sobota, 21 września 2013

Rozdział 25

Nie mogłam się po tym pozbierać. Siedzieliśmy na szpitalnym korytarzu. Kamil przytulał mnie i pocieszał, mimo że sam ledwo co się trzymał. Ta sytuacja przerastała nas oboje, a przecież nie powiedziałam mu jeszcze wszystkiego.
- Kamil... ja nie wiem co mam teraz zrobić. Ona mnie prosiła, zanim umarła, abym zajęła się tym dzieckiem. Chciała, żebym była dla niego matką, wiedziała, że umiera. - powiedziałam i momentalnie znowu wybuchłam płaczem. Kamil spoglądał na mnie wielkimi oczami.
- Ale jak to?
- Nie wiem, czemu to zrobiła, przecież w ogóle mnie nie znała. Powierzyła mi swoje dziecko,  a nawet nie wie jakim jestem człowiekiem. - byłam zdezorientowana.
- Karolina zaufała ci, bo wie, że nie był bym z kimś kto nie ma serca i jest złym człowiekiem. Wie, że będziesz dobą matką. - przytulił mnie bardzo mocno.
- Nie... nie, Kamil ja nie mogę być matką dla tego dziecka. Jak ty to sobie wyobrażasz? Nie dam sobie rady, to jest twoje dziecko. Gdzie ja w tym wszystkim? - źle się czułam z tą prośbą. Nie ważne co zrobię, to i tak będę czuła, że źle wybrałam.
- Nyśka, posłuchaj zrobisz co będziesz chciała, ale proszę przemyśl to. Ja nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzę, lub poradzimy. - spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. - Ale wiem jedno, nie mogę zostawić tego maleństwa na pastwę losu. - zawsze wiedziałam, że Kamil jest wspaniałym człowiekiem, ale nie myślałam, że będzie w stanie zrobić coś takiego.
- Na prawdę chcesz się nim zaopiekować? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że tak. Muszę to zrobić. To też moje dziecko.
- A co jeśli to nie jest twoje dziecko? - może na prawdę to nie było jego dziecko, może ona zaszła w ciążę z kimś innym, od razu po rozstaniu z Kamilem?
- Nie wiem, ale póki nie zrobię testów na potwierdzenie ojcostwa moim obowiązkiem jest zająć się małym. Szczególnie w tej sytuacji. - na prawdę go zaczęłam podziwiać coraz bardziej.
- Dobrze,w takim razie obiecuję, że pomogę ci na tyle ile będę  mogła. - uśmiechnęłam się słabo. Wiem, że będzie ciężko, ale razem damy radę. Kamil wziął mnie w ramiona i wirowaliśmy na szpitalnym korytarzu. Pewnie dziwnie to wyglądało, Karolina dopiero co umarła, a my się cieszymy w najlepsze. Ale taka jest sytuacja, wiemy że możemy na siebie liczyć to się cieszymy.
- Dziękuję. Kocham cię wiesz? - szepnął cichutko.
- Wiem, wiem. Ja ciebie też. - dałam mu całusa w usta.  - Ale co będzie  z koncertami? - to był duży problem, przecież niedługo skończy mu się urlop i co potem?
- Muszę odwołam trasę. Pogadam z Anetą, jakoś to załatwi. Mamy teraz większy problem. - spojrzałam na niego przerażona. O co mu chodzi? Mało już mamy problemów?
- No wiesz, nie mamy nic co potrzebuje dziecko. Poza tym nie wiem, jak tak małe dziecko zniesie podróż do Wrocławia. - spojrzałam na niego jak na głupka.
- Nie ma mowy o przewożeniu małego do Wrocławia. Mam duże mieszkanie. Możecie u mnie zamieszkać. Wszystko jakoś załatwimy.
- Na serio? To by było wspaniałe rozwiązanie.
- Wiem, wiem. Choć musimy pogadać z lekarzem, kiedy będziemy mogli zabrać go do domu.
- A właśnie, jak my go nazwiemy?
- Kacperek. - Kamil spojrzał na mnie zdziwiony. - Karolina tak go nazwała.
- Hmmm... ładnie. W takim razie choć dowiemy się co z naszym synkiem, Kacperkiem. - jak to dziwnie brzmi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego z czym mamy zamiar się zmierzyć. Będziemy rodzicami, bynajmniej przez jakiś czas.
Lekarz powiedział, że Kacperek jest w bardzo dobrej formie i już za trzy dni będziemy mogli go zabrać do domu. Poszliśmy do mnie i zaczęliśmy robić porządki w mojej - teraz już naszej - sypialni. Przestawiliśmy wszystko tak, aby zmieściło się blisko naszego łóżka, łóżeczko dla Kacperka. Potem zrobiliśmy listę co jest na potrzebne, dla małego. Lista była na prawdę bardzo długa. Jejku nawet nie wiedziałam, że aż tyle tego musimy mieć. Ustaliliśmy, że jutro z rana idziemy na zakupy. Wieczorem zmęczeni padliśmy na łóżko. Nie spałam zbyt dobrze,   wierciłam się, zresztą Kamil podobnie. Oboje przejmowaliśmy się tym, co  nas czeka. Jednak gdy złączyliśmy się w jedność w mocnym uścisku, od razu poczuliśmy ulgę. Zasnęliśmy natychmiast. Rano wstaliśmy szybko zjedliśmy śniadanie i już o 11:20 byliśmy w sklepie dziecięcym. W szpitalu ustaliliśmy, że moją się zająć dzieckiem póki nie przyjdziemy. Wyjaśniliśmy jaka jest sytuacja i na szczęście wszystko zrozumieli. Najpierw kupiliśmy mnóstwo ciuszków. Kamil biegał po sklepie jak szalony. Najchętniej wszystko by wykupił, jednak ja byłam bardziej rozsądna pod tym względem i trochę go hamowałam w tej rozrzutności. Mieliśmy tylko nadzieję, że nikt nie rozpozna Kamila. Specjalnie ubrał sweter który ma bardzo duży kaptur i prawie nie widać było jego twarzy. Chodziliśmy po sklepach do wieczora. Co jakiś czas tylko dowoziliśmy do domu kolejne zakupy. Znaleźliśmy piękny wózek, nosidełko, kołyskę, przewijak  i wszystko inne co było nam potrzebne.  Wieczorem nie mieliśmy na nic siły, nawet nie poustawialiśmy niczego tylko poszliśmy od razu spać.
Następny dzień minął nam równie szybko, w jednym z pokoi przemalowaliśmy ściany na błękitno i ustawiliśmy wszystko co będzie potrzebne Kacperkowi. Tylko łóżeczko stało w  sypialni. Szafki były pozapełniane ciuszkami, kocykami i tego typu rzeczami. Pod wieczór poszliśmy do sklepu i kupiliśmy bardzo dużo mleka  w proszku. Pytaliśmy się wszystkich, które jest najlepsze. Nawet zaczepiliśmy kobietę z dwójką dzieci. Jej zdanie było dla nas święte. W końcu skoro wychowała dwójkę dzieci, wie co dobre. Tego wieczora po raz kolejny padliśmy ze zmęczenia. Rano wyglądaliśmy jak żywe trupy. Jednak nie było dużo czasu, bo musieliśmy wszystko dokończyć i iść do szpitala. W końcu musimy przyzwyczaić się do myśli, że jesteśmy rodzicami, a w końcu dziecko potrzebuje kogoś bliskiego.
W szpitalu było na prawdę fajnie. Opiekowaliśmy się razem dzieckiem, pielęgniarki nam wszystko tłumaczyły, pokazywały jak karmić, myć, przewijać i wszystkie inne skomplikowanie rzeczy. Pod koniec dnia już trochę się oswoiłam i sama zaczęłam się nim zajmować, a Kamil dzielnie mi pomagał. Późnym wieczorem wróciliśmy do domu i podekscytowani, a zarazem zdenerwowani zasnęliśmy.


















5 komentarzy:

  1. fajnie, ale jakoś do mnie nie przemawia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczerą opinię :) Mam nadzieję, że kolejne rozdziały bardziej ci się spodobają :)

      Usuń
  2. Świetnyy!!! Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. No pacz taka sytuacja xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdzial :) jestem ciekawy co z tego bedzie :D

    OdpowiedzUsuń