- Nysia... bo przed chwilą dzwoniła do mnie... moja była dziewczyna. - to teraz już wszystko jasne. Super, pewnie chce do niego wrócić, a ja pójdę w odstawkę. - Ona prosi mnie, żebym przyjechał bo jest w szpitalu...
- To co ty tu jeszcze robisz? Leć, przecież ona sobie sama nie poradzi! - teraz już nie wytrzymałam i sarkazmu w mojej wypowiedzi nie dało się nie zauważyć.
- Ale... to nie tak. Ona twierdzi, że za parę dni... - nie dokończył, schował twarz w dłonie. Widziałam, że kompletnie się załamał. Chciałam go pocieszyć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam i odwróciłam wzrok, żeby nie widzieć jak cierpi.
- No co!? Co za parę dni!? Kami wy już nie jesteście ze sobą od prawie dziewięciu miesięcy, czego ona może teraz od ciebie chcieć? - krzyczałam przez łzy. Kamil spojrzał na mnie błagalnie, widziałam łzy w jego oczach.
- Cholerne dziewięć miesięcy. - wyszeptał z taką złością, aż się wzdrygnęłam.
Zaraz, zaraz. Dziewięć miesięcy. Coś mi przyszło na myśl. Nie to nie może być prawda. Błagam tylko nie to.
- Kamil, proszę powiedz, że to nie prawda... Kamil... - osunęłam się po ścianie. Skuliłam się i nie mogłam powstrzymać płaczu. Poczułam po chwili, jak Kamil siada obok mnie i z całej siły przytula mnie do siebie.
- Nysia... Nysia, ja nie wiedziałem... nie chciałem... Nysia proszę wybacz mi. - szeptał i płakał. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Minutę, godzinę, czy może nawet trzy. Po pewnym czasie, uspokoiliśmy się oboje i chciałam z nim pogadać tak na spokojnie.
- Kamil, ty jesteś tego pewny, że ona jest z tobą w ... w ciąży? - ostatnie słowo nie chciało mi przejść przez gardło.
- Nie wiem, nie mam pojęcie czy mówi prawdę. Twierdzi, że na dniach ma rodzić. Raczej w tej sytuacji by nie kłamała, bo przecież musi mieć duży brzuch. Tylko teraz pytanie, czy to na pewno moje dziecko.
- Tak właściwie to dlaczego się rozstaliście? - zapytałam niepewnie.
- Szczerze to sam nie wiem. Jakoś tak wyszło, ona miała swoje plany, twierdziła, że przeze mnie nie może się rozwijać. Zerwała ze mną i tyle. Później nie odzywała się do mnie, aż do teraz.
- Właśnie teraz, gdy jesteś ze mną? Przecież jak ona urodzi to wszystko się zmieni na gorsze. Jak ty to sobie wyobrażasz? Będziesz miał koncerty, wolnego parę dni i będziesz musiał ten czas poświęcić dziecku, a gdzie ja w tym wszystkim? Już chyba w ogóle nie będziemy się widywać. - czułam, że za chwilę znowu się popłaczę.
- Nie pozwolę na to. Rozumiesz? Zrobię wszystko, żebyśmy byli razem. Obiecuję ci, że jeśli jeszcze będziesz chciała ze mną być to będziemy razem. Kocham cię. Musisz mi zaufać. - wiedziałam, że to dla niego też trudne, dlatego pomyślałam, że musimy się wzajemnie wspierać.
- Kamil, niczego innego nie pragnę tak bardzo jak bycia z tobą. Kocham cię i postaram się wspierać cię w tej sytuacji. - widziałam ulgę w jego oczach. Szczerze to ja tez trochę odetchnęłam, bo chociaż wiem, że się kochamy i razem jakoś damy radę. Wiem, że będzie ciężko, ale będziemy się wspierać.
- Dziękuję ci kochanie. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - wziął mnie w ramiona i mocno przytulił.
- Kamil zadzwoń do niej, musisz tam pojechać. W jakim mieście jest?
- Tak właściwie to tutaj. Ona ma tu rodzinę i widocznie u nich się zatrzymała. - zrobiłam wielkie oczy. Nie myślałam, że już tak szybko będziemy musieli stawić czoło tej sytuacji.
- Pojedź do niej. Musisz to zrobić. To twoje dziecko. - nie chciałam się z tym pogodzić, ale taka była prawda.
- Jeszcze nic nie wiadomo. Może okaże się inaczej. - widziałam, że stara się w to uwierzyć, ale sam nie jest do końca przekonany. Nagle usłyszeliśmy dźwięk jego telefonu.
Kamil rozmawiał zdenerwowany jakiś czas. Chodził po pokoju jak opętany. Nie rozumiałam wiele, z tego co mówił, bo słyszałam tylko urywki rozmowy. W końcu przestał rozmawiać.
- Kamil co jest?
- Dzwonili ze szpitala, coś jest nie tak z Karoliną. Będzie miała cesarskie cięcie, żeby dziecku się nic nie stało. Prosili żebym przyjechał, skoro jestem ojcem dziecka. - spojrzał na mnie błagalnie. - Nysia, proszę pojedź tam ze mną.
- Co? Przecież w niczym ci nie pomogę, ciebie prosili żebyś przyjechał.
- Proszę... ja nie dam razy sam.
- Dobra, już tylko się przebiorę. - narzuciłam na siebie, czarne rurki, bluzkę mgiełkę, do tego baleriny i już byłam gotowa. Kamil czekał już przy drzwiach. Jechaliśmy do szpitala w milczeniu. Parę razy Kamil o mało co nie wjechał w samochód przed nami. Nie dziwię mu się. W końcu zaparkował po szpitalem. Chwilę zwlekaliśmy z wyjściem z samochodu, jednak nie udało by się nam tego już dłużej odwlekać bo znowu zadzwonili ze szpitala. Pobiegliśmy na odział ginekologiczny i od razu poprosiliśmy o jakieś informacje. Zaprowadzono nas pod porodówkę i czekaliśmy w napięciu. Nikt nie chciał nam powiedzieć co i jak. Wszyscy chodzili w te i z powrotem. Widocznie coś było nie tak. Kamil już cały się trząsł ze zdenerwowania. Usiadłam obok niego na ławce i mocno przytuliłam. Po jakiejś godzinie, wyszedł z sali porodowej lekarz.
- Panie doktorze co z nimi? - zapytał się Kamil
- Nie było łatwo, ale uratowaliśmy dziecko. Wszystko z nim w porządku, ma pan synka, bardzo silnego. Natomiast, z panią Karoliną nie jest dobrze. Opanowaliśmy sytuację, jednak nie wiem co przyniosą najbliższe godziny. Za chwilę ją przewiozą na oiom, jest przytomna i prosiła, żeby pana do niej zaprowadzić. Więc proszę chwilę poczekać na pielęgniarkę, która was zaprowadzi do niej.
- Dziękuję, a czy mogę zobaczyć dziecko?
- Tak oczywiście, proszę za mną. - poszliśmy za lekarzem. Bałam się tam wejść, jednak Kamil trzymał mnie za rękę i nie pozwolił mi zostać samej. Weszliśmy do małego pomieszczenia, w którym była pielęgniarka z maleństwem na rękach. Podeszliśmy niepewnie.
- Chce pan potrzymać synka? - zapytała pielęgniarka. Widać było, że poznała Kamila, jednak nie dała tego po sobie poznać. Byliśmy jej za to wdzięczni. Kamil delikatnie wziął na ręce swojego synka. Maleństwo spało, dziecko było na prawdę śliczne. Kamil bał się, że zrobi mu krzywdę, ale dzielnie dawał radę. Ten widok był wzruszający.
- Chcesz potrzymać małego? - zapytał mnie Kamil.
- Ja? No coś ty.
- Oj Nyśka, choć tu. - podeszłam do nich, Kamil podał mi malutkiego. W tej chwili nie wiedziałam co czuć, niby byłam zła, ale teraz gdy trzymałam go na rękach poczułam takie miłe uczucie. Pomyślałam, że sama bym chciała mieć takie maleństwo. Oddałam chłopca pielęgniarce i poszliśmy do Karoliny. Weszliśmy tam razem. Wyglądała nie za dobrze. Spojrzała na nas i delikatnie się uśmiechnęła.
- Kamil, dziękuję, że przyszedłeś. Tobie też dziękuję. - spojrzała na mnie.
- Mi? Mi nie masz za co dziękować. Po prostu jestem tu bo Kamil tego chciał.
- Wiem, ale i tak dziękuję. - widziałam, że każde słowo sprawia jej wielką trudność.
- Kamil, przepraszam, że nie powiedziałam ci od razu... wiem popełniłam błąd, ale zawsze wiedziałam, że na ciebie będę mogła liczyć. Proszę nie myśl o mnie źle. - powiedziała do Kamila po czym zwróciła się do mnie. - Mogłybyśmy porozmawiać? - wyszeptała coraz słabsza.
- T...tak . - Kamil się zdziwił jednak spełnił jej prośbę i wyszedł z sali.
- Wiem, że nie mam prawa cię o to prosić, ale nie mam wyjścia. Wiem w jakim jestem stanie. Proszę cię, abyś zaopiekowała się moim synkiem. Wiem, że kochacie się z Kamilem i wierzę, że stworzycie dla Kacperka prawdziwy dom. Proszę bądź dla niego dobrą matką. - uścisnęła mi rękę. Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza i w tym momencie, tak jakby zapadła się w sobie. Jakby uszło z niej całe życie. Jednak ja słyszałam tylko jeden głuchy dźwięk wydobywający się z aparatury podłączonej do Karoliny, który oznacza, że serce pacjenta przestało bić.
Wszystko działo się jak na przyspieszonych obrotach, lekarze przy niej biegali, próbowali ją ratować.
Lekarz spojrzał na mnie i ze zrezygnowaniem pokręcił głową. Zanim wyszłam z tej sali usłyszałam tylko krótkie zdanie.
- Zgon nastąpił o 16:45. - wybiegłam na korytarz prosto w ramiona Kamila.
- Ona... ona umarła. - wydukałam, przez łzy.
Zachęcam do komentowania. Mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Świetny!!!!!
OdpowiedzUsuńI w takim momencie kończysz???
Kiedy kolejny????
Oj widze ze lubisz dręczyć ludzi :D
OdpowiedzUsuńChcesz abym na zawał zeszła przy tym komputerze
Ja już chce następny rozdział niemoge się doczekać :)
Ejj no zabrałaś mi pomysł! :D Jak chciałam rozegrać tak sytuację w moim blogu a teraz muszę wymyślić coś innego :P Rozdział świetny i zapraszam do mnie na www.milosc-w-rytmie-reagge.bloog.pl na nowy rozdział który pojawił się wczoraj :D
OdpowiedzUsuńCzytam regularnie twojego bloga :) Super piszesz :) i dzięki, za to, że tez czytasz mojego bloga :)
UsuńPS.
Przepraszam za zabranie ci pomysłu :)
Spoko wpadłam już na inny pomysł także się nie gniewam ;D i dziękuje za miłe słowa dotyczące mojego opowiadania
Usuńo kurde... ale akcja....
OdpowiedzUsuńMusiałaś tak przerwać :(((
rozdział dobry naprawdę, ale kurde ale się porobilo ;//
nie wiem czy Natalia bedzie kochac to dziecko jak swoje
a moze okaże się, że... To dziecko nie jest Kamila?? I beda starali sie odnalezc prawdziwego ojca tego dziecka, a jak nie odnajda lub ten facet nie bedzie chcial sie nim opiekowac wyrzeknie sie itd, to w tedy oni zaadoptują tego chlopczyka? :)
OdpowiedzUsuńco ty na to? :))
Dzięki za propozycję :) tak właściwie to też o tym myślałam, ale nie wiem jeszcze jak to dalej opisze :) Też jestem ciekawa co wymyślę :)
Usuńalbo co ty na to :
UsuńPrzez jakiś krótki czas Kamil z Nyską będą opiekowali się bobasem po jakiś paru tygodniach czy nawet od razu pojawi się prawdziwy ojciec dziecka (czyli nie Kamil) i bedzie chcial odebrać małego (w tedy np. sąd będzie i rozprawa itd) i przydzielą dziecku prawdziwemu tacie: )
No nawet dobry pomysł :) Dzięki za propozycję :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNie żeby coś , ale jesteś GENIALNA . Liv
OdpowiedzUsuńKiedy Kolejny???
OdpowiedzUsuńPostaram się dodać coś w weekend :)
OdpowiedzUsuń