgniarka, a to lekarz. W końcu po godzinie lekarz Nysi do mnie podszedł.
- Pan jest kimś z rodziny?
- Jestem... jestem jej chłopakiem. - wydukałem przestraszony. Bałem się, że ją też stracę. Nie zniósłbym tego, już nie.
- Więc, pani Natalia trafiła tutaj w ostatniej chwili. Gdyby nie to, że pan tak szybko zareagował to nie moglibyśmy jej pomóc. Dzięki panu pani Natalia żyje. - to było dla mnie najważniejsze. Kamień spadł mi z serca.
- Jest jeszcze jedna sprawa...
No i jest kolejny. Mam nadzieję, że ten tez wam się spodoba :)
Proszę o komentarze :)
Pozdrawiam.
swietny , swietny :> ciekawe co lekarz mu powie , nie moge sie doczekac !
OdpowiedzUsuńPopieram Anonimka ;)
OdpowiedzUsuńMoże niech ona będzie w ciąży drugie dziecko te które w sobie by nosiła nadałoby jej życiu sens już miałaby dla kogo żyć. Dla tego dziecka i przede wszystkim dla Kamila :D Rozdział świetny <3
OdpowiedzUsuńDzięki za pomysł :) Jeszcze nie wiem, co będzie dalej, muszę to przemyśleć :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że wam się podoba :)
mnie się podoba :) ale ciąża znowu? nie...... Oni są trochę za młodzi i wgl...
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny???
OdpowiedzUsuń