Gdy się przebudziłam, od razu poczułam straszny ból głowy,
do tego miałam bardzo wysuszone gardło, aż ciężko mi było przełykać ślinę.
Stwierdziłam, że mam strasznego kaca. Zwlekłam się z łóżka i doczołgałam się do
lodówki. Dopiero gdy wypiłam prawie całą butelkę wody, poczułam się trochę
lepiej. Zerknęłam na zegarek, było już
25 po 13. No tak trochę pospałam, zresztą nic dziwnego. Późno wróciłam, do tego
jeszcze ten cały alkohol. Zdziwiłam się, że rodziców i Piotrusia nie ma w domu.
Gdy o tym myślałam zauważyłam na stole karteczkę, na której rodzice napisali: KOCHANIE, POSZLIŚMY DO CIOCI GOSI, WRÓCIMY POD
WIECZÓR. OBIAD MASZ W LODÓWCE WYSTARCZY PODGRZAĆ. ZAPEWNE I TAK NIE WSTANIESZ
SZYBCIEJ NIŻ PO POŁUDNIU, ZWAŻYWSZY NA TWÓJ WCZORAJSZY STAN. ASPIRYNA LEŻY W
SZAFCE NAD UMYWALKĄ W ŁAZIENCE. BUZIAKI
MAMA, TATA I PIOTRUŚ.
Kochani
są, o wszystkim pomyśleli. Na obiad jednak nie miałam najmniejszej ochoty, ale
po tabletkę poszłam. Przeraziłam się tym co zobaczyłam w lustrze, miałam cały
rozmazany makijaż. Czarne kreski tuszu i eyeliner-a pozostawały okropne ślady
na mojej twarzy. Masakra, dawno tak źle nie wyglądałam, ale co się dziwić jak
całą drogę do domu przepłakałam, a potem jeszcze chwilę w domu. Dopiero teraz
przypomniałam sobie wczorajszy bieg wydarzeń. Jak Kamil mógł tak się
zachowywać? Chociaż, tak na prawdę to nic nas nie łączy więc nie powinnam być
na niego zła, ale i tak uważam że jest skończonym kretynem. Nie wiem jak będą
wyglądały nasze kontakty po tej nocy. Jestem ciekawa czy w ogóle będziemy mieli
ze sobą jakiś kontakt. Ja na pewno się do niego pierwsza nie odezwę, jestem na
niego wściekła i tyle, a jak chcę to potrafię być uparta. Będąc w łazience, od
razu się wykąpałam. Od razu poczułam się lepiej, gdy krople gorącej wody
zmywały wszystkie smutki z mojego ciała, jednak nie mogłam wymazać wodą moich
myśli. Już trochę w lepszym stanie, podgrzałam sobie obiadek. Pychota,
uwielbiam obiadki mojej mamy. Nie wiedząc co ze sobą później począć włączyłam
pierwszą część Zmierzchu. Jak to ja na pierwszej nie poprzestałam i będąc w
połowie 3 części tej sagi usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie namyślając się długo
poszłam otworzyć, skoro to rodzice to nie muszę się wstydzić mojego wyglądu.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam, nawet nie spojrzałam kto stoi po drugiej stronie.
Położyłam się z powrotem na kanapie i tylko mruknęłam na przywitanie.
- Cześć
wam. - to by było na tyle, wróciłam do oglądania. Po chwili poczułam dłonie na
policzku.
-
Piotruś, proszę później się pobawimy, dobrze?
- Hmm...
to nie Piotruś. - usłyszałam ten piękny, zachrypnięty głos. Od razu się
poderwałam z kanapy, przez co o mało się nie przewróciłam, zresztą już po raz
kolejny w jego towarzystwie.
- Co...
co... co ty tu robisz? - zapytałam
zszokowana. Boże jak ja wyglądam. - pomyślałam
zawstydzona. Miałam na sobie tylko bokserki i koszulkę, która nie
zakrywała nawet całego tyłka. Do tego te sińce pod oczami. A z resztą nie ważne jak ja wyglądam. Nie
obchodzi mnie co sobie o mnie pomyśli.
-
Przyszedłem z tobą porozmawiać. Wyjaśnić wszystko. - widać było, że jest
skrępowany całą tą sytuacją.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Dla mnie wszystko
jest jasne. Koniec tematu, a teraz proszę wyjdź. Jestem zajęta. - powiedziałam i wróciłam na kanapę.
-
Właśnie widzę.- prychnął. - Co będziesz teraz mnie tak ignorować?
-Nikogo
nie ignoruję, po prostu nie wiem o czym mielibyśmy rozmawiać. Więc łaskawie wyjdź i zostaw mnie w spokoju.
- miałam nadzieję, że w końcu wyjdzie, ale przeliczyłam się. Podszedł do mnie i
usiadł koło mnie na kanapie.
- Kamil
co ty do cholery robisz!? - nie wytrzymałam i zaczęłam na niego krzyczeć.
- Nie
wyjdę stąd dopóki ze mną nie porozmawiasz.
Proszę spójrz na mnie. - wyczułam w jego głosie nutkę rozpaczy i chyba tylko to mnie zmusiło do tego by usiąść
i spojrzeć na niego.
- Dobrze,
porozmawiajmy. - dało się wyczuć, że nie jest mi to na rękę.
-
Chciałem cię przeprosić, że wczoraj na ciebie nakrzyczałem, jednak chyba
przyznasz mi rację, że ty też nie byłaś w porządku wobec mnie.
- Że co?
Jeszcze będziesz mnie oczerniać? Jak w ogóle śmiesz w moim własnym domu tak
mówić. - coraz bardziej robiłam się zdenerwowana.
- Nyśka,
nie denerwuj się tak od razu, bo do niczego nie dojdziemy w ten sposób.
- No
oczywiście ty tylko potrafisz dochodzić w innych sytuacjach. Wczoraj o mało
co nie zaczęliście dobierać się do
siebie z Nadią przy kilkudziesięciu ludziach.
- O co
ci chodzi? Tylko z nią tańczyłam, no może trochę się poprzytulaliśmy, ale nic
więcej. Zresztą kto to mówi. To nie ja się kleiłem do Łukasza. I to nie ja
robiłem z siebie słodką idiotkę przy nim.
W ogóle jak ty się zachowujesz, nigdy taka nie byłaś, myślałem, że
jesteś mądrzejszą dziewczyną, a nie jakąś pustą laską, która do każdego się
klei. - nie wierzyłam, że on to powiedział. Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęły
cieknąć po mojej twarzy wykrzywionej bólem.
- W
ogóle mnie nie znasz i nie masz prawa mnie osądzać! Łukasz jest moim
przyjacielem i mogę z nim robić co chcę!
- Ja też
jestem twoim przyjacielem, ale wobec mnie się tak nie zachowujesz. - wtrącił mi
się w zdanie.
- Nie
Kamil, ty już nie jesteś moim przyjacielem. Nigdy nim nie byłeś i nigdy nim nie
będziesz. - włożyłam w te słowa tyle jadu ile tylko mogłam. Sprawiło mu to ból,
ale ja się czułam identycznie przed chwilą. - Nie mas prawa robić ze mnie
dziwki, bo widziałeś jak się zachowuję wobec Łukasza!
- Boże... Natalia. Ja nigdy nie chciałem
zrobić z ciebie dziwki. Dziewczyno zrozum, że zachowuję się tak dlatego, że
jestem o ciebie zazdrosny jak ostatni kretyn! - mówiąc to wziął moją twarz w
dłonie i spoglądał mi w oczy z głębokim smutkiem i żalem. - Tylko nie wiem po
co skoro ty i tak wolisz jego.
- Tak.
Wolę jego, bo on nigdy mnie tak nie potraktował. Kamil, proszę wyjdź i już
nigdy w żaden sposób nie próbuj utrzymywać ze mną kontaktów. Zapomnijmy o
sobie. Będzie tak, jakbyśmy nigdy się nie poznali. Obiecuję, że nikomu nie powiem nic o tobie.
Możesz być o to spokojny. - bałam się, że za chwilę nie wytrzymam i wpadnę mu w ramiona widząc ten ogromny ból w jego
oczach. Jednak starałam się zachować spokój i otworzyłam mu drzwi dając znak by
już wyszedł. Zrozumiał o co mi chodzi i wyszedł ze spuszczoną głową. Jednak
zanim się oddalił spojrzał jeszcze raz na mnie i powiedział:
- Mam
nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa. - odwrócił się szybko, lecz zdążyłam
zobaczyć pojedynczą kroplę łzy wypływającą
z kącika jego oka. Zatrzasnęłam
szybko drzwi i osunęłam się na nich. Czułam się jakby ktoś wyrywał mi kawałki
serca, jeden po drugim. Czułam wszechogarniającą mnie pustkę. Czułam jakbym
umarła.
Genialne! !! A kiedy kolejny? xD.
OdpowiedzUsuńDziewczyno tym o to rozdziałem Rozjebałaś system.!!!! :) Szacunek. :) Kiedy kolejny.??? ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo za tak miłe komentarze :) To na prawdę wiele dla mnie znaczy. Dzisiaj na pewno będzie następny :) Zachęcam do czytania. Mam nadzieję, że także się wam spodoba.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Pięknie opisane, szkoda ze tak się skończyło :( mam nadzieję, że pogodzą się, w jakiś dziwnym okolicznościach ona mu zaufa i będzie wszytsko ok i pozostaną przyjaciólmi lub parą :>
OdpowiedzUsuń