sobota, 12 października 2013

Rozdział 31

Codziennie spotykałam się z Kornelą. Nic nie wspominała o swoim planie, a jak próbowałam o coś podpytać to mnie zbywała. Oczywiście chciałam ją przekonać, żeby dała temu spokój, ale jak to ona w ogóle mnie nie słuchała. Została jeden dzień do przyjazdu Kamila i szczerze to chyba jeszcze dzisiaj pojadę do siebie do Gorzowa. Chociaż wiem, że mam marne szanse, bo Korni i tak mnie nie puści.
Siedziałam właśnie u niej w mieszkaniu, oglądałyśmy jakiś głupi film, gdy nagle ktoś przekręcił klucz w zamku. Momentalnie zamarłam. To na pewno Kamil, ja nie chcę, nie mogę się teraz z nim spotkać. Błagam, tylko nie on...
- Korni... zabiję cię. To był ten twój plan? - spojrzałam na nią ze złością.
- Nyśka, przysięgam, że nic o tym nie wiedziałam, poza tym to może nie on.-  w tym momencie do pokoju wszedł chłopak bardzo podobny do Kamila. Od razu odetchnęłam z ulgą.
- Cześć siostra. - cmoknął Kornele w policzek i spojrzał z szyderczym uśmiechem na mnie. - A to oto moja niedoszła bratowa tak? - głupio mi się zrobiło pod tym jego natarczywym spojrzeniem, ale nie dziwię mu się. Też bym znienawidziła kogoś kto skrzywdziłby bliską mi osobę.
- Kondzio, daruj sobie. Poznaj Nyśkę, matkę dziecka twojego brata. - uśmiechnęła się szeroko, a on spojrzał na nią jak na głupią.
- Jasne, weź mi tu nie wkręcaj, bo ja dobrze wiem, że to dziecko nie jest Kamila. Przez nią się załamał, a ty jeszcze z nią gadasz? Nie ma co niezła z ciebie siostra. - jego słowa ociekały sarkazmem.
- Hm... Korni to ja może się będę zbierać... nie będę przeszkadzać. - wyszeptałam zażenowana. Wstała i chciałam iść się ubierać, ale Kornela mi przeszkodziła.
- Nie! Nikt stąd teraz nie wyjdzie. Konrad usiądź. - rozkazała bratu surowym głosem i o dziwo poskutkowało. - Musisz wszystkiego wysłuchać na spokojnie. Mówiłam już ci coś na ten temat i miałam rację. - uśmiechnęła się zwycięsko, po czym zwróciła się do mnie. - A ty Nysia usiądź i się nie denerwuj. Wiesz, że w twoim stanie to nie wskazane. - spojrzała na mnie pocieszająco.
- Dobrze to Kondzio słuchaj... - opowiedziała mu wszystko dokładnie. Ja gdybym mogła zapadłabym się pod ziemię. Głupio mi było słuchać tego wszystkiego. Gdy Kornela skończyła opowiadać, Kondzio spojrzał na mnie z szeroko otwartymi ustami.
- To prawda? - spytał zszokowany.
- Tak... ja na prawdę chciałam dla niego jak najlepiej. Wierzyłam, że z kimś innym będzie mu lepiej. - spuściłam wzrok zawstydzona własną głupotą.
- Przepraszam... Nie powinienem tak ci dowalać, bynajmniej nie w twoim stanie. - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie masz za co przepraszać. Należało mi się i tylko ty miałeś śmiałość powiedzieć to co wszyscy myślą.
- Ale i tak przepraszam. - wyciągnął do mnie rękę. - To co zgoda? Zaczniemy od początku? - uśmiech wykwitł na mojej twarzy.
- Cześć, jestem Nyśka. - podałam mu dłoń i mocno uścisnęłam.
- Kondzio, ten mądrzejszy i przystojniejszy. - ach ten ich uśmiech to musi być rodzinny. Kornela zdzieliła go poduszką w głowę głośno się śmiejąc.
- Coś ci się pomyliło braciszku... Jesteś najmłodszy więc to ja i Kamil odziedziczyliśmy to co najlepsze, ale i tak cię kocham. - przytuliła się do niego i pogłaskała go po głowie z rozbrajającą miną. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Widać, że się kochają.
- Nyśka nie słuchaj jej, bredzi. - uniósł znacząco brwi do góry.
- Dobra, dobra... powiedzmy, że całe wasze rodzeństwo jest na tym samym poziomie. - spojrzeli na mnie spod byka.
- Teraz to mi dowaliłaś. - powiedzieli jednocześnie, na co ja jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać, a oni razem ze mną.
- A tak na serio to co teraz zrobisz? Przecież musisz mu powiedzieć. To jego dziecko. On jest załamany, musisz mu pomóc się pozbierać.
- Brat nie martw się, twoja mądra siostrzyczka już coś wymyśliła. - szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy,a  ja się skrzywiłam.
- Nysia, współczuję ci. Jak ona coś wymyśli to można się bać. - zaczął się ze mnie śmiać. - Właściwie to już nie masz zbyt dużo czasu na przygotowanie psychiczne, bo przecież on niedługo będzie. - spojrzałam się na niego a potem na Kornele, dziwnie się na niego spojrzała i wymachiwała rękoma.
- To... to znaczy, że... że - Korni nie dała mu dokończyć.
- To znaczy,  że przecież już jutro wieczorem wraca Kamil.  - spojrzała na Kondzia wymownie. Nie rozumiałam o co chodzi, ale ok.
Gadaliśmy jeszcze dość długo. Uśmiałam się za wszystkie czasy. Rodzeństwo opowiadało wiele śmiesznych historii z ich życia. Sporo opowiadali o Kamilu. Chłonęłam każde słowo, które wydobywało się z ich ust, bo tak na prawdę nie wiedziałam zbyt dużo o Kamilu,a  mimo to, to co wiedziałam wystarczyło mi żeby się w nim zakochać. Chciałabym móc go poznawać codziennie na nowo, ale boję się, że to nie będzie mi dane.
Było już nieźle po 23. Trochę byłam śpiąca, nie powiem, że nie.
- Dobra, ja się będę zbierać. - spojrzeli na mnie dziś już któryś z kolei raz jak na głupią.
- Dobry żart. Nigdzie nie idziesz. Zostaniesz tutaj na noc. - odwdzięczyłam im się takim samym spojrzeniem.
- Mam swój dom, więc do niego wrócę.
- Nie ma mowy, jest już ciemno, zimno i nie będziesz się teraz tłuc do siebie. Śpisz tutaj, bez gadania.
- Kondzio ma rację. Nyśka nie ma sensu,  żebyś teraz wracała. Już późno. Będziesz spała w pokoju Kamila. - nie chciałam się z nimi kłócić, więc dałam już temu spokój.
- Ale Kamil na pewno wraca jutro wieczorem tak? - zapytałam dla upewnienia się.
- Tak. - oboje skinęli głową na potwierdzenie. Widziałam, że Kondzio  zaczął się dziwnie uśmiechać, ale byłam tak zmęczona, że nie wzbudziło to we mnie zainteresowania, bo oczy same zaczęły mi się zamykać.
- Choć, dam ci coś do spania. Widzę, że jesteś zmęczona. - poszłam z Kornelą, dała mi króciutkie spodenki, a koszulkę miałam wziąć z szafy Kamila.
Pożegnałam się z nimi i poszłam spać. Nawet nie miałam siły się wykąpać. Od razu padłam na łóżko. Przed snem zdążyłam poczuć jeszcze wspaniały zapach poduszki. Pachniała tak jak Kamil. Z uśmiechem na ustach zasnęłam...
Przebudziłam się bo poczułam, że muszę iść do łazienki. Taka już natura kobiet  w ciąży, sikają więcej niż zdążą wypić przez cały dzień :) Zwlekłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki, prawie z zamkniętymi oczami. Przez to nie zauważyłam, że światło jest zapalone. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Zaczęłam, mrugać jakbym zobaczyła ducha. Jednak to nie był duch, tylko Kamil w dodatku nagi Kamil. Widziałam pojedyncze kropelki spływające po jego nagim ciele. Spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczyma...

8 komentarzy:

  1. Ja pierdole. Czytałam rozdział z otwartymi ustami ;) Rozdział przecudowny no po prostu magia.!! <33 Błagam szybko kolejny ;))

    P.S. Kiedy można nowego się spodziewać?? ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahah <3 najlepsza końcówka!!! <333
    W takim momencie przerwac?!!? :(

    OdpowiedzUsuń
  3. ale swietny!!
    Kiedy kolejny???

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham!!!!!!!!
    Proszę o dodanie szybko następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O Cie bracie <3 Kiedy następny ? :D Kochamm<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha, jak mogłaś przerwać w takim momencie!? :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję wam bardzo :)
    Wasze komentarze wiele dla mnie znaczą :)
    Postaram się dodać następny jakoś na początku tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy można się spodziewać kolejnego? ;)

    OdpowiedzUsuń